"Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej- Robert i Róża"- Małgorzata Klunder
18:03
6
egzemplarze recenzenckie
,
Małgorzata Klunder
,
Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej
,
Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej- Robert i Róża
,
wydawnictwo Replika

Przedstawiam wam dziś książkę,
która zaledwie 2 dni temu miała swoją premierę, jednak dzięki
uprzejmości wydawnictwa Replika, miałam możliwość już
wcześniej zapoznać się z jej treścią i dziś prezentuję Wam
gotową recenzję.
Autorka przedstawia nam dzieje pewnej
zwyczajnej (no może nie do końca:D) rodziny: Niziołków.
Mama-Róża
Tata- Robert
oraz troje dzieci:
najstarsza córka: Gośka (Perełka)
syn: Jan Peregryn
najmłodsza córka: Elanora Pulcheria
(dla bliskich Elka)
Wszystkich łączy jedno: miłość do
literatury. Jednak nie łudźcie się, nie jest to zwykłe hobby, a
niemalże sens istnienia tej rodziny, zwłaszcza starszego pokolenia,
do tego stopnia, że nawet imiona dzieci musiały w jakimś stopniu
nawiązywać do fantastyki, bo szanowny tatuś jest wielkim fanem
Tolkiena. I to nie takim zwyczajnym, co to przeczyta książkę,
obejrzy film i już. Nie, nie, nie... to jest fan z kategorii:
extreme, taki, który ulubione książki zna niemalże na pamięć
łącznie z najdrobniejszymi szczegółami, a po obejrzeniu
ekranizacji wytknie reżyserowi każdą niezgodność z oryginałem.
W tej rodzinie czyta każdy. Oprócz
„Władcy Pierścienia”, który jest w tej rodzinie swego rodzaju
Biblią, pojawiają się też motywy z "Harrego Pottera”, trylogii
Sienkiewicza, poezji Herberta, twórczości Kaczmarskiego, a nawet
serialu Dr. House.
Szczerze mówiąc, początkowe
rozdziały były dla mnie udręką. Nawał nawiązań do literatury,
o której ja (zdeklarowana książkoholiczka) nigdy nie słyszałam,
oraz komunizmu- ustroju, o którym uczyłam się jedynie na lekcjach
historii- to wszystko sprawiło, że treść stała się
niezrozumiała.
Opowieści o „Władcy Pierścienia”
i „Hobbicie” były nieco bardziej przyswajalne, jednak równie
dalekie mojej estetyce, gdyż niestety, nie jestem fanką Tolkiena.
Aż w końcu, nastał ten moment, gdy
pojawił się wątek „Harrego Pottera”.
„Harry...” tego mi było trzeba, to
było coś bliskiego mojemu sercu. W końcu mogłam zrozumieć
wszystkie niuanse. Później było już tylko lepiej, bo prościej.
Wciągnęłam się w treść do tego stopnia, że nawet nie
zauważyłam, kiedy dotarłam do końca.
Myślę, że akurat ta książka, jest
jedną z niewielu, przy których można śmiało rozdzielić komu
(według mnie) książka powinna przypaść do gustu,a komu zupełnie
nie pasuje.
Zdecydowanie polecam osobą które:
*Kochają Tolkiena
*Żyły w czasach komunizmu lub
interesują się tym okresem (zarówno politycznie jak i kulturowo)
*Lubią prosty język, bez ozdobników.
UWAGA! Warunek konieczny: Trzeba
lubować się w „typowych” obyczajówkach, gdyż właśnie do
tego gatunku należy książka.
Nie polecam osobą, które:
*lubują się jedynie w kryminałach,
thrillerach lub romansach (to nie ten gatunek)
*nie czytają dużo, a jedynie od czasu
do czas sięgają po jakąś książkę dla zabicia nudy (jest to
zbyt wiele nawiązań do literatury, więc ciężko będzie zrozumieć
tekst)
*szukają pozycji „wysokich lotów”
z piórem lekkim niczym u Mickiewicza (język, poza wtrąceniami na
temat innych utworów, jest bardzo prosty).
Podsumowując:
mimo wszystkich minusów, ja cieszę
się, że przeczytałam tę książkę. Czyta się ją lekko, a
opisana rodzina jest naprawdę cudowna, aż chciałoby się ich
spotkać;) To dopiero I tom przygód wesołej rodzinki, więc jeśli
będę miała możliwość, to chętnie sięgnę po kolejne części.
Poza tym, miło poczytać o kimś, kto
jest tak niesamowicie, pozytywnie zakręconym na punkcie książek,
czyż nie? :D
A wy? Słyszeliście o tej książce? Sięgniecie po nią?