Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 19 marca 2015

"Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej- Robert i Róża"- Małgorzata Klunder

Przedstawiam wam dziś książkę, która zaledwie 2 dni temu miała swoją premierę, jednak dzięki uprzejmości wydawnictwa Replika, miałam możliwość już wcześniej zapoznać się z jej treścią i dziś prezentuję Wam gotową recenzję.

Autorka przedstawia nam dzieje pewnej zwyczajnej (no może nie do końca:D) rodziny: Niziołków.
Mama-Róża
Tata- Robert
oraz troje dzieci:
najstarsza córka: Gośka (Perełka)
syn: Jan Peregryn
najmłodsza córka: Elanora Pulcheria (dla bliskich Elka)

Wszystkich łączy jedno: miłość do literatury. Jednak nie łudźcie się, nie jest to zwykłe hobby, a niemalże sens istnienia tej rodziny, zwłaszcza starszego pokolenia, do tego stopnia, że nawet imiona dzieci musiały w jakimś stopniu nawiązywać do fantastyki, bo szanowny tatuś jest wielkim fanem Tolkiena. I to nie takim zwyczajnym, co to przeczyta książkę, obejrzy film i już. Nie, nie, nie... to jest fan z kategorii: extreme, taki, który ulubione książki zna niemalże na pamięć łącznie z najdrobniejszymi szczegółami, a po obejrzeniu ekranizacji wytknie reżyserowi każdą niezgodność z oryginałem.
W tej rodzinie czyta każdy. Oprócz „Władcy Pierścienia”, który jest w tej rodzinie swego rodzaju Biblią, pojawiają się też motywy z "Harrego Pottera”, trylogii Sienkiewicza, poezji Herberta, twórczości Kaczmarskiego, a nawet serialu Dr. House.
Szczerze mówiąc, początkowe rozdziały były dla mnie udręką. Nawał nawiązań do literatury, o której ja (zdeklarowana książkoholiczka) nigdy nie słyszałam, oraz komunizmu- ustroju, o którym uczyłam się jedynie na lekcjach historii- to wszystko sprawiło, że treść stała się niezrozumiała.
Opowieści o „Władcy Pierścienia” i „Hobbicie” były nieco bardziej przyswajalne, jednak równie dalekie mojej estetyce, gdyż niestety, nie jestem fanką Tolkiena.
Aż w końcu, nastał ten moment, gdy pojawił się wątek „Harrego Pottera”.
„Harry...” tego mi było trzeba, to było coś bliskiego mojemu sercu. W końcu mogłam zrozumieć wszystkie niuanse. Później było już tylko lepiej, bo prościej. Wciągnęłam się w treść do tego stopnia, że nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca.
Myślę, że akurat ta książka, jest jedną z niewielu, przy których można śmiało rozdzielić komu (według mnie) książka powinna przypaść do gustu,a komu zupełnie nie pasuje.
Zdecydowanie polecam osobą które:
*Kochają Tolkiena
*Żyły w czasach komunizmu lub interesują się tym okresem (zarówno politycznie jak i kulturowo)
*Lubią prosty język, bez ozdobników.

UWAGA! Warunek konieczny: Trzeba lubować się w „typowych” obyczajówkach, gdyż właśnie do tego gatunku należy książka.

Nie polecam osobą, które:
*lubują się jedynie w kryminałach, thrillerach lub romansach (to nie ten gatunek)
*nie czytają dużo, a jedynie od czasu do czas sięgają po jakąś książkę dla zabicia nudy (jest to zbyt wiele nawiązań do literatury, więc ciężko będzie zrozumieć tekst)
*szukają pozycji „wysokich lotów” z piórem lekkim niczym u Mickiewicza (język, poza wtrąceniami na temat innych utworów, jest bardzo prosty).

Podsumowując:
mimo wszystkich minusów, ja cieszę się, że przeczytałam tę książkę. Czyta się ją lekko, a opisana rodzina jest naprawdę cudowna, aż chciałoby się ich spotkać;) To dopiero I tom przygód wesołej rodzinki, więc jeśli będę miała możliwość, to chętnie sięgnę po kolejne części.
Poza tym, miło poczytać o kimś, kto jest tak niesamowicie, pozytywnie zakręconym na punkcie książek, czyż nie? :D 
 
A wy? Słyszeliście o tej książce? Sięgniecie po nią?


6 komentarzy:

  1. Ja jestem z tych co "*lubują się jedynie w kryminałach, thrillerach lub romansach" i nie lubię Tolkiena mimo, że przeczytałam go trochę za namową chłopaków bo" ta to już na pewno mi się spodoba"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Tolkiena "próbowałam" przeczytać kilka razy ale jakoś mi nie idzie:D Moja polonistka z liceum próbowała mnie przez 3 lata do Tolkiena przekonać i rezultat był kiepski.
      To w takim razie "Niziołków..." zdecydowanie nie polecam, bo wyrzucisz przez okno po pierwszych 50 stronach:D

      Usuń
  2. Och widzę, że zebrało się małe gremium "nie-fanów" Tolkiena, przyznaję - to osobliwe w dzisiejszych czasach. Ja też do Tolkiena nie mogę się przekonać - próbowałam kilka razy - to nie jest zupełnie mój gatunek.
    A Harry to moje dzieciństwo i może choćby z sentymentu sięgnę po recenzowaną przez Ciebie pozycję ;-)

    Dobra recenzja (taki plusik na koniec ;-) )

    Pozdrawiam!
    zooweroniki.blog.pl

    PS
    ad. pytania, które zadałaś u mnie na blogu - celowo nie daję wzmianki o żadnym konkretnym mieście, ponieważ chcę żeby czytelnik nie sugerował się konkretnymi miejscami w rzeczywistości, a sam tą rzeczywistość kreował - na podstawie zebranych doświadczeń i miejsc, w których mieszkał. Nie wiem czy to dobry zabieg, czy nie, bo chyba nigdy się z czymś takim nie spotkałam...

    Pozdrawiam jeszcze raz!
    zooweroniki.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tolkien jest specyficzny. A Harry to również moje dzieciństwo, dorastałam z nim (tyle tylko, że z filmem). Pierwszy film wyszedł jak byłam bodajże w pierwszej klasie podstawówki, więc tak naprawdę rosłam razem z nim;)

      Usuń
  3. Dokładnie.
    Ja jakoś nie przepadam za fantastyką w ogóle. Wiem wiem, odstaję od reszty społeczeństwa ;-)

    PS
    właśnie skończyłam Gniew Miłoszewskiego i stanowczo mogę polecić. To najlepsza książka w całej trylogii.

    Pozdrawiam ;-)
    zooweroniki.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja za fantastyką również nie przepadam, zdecydowanie bardziej lubię np. sensacje czy kryminały;) Dla Miłoszewskiego próbuję właśnie znaleźć czas, ale z tym u mnie ostatnio ciężko;)

      Usuń

Dziękuję, za Twoją wizytę. Zostaw ślad swojej obecności...