Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 5 września 2018

"Wiedźmy na gigancie"- Małgorzata Kursa

"Jeżeli ze wszystkich mediów wyłażą bezmózgie kmiotki, które nie znają własnego języka, to czego oczekujesz od ich słuchaczy i widzów? Inteligencja sporej liczby naszych rodaków zaczyna się i kończy na Pudelku"

Tytuł: "Wiedźmy na gigancie"
Autor: Małgorzata J. Kursa
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 320
ISBN: 978-83-65351-71-5

      Literacki światek od zawsze budzi podziw i kojarz się z wysoką kulturą, wszak jak mogłoby być inaczej w środowisku pisarzy, którzy "popełniają" kilka książek rocznie i rodzimy język powinni mieć opanowany do perfekcji, a tak się składa, że sprawne operowanie słowem automatycznie kojarzy nam się z kulturą. Tylko czy rzeczywiście tak jest?
     Osobiście wcale nie czuję się specjalną znawczynią jeśli chodzi o autorów i wydawnictwa i znajdzie się całe gro blogerek, które z pewnością mogą na ten temat powiedzieć znacznie więcej i które dużo bardziej wsiąknęły w ten nieco hermetyczny świat. Ja sama, mimo początkowego zachwytu, szybko zaczęłam dostrzegać ciemne strony zarówno autorów, wydawnictw, jak i samej blogosfery i wycofałam się nieco z tego towarzystwa wzajemnej adoracji, choć oczywiście nadal współpracuję z wydawnictwami i autorami, co do których mam pełne zaufanie, jednak niestety biorąc pod uwagę liczbę osób, z którymi miałam styczność- obecnie zostawiłam sobie zaledwie garstkę z nich, na resztę zwyczajnie szkoda mi czasu i nerwów. Bo literacki światek moi drodzy, wcale nie jest tak idylliczny jak się wydaje i w rzeczywistości wszyscy są dla Ciebie niesamowicie mili pod warunkiem, że spełniasz wszystkie ich oczekiwania. Wydawnictwa dadzą Ci wszystko czego zapragniesz pod warunkiem, że najlepiej od ręki będziesz publikować recenzje ICH książek, bo dla każdego z nich to właśnie ICH tytuły są absolutnym priorytetem i ani waż się myśleć o własnym blogu, bo recenzje MUSZĄ pojawić się na pierdyliardzie stron wszystkich możliwych księgarni internetowych, o jakich tylko wydawca słyszał. Nie lepiej z resztą wyglądają często współprace z autorami, którzy są przemili, cudowni i ozłocą Cię, jeśli tylko publikujesz życzliwą im recenzję pełną "Ochów" i "Achów". Gorzej sytuacja wygląda jeśli w książce, którą dostajesz do recenzji coś Ci się nie podoba, wtedy przestaje być miło, bo niestety moi drodzy o ile spora część polskich autorów potrafi głosić piękne tyrady o tym, jak cenna jest konstruktywna krytyka, o tyle niewielu jest takich, którzy są w stanie ją znieść i o ile ograniczają się jedynie do ich ignorowania- nie jest źle, ale są i tacy, którzy zaczynają z owymi recenzjami polemizować- i wtedy jest już gorzej, bo recenzja, choćby najbardziej profesjonalna, zawsze będzie miała w sobie ten subiektywny pierwiastek oceniający, a jak powszechnie wiadomo  "de gustibus non est disputandum", więc zazwyczaj kończy się na tym, że autor nie rozumie krytyki i uważa, że jeżeli książka nie przypadła mi do gustu to mogłam po prostu ją odłożyć i przemilczeć zamiast czytać do końca i pisać recenzję.  I właśnie o tym, w dużej mierze jest książka, którą chciałabym Wam dzisiaj pokazać. Autorka postanowiła z lekkim dystansem pokazać czytelnikowi blaski i cienie literackiego światka, a co z tego wyszło? Przekonajcie się sami, ale zacznijmy od fabuły...

TERCET to świetnie prosperująca agencja literacka składająca z trzech, a właściwie od niedawna już czterech wiedźm:
"Wiedźma odpowiedzialna, czyli naczelna- Maja Potoczek;
wiedźma kryminalna, czyli Anna Klejnik;
wiedźma pyskata, czyli Małgorzata Knypek
oraz wiedźma rozsądna, czyli Ida Złotowska."
nad którymi zapanować próbuje Piotr- sekretarek i osobisty ochroniarz w jednej osobie. I w zasadzie, na tym mogłabym poprzestać, bo te określenia idealnie opisują każdą z nich. Każda inna, wszystkie zwariowane i oddane agencji, przy takiej wybuchowej mieszance charakterów, nie da się nudzić o czym niejednokrotnie przekonał się sekretarek, a i wy przekonacie się, kiedy sięgniecie po książkę. 
Życie agencji płynie swoim rytmem do czasu, kiedy wiedźmy wchodzą na wojenną ścieżkę z Adasiem- początkującym autorem komedii kryminalnych, słynącym z niesamowicie nadmuchanego ego i braku dystansu do własnej "twórczości", która niestety pozostawia wiele do życzenia. Wschodząca "gwiazda" literatury zrobi wszystko by stać się numerem jeden i wyprzedzić konkurencję, jednak kiedy wiedźmy dyskredytują go na swoim portalu, mężczyzna poprzysięga zemstę, a musicie wiedzieć, że u Adasia wszystkie chwyty są dozwolone...

Ci z Was, którzy spotkali się wcześniej z twórczością Małgorzaty J. Kursy, wiedzą, że słynie ona ze specyficznego stylu, który albo się kocha, albo nienawidzi. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej grupy, dlatego początkowo byłam książką nieco rozczarowana. Czytałam, czytałam, czytałam, poznałam wiedźmy i współpracujących z nimi autorów i zastanawiałam się "no dobra, ale właściwie o co chodzi?", początek książki bardzo mi się dłużył. Nie mogłam wciągnąć się w fabułę, miałam wrażenie, że ilość opisów jest absolutnie nieproporcjonalna do akcji, która według mnie stała w miejscu i w pewnym momencie poczułam się naprawdę rozczarowana, bo po książki pani Małgorzaty zawsze sięgałam w ciemno i jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Na szczęście kiedy już minęłam wszystkie opisy i wprowadzenia akcja nabrała tempa i przez resztę powieści uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy, bo bawiłam się naprawdę świetnie. Błyskotliwe dialogi, cała masa gagów i charyzmatyczni bohaterowie- to elementy, które zawsze kojarzyły mi się z autorką i to dla nich warto sięgnąć po tę książkę.

"Wiedźmy na gigancie" to kolejna świetna pozycja w dorobku Małgorzaty J Kursy. Autorka w charakterystyczny dla siebie, lekko prześmiewczy sposób obnaża wszystkie grzeszki literackiego świata odzierając go z tej nieco mistycznej otoczki. Co prawda już na wstępie autorka zapowiada, że bohaterowie powieści są postaciami fikcyjnymi i nie mają odzwierciedlenia w świecie rzeczywistym, jednak ja od początku do końca widziałam przy każdym z bohaterów konkretne osoby z literackiego światka, czy trafione? Nie wiem. Ale tego kogo miałam przed oczami czytając o kolejnych autorkach, czy przede wszystkim o Adasiu, tego już Wam nie zdradzę, niech pozostanie to moją słodką tajemnicą. Jedyne do czego się przyczepię to początek. Mniej opisów-więcej akcji i byłoby idealnie.
Zdecydowanie polecam, bo "Wiedźmy na gigancie" to gwarantowana porcja dobrej, lekkiej rozrywki dla każdego książkoholika. 


                                           

                                                  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lucky








środa, 22 sierpnia 2018

"Lato z ciotką spirytyską"- Danuta Korolewicz

Tytuł: "Lato z ciotką spirytystką"
Autor: Danuta Korolewicz
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 384
ISBN: 978-83-65351-72-2

 
        Lato w pełni, sezon urlopowy trwa w najlepsze, więc każdy kto tylko ma taką możliwość stara się wyrwać choć na kilka dni z dala od domu. Z takiego założenia wyszła również Magda- studentka z Torunia, której życie przewróciło się do góry nogami po tym, jak zostawił ją chłopak. Mając w perspektywie długie, samotne wakacje w mieście, niemalże z nieba spada jej propozycja jej ciotki- Walerii, która zaprasza ją do siebie i proponuje wakacyjną pracę w miejscowej bibliotece, w małej miejscowości, jaką jest Warba. 

     Lato w bibliotece, w dodatku w małej mieścinie. Zapowiada się niezwykle spokojnie (o ile nie nudno). Cóż, nic bardziej mylnego. Już na wstępie zwariowana ciotka zapowiada swojej siostrzenicy obowiązkowe uczestnictwo w jej cotygodniowych seansach spirytystycznych, jeśli do tego dodamy odwiedziny Doroty-najlepszej przyjaciółki Magdy, podejrzaną szajkę działającą w mieście i nowego mężczyznę w życiu Magdy, który szybko okaże się być niedostępny dla dziewczyny, a to za sprawą widniejącej na jego szyi koloratki, szybko okaże się, że nie ma tu miejsca na nudę, a Warba nie będzie wcale tak spokojnym miasteczkiem, na jakie się zapowiadała.

     Kiedy dostałam książkę w swoje ręce prawdę mówiąc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością Danuty Korolewicz, więc była to dla mnie absolutna zagadka. Spodziewałam się lekkiej, humorystycznej lektury ze zwariowaną ciotką w tle. A co dostałam? Ciekawie skrojoną powieść obyczajową z wątkami humorystycznymi i... kryminalnymi.

     Autorka posługuje się bardzo prostym, lekkim językiem, co sprawia, że całość czyta się bardzo szybko, choć przy tego typu powieściach chciałoby się trochę więcej humoru, zwłaszcza, że tematyka aż się o to prosiła, dlatego w tym miejscu mały minus z mojej strony.

     Kilka słów należy się również bohaterom, gdyż są to niesamowicie barwne postacie.

Magda- główna bohaterka to dziewczyna o dwóch twarzach, pozornie spokojna i odpowiedzialna, pod wypływem odpowiednich impulsów staje się zwariowaną i żadną przygód studentką, jednak w tym szaleństwie jest metoda, gdyż Magda bo postać, którą darzy się sporą sympatią od pierwszej do ostatniej strony. 
Waleria- zwariowana, nieokrzesana ciotka-spirytystka. Jej cotygodniowe seanse stały się słynne w całej Warbie, z czego kobieta jest niesamowicie dumna.  Mimo dojrzałego już wieku Waleria nie potrafi usiedzieć w miejscu i ma tysiąc pomysłów na minutę, z których każdy kolejny jest jeszcze bardziej zwariowany od poprzedniego.
Wikary Dominik- to zdecydowanie mój ulubiony bohater w całej historii. Swoją odpowiedzialnością stanowi swoistą przeciwwagę dla szalonych bohaterek. Niezwykle tajemniczy i mimo noszonej koloratki czarujący mężczyzna, wokół którego dzieje się wiele podejrzanych rzeczy.

"Lato z ciotką spirytystką" to lekka, przyjemna powieść z kryminalną historią w tle i pewną dawką humoru. Zwariowane bohaterki, seanse spirytystyczne, trup i podejrzana szajka rządząca miastem, a na domiar wszystkiego zamieszany w sprawę ksiądz- to i wiele więcej otrzymacie sięgając po najnowszą książkę Danuty Korolewicz, którą zdecydowanie polecam jako lekką lekturę na letnie wieczory.
 



                                          Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lucky.


piątek, 20 lipca 2018

"Obca w świecie singli"- Krystyna Mirek

"Miłość to ułuda dla naiwnych nastolatków albo samotnych czterdziestek. Pułapka natury, żeby gatunek ludzki nie zaginął. Żaden człowiek obdarzony odrobioną inteligencji w nią nie wierzy"

Tytuł: "Obca w świecie singli"
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Edipresse
Data wydania: 23.05.2018r.
Ilość stron: 351
ISBN: 978-83-8117-524-1

      Najnowsza książka Krystyny Mirek od dnia premiery (a może nawet wcześniej) atakowała mnie niemal z każdego możliwego miejsca. Reklamy, recenzje, witryny sklepowe, nawet przy pocztowym okienku, po prostu nie mogłam się od niej odpędzić, więc kiedy po raz kolejny zobaczyłam ją, tym razem w bibliotece, postanowiłam w końcu ją przeczytać, by tylko w końcu przestała mnie prześladować i przede wszystkim, żeby zrozumieć jej fenomen. O samej autorce słyszałam wiele dobrego i kilka z jej tytułów znajdowało się od jakiegoś czasu na mojej liście książek "do przeczytania", ale jako że lista ta niestety nie ma końca, to sami domyślacie się zapewne jak to się skończyło, stanęło na tym, że trzymana przeze mnie "Obca w świecie singli" miała być moim pierwszym spotkaniem z twórczością Krystyny Mirek, ale z pewnością nie ostatnim. 
 
     W samej książce od początku najbardziej zaintrygował mnie tytuł. Bardzo chwytliwy i byłam szczerze zaciekawiona co autorka będzie chciała zrobić z tym tematem i muszę przyznać, że poszła w stronę, której zupełnie się nie spodziewałam.
 
     Karolina wiedzie z pozoru szczęśliwe życie. Ma 5-letnią córeczkę i kochającego (tak przynajmniej jej się wydaje) partnera Patryka. Wszystko zmienia się o 180 stopni, kiedy dowiaduje się, że jej ukochany ma kochankę, dla której zamierza zostawić rodzinę. Zrozpaczona kobieta zostaje sama z córką, restauracją, o której prowadzeniu nie ma bladego pojęcia i masą długów.

     Jakub to mężczyzna, któremu początkowo wydaje się, że złapał Pana Boga za nogi. Zdolny kucharz, pochodzący z biednej rodziny, w dodatku z małego miasteczka, wydawałoby się pozbawiony perspektyw, aż do momentu kiedy wiąże się z Agnieszką, jak się później okazuje, córką właściciela jednej z najlepszych restauracji w Krakowie. Teść szybko dostrzega jego talent i bierze pod swoje skrzydła. Niestety Agnieszka nie jest zadowolona, że jej przyszły mąż coraz bardziej upodabnia się do przyszłego teścia, dlatego gdy Jakub po raz kolejny urodziny ich córki spędza w pracy, kobieta zabiera dziewczynkę i wyprowadza się z Krakowa. 
 
     Jak to bywa w tego typu powieściach Karolina i Jakub spotykają się zupełnym przypadkiem, gdy los prowadzi Jakuba do opustoszałej restauracji Karoliny. Oboje z bagażem przykrych doświadczeń, znajdują się na życiowym zakręcie, wkrótce odkrywają, że świetnie się dogadują i że mogą sobie nawzajem pomóc. Jednak w książce tak jak w życiu, nigdy nie może być zbyt idealnie, a kiedy sielanka trwa w najlepsze to znakiem tego, że coś wisi w powietrzu. Wkrótce oboje zostaną wystawieni na ciężką próbę własnych charakterów i zasad i tylko od nich zależy, czy wyjdą z niej zwycięsko, czy też wrócą z podkulonymi ogonami do dawnego życia. 
 
     Krystyna Mirek pisze bardzo lekkim, przyjemnym językiem tak, że książkę się niemalże pochłania. Sama przeczytałam ją w zaledwie dwa wieczory. Bardzo polubiłam również bohaterów, bo są to postacie z krwi o kości, które mają swoje wady, ułomności i chwilami ich zachowanie strasznie wkurza, ale to wszystko sprawia, że stają się jakby bardziej prawdziwi i bliżsi czytelnikowi. Choć szczerze przyznam zabrakło mi "tego czegoś", co sprawia, że książka jest wyjątkowa i myśli się o niej jeszcze długo po zakończeniu lektury. Powieść podobała mi się, czytało się ją lekko i przyjemnie, ale nie wzbudziła ona we mnie żadnych głębszych uczuć. Ot po prostu miła, relaksująca lektura na koniec dnia i w takich kategoriach bym ją polecała.     

      "Obca w świecie singli" to bardzo nastrojowa, raczej prosta historia o odnajdywaniu własnej życiowej drogi i utraconego szczęścia, a przede wszystkim o relacjach międzyludzkich, bo można wmawiać sobie wszystko: że w pojedynkę żyje się łatwiej, spokojniej, bez ciągłych rozczarować itd. ale prawda niestety jest taka, że nikt nie jest stworzony do życia w samotności.
 

wtorek, 17 lipca 2018

"Julia"- Anne Fortier

"Raz wyznana miłość ma tylko dwie drogi. Jedna prowadzi do spełnienia druga ku rozczarowaniu. Zastój jest niemożliwy."

Tytuł: Julia
Autor: Anne Fortier
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawnictwo: Świat Książki
Data premiery: 21.04.2010r.
Ilość stron: 477
ISBN: 978-83-247-1785-9

     Dziś przychodzę do was z recenzją książki, o której pierwszy raz usłyszałam kilka lat temu od pewnej blogerki (nie-recenzentki) i już wtedy mnie zaciekawiła, ale wówczas nie mogłam nigdzie na nią trafić, ale minęło kilka lat, a ja zobaczyłam ją w jednej z facebookowej wymienialni i wiedziałam, że muszę ją mieć. 

     "Julia" to powieść głęboko osadzona w szekspirowskim klimacie "Romea i Julii". Julie Jacobs- tytułowa bohaterka otrzymuje po śmierci ciotki list, który odsyła ją do włoskiej Sieny, w poszukiwaniu spadku po matce dziewczyny. Amerykanka wyrusza w podróż na stary kontynent w poszukiwaniu przeznaczenia. Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu w skrytce pocztowej, do której klucz zostawiła jej ciotka, nie znajduje żadnych kosztowności, a plik listów z XV wieku wraz z dziennikiem matki Julie i egzemplarzem "Romea i Julii". Po przeanalizowaniu całej zawartości dziewczyna postanawia iść tropem pozostawionych jej przez matkę wskazówek i rozwikłać tajemnicę, którą jej matka przepłaciła życiem. Wkrótce dziewczyna odkrywa, że wydarzenia opisane w sztuce Williama Shakespeare'a miały miejsce w rzeczywistości jednak znacznie wcześniej i nie w Weronie, a w Siennie, dodatkowo dziewczyna odkrywa, że jest potomkinią Julii, a jak wiadomo, jeśli jest Julia, to musi być również Romeo... i jest, choć to akurat postać bardzo nieoczywista, więc miejcie się na baczności.
     Jednocześnie poznajemy historię przodków Romea i Julii czyli Giulietty Tolomei i Romea Marescotti, która splata się z losami naszych współczesnych bohaterów i pokazuje historię tropów, na które trafiają. Okazuje się, że nad oboma rodami wisi klątwa, którą odczynić mogą jedynie potomkowie Romea i Giulietty. 

     Julie postanawia zrobić wszystko, by rozwikłać tajemnicę, którą skrywa w sobie Sienna, jednak to miasto ciągle żyje historią i bardzo ciężko odróżnić, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem, a zaufanie niewłaściwej osobie może mieć niewyobrażalną cenę...

     Mimo tego, że cenię Shakespeare'a, to chyba nigdy do końca nie byłam przekonana do "Romea i Julii" może dlatego, że zawsze wydawało się to nieco zbyt naiwne, a może po prostu ze względu na to, że kocham happy endy, (a skoro na ogół brakuje ich w życiu, to chociaż poczytajmy o nich w książkach:D) jednak współczesna wersja to powiew świeżości, autorka odarła bohaterów z tego naiwnego, młodzieńczego podejścia do tematu, dając całości nieco bardziej dojrzały zarys, jednocześnie zachowując wpisany w historię romantyzm. 

     "Julia" to niesamowicie wciągająca powieść o miłości i przeznaczeniu, ale również pełna kłamstw, zawiłych intryg i nikczemnych zbrodni i zapewniam Was, że takiej wersji historii Romea i Julii jeszcze nie widzieliście, dlatego zachęcam Was do lektury, bo to książka w której każdy znajcie coś dla siebie: zarówno romantyczne dusze, jak i poszukiwacze przygód. Autorka zaprezentowała bardzo ciekawe, świeże spojrzenie, jednocześnie szanując średniowieczne tradycje i kulturę. To powieść wobec której ciężko zachować obojętność i mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu.


czwartek, 5 lipca 2018

"Nie chodź po lesie nocą"- Danka Braun

Tytuł: "Nie chodź po lesie nocą"
Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 12.06.2018r.
Ilość stron: 329
ISBN: 978-83-65897-34-3

     Tradycyjnie już przełom wiosny i lata oprócz pięknej aury niesie za sobą coś jeszcze- premierę kolejnej książki Danki Braun, na którą czekałam z nie mniejszym zniecierpliwieniem niż na pierwsze upalne dni, bo jak powszechnie wiadomo mogę odpuścić sobie wiele nowości, ale nigdy Danki Braun. I tym razem nie zawiodłam się i zaraz po premierze zabrałam się za lekturę "Nie chodź po lesie nocą".

     Pierwszą niespodzianką była już tematyka książki. Jako że poprzednia powieści tj. "Krew na sutannie" (>recenzja<) była thrillerem, to tym razem spodziewałam się typowej obyczajówki o losach Orłowskich, a tutaj niespodzianka- kolejny thriller! (Owszem wiedziałabym o tym, gdybym zajrzała w zapowiedzi, ale szczerze mówiąc, jeśli chodzi o książki Danki Braun, nigdy nie zaprzątam sobie głowy czytaniem zapowiedzi bo wiem, że nawet gdyby wydała atlas dinozaurów to wszystko co sygnuje swoim nazwiskiem biorę w ciemno:D )

     Tym razem opuszczamy piękny Kraków by razem z rodziną Orłowskich udać się w nieco spokojniejsze miejsce. Orłowscy bowiem spędzają urlop w odziedziczonym domu Świętej Zośki w rodzinnym mieście Renaty- Żuradzie. Podczas pobytu mają okazję bliżej poznać kuzynkę Renaty- Mariolę Wąsowską wraz z rodziną oraz ich przyjaciół- Pietrzyków.
     Szybko okazuje się, że mała mieścina wcale nie jest tak spokojna, jak można było się tego spodziewać bo już na początku pobytu Orłowskich zostaje zamordowany Jacek Wąsowski- mąż Marioli, a śledztwo po raz kolejny prowadzi komisarz Bieda w asyście niezastąpionego Marka Bieglera. Kto mógł chcieć śmierci bogatego, powszechnie szanowanego biznesmena? Okazuje się, że lista potencjalnych morderców wcale nie jest krótka i z każdym kolejnym dniem wydłuża się o kolejnych podejrzanych.  

     Konstrukcja książki jest bardzo podobna do "Krwi na sutannie", bo między kolejnymi etapami śledztwa poznajemy historię życia Marioli i jej małżeństwa z Jackiem, a czego tam nie było: Ślub, dzieci, zdrady, romanse, rozstania i powroty- a to zaledwie zalążek tego, co czeka Was na kartach "Nie chodź po lesie nocą".

     Nie będę rozwodzić się po raz kolejny nad rodziną Orłowskich, gdyż pisałam Wam o nich już nie raz. Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby nie przyczepiła się do jednego szczegółu, który raził mnie już w poprzedniej książce i o którym autorka już na wstępie uprzedziła mnie, że tym razem również się powiela, a mianowicie- chronologia. Książka mimo że dopiero wydana, chronologicznie wpasowuje się treścią gdzieś mniej więcej w części serii wydane około 2016 roku, a od czego czasu w życiu Izy, Marty czy Krzyśka wydarzyło się naprawdę sporo o czym mogliśmy przeczytać we wcześniejszych częściach i byłoby dobrze kontynuować te wątki, zwłaszcza, że były naprawdę ciekawe. Poza tym, mimo całego uwielbienia dla thrillerów Danki Braun, trochę brakuje mi tu Orłowskich i chętnie poczytałabym już kolejną część skupiającą się typowo na ich rodzinie.

     "Nie chodź po lesie nocą" to kolejna świetna książka Danki Braun, po którą zawsze sięgam w ciemno i polecam absolutnie każdemu, bo to świetne, wciągające powieści, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Miłość, zdrada, morderstwo, konflikty i tajemnice z przeszłości, które potrafią przewrócić wszystko do góry nogami. Autorka po raz kolejny pokazała, że nie boi się trudnych, kontrowersyjnych tematów i że potrafi pisać o nich z niesamowitą lekkością tak, że chce się tylko więcej i więcej. Jedyne czego mi zabrakło to tak charakterystycznego dla autorki, nieco sarkastycznego poczucia humoru, którego tym razem było wyjątkowo mało, ale za to pochwalę się Wam, że pierwszy raz udało mi się rozszyfrować Dankę Braun i wytropić mordercę zanim ona sama podała mi go na tacy:)



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prozami







piątek, 8 czerwca 2018

"Wszyscy ludzie przez cały czas"- Marta Guzowska

"Możesz oszukiwać wszystkich przez jakiś czas albo kilka osób przez cały czas, ale nie zdołasz oszukiwać wszystkich ludzi przez cały czas."

Tytuł: "Wszyscy ludzie przez cały czas"
Autor: Marta Guzowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania:08.04.2015r.
Ilość stron: 397

     Dziś mam dla Was recenzję książki, którą upolowałam już dość dawno, bo jakieś 2 lata temu i sporo czasu musiało upłynąć, żebym w końcu się za nią zabrała, ale cóż, co się odwlecze to nie uciecze i w końcu udało mi się dotrzeć do ostatniej strony. 

    "Wszyscy ludzie przez cały czas" to trzeci tom kryminalnej serii z Mario Ybl'em w roli głównej. W tej części słynny antropolog bierze udział w badaniach archeologicznych na Krecie, które zmienią jego życie. Słońce, plaża i turystyczne zabytki- czy nie z tym właśnie kojarzy Wam się Kreta? Nie tym razem. Przy tej lekturze możecie zapomnieć o sielskiej wizji wyspy rodem z katalogu biura podróży. Tu Kreta jawi się jako tajemnicze, nieco mroczne miejsce pełne zagadek, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością, a ludzie są zupełnie inni niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. 
      Tym razem Mario zostaje poproszony o pomoc przy stanowisku, na którym w ruinach starożytnej świątyni odkryto szkielet człowieka. Mario podejrzewa, że składano tam ofiary z ludzi, jednak szybko okazuje się, że tajemnice starożytnej Krety są niczym w porównaniu z tym, jakie sekrety wyspa skrywa obecnie a sam Mario chętnie wcieli się w rolę detektywa i spróbuje rozwikłać aktualne sprawy, tylko czy oby na pewno wszyscy chcą by prawda ujrzała światło dzienne? I komu tak naprawdę można zaufać w miejscu, w którym wścibski i arogancji antropolog wcale nie jest mile widziany? 

     Marta Guzowska poza tym, że jest pisarką, jest również doktorem archeologii. Pracowała na legendarnym stanowisku w Troi, prowadziła badania na terenie Grecji i Izraela, a prywatnie zjeździła całą Turcję, wyspy greckie i pół basenu Morza Śródziemnego, dlatego też w swoich książkach bazuje nie tylko na wyobraźni i research'u ale przede wszystkim własnej wiedzy i doświadczeniach, mimo tego jej styl urzeka pewną prostotą, autorka przemyca w poszczególnych wątkach tajniki archeologii, jednak robi to w bardzo subtelny, nienatarczywy sposób, dzięki czemu czytelnik przyswaja pewną wiedzę, jednak nie ma poczucia jakby studiował podręcznik, co niestety często bywa zgubne w przypadku wielu autorów, którzy mając olbrzymią wiedzę na dany temat bardzo chcą pochwalić się nią światu w każdej kolejnej powieści.
      Duży plus należy się autorce również za kreację głównego bohatera. Mario Ybl to niezwykle nietuzinkowa postać. Pewny siebie, przemądrzały, arogancki cwaniak. Teoretycznie- ciężko go znieść. Praktycznie- nie da się go nie lubić. Przez całą lekturę miałam gdzieś z tyłu głowy myśl, że z kimś mi się ta postać kojarzy, i na koniec olśniło mnie. Wiem, że popełnię teraz zbrodnię na literaturze porównując książkę do serialu telewizyjnego, ale dla mnie Mario Ybl to taki dr House antropologii i jak dla mnie jest to zdecydowanie wystarczający argument, by poznać pozostałe części z serii o jego przygodach.


     "Wszyscy ludzie przez cały czas" to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale z pewnością nie ostatnie. Autorka stanęła na wysokości zadania i stworzyła ciekawy, nieoczywisty kryminał, który mimo tego, że rozwiązanie zagadki wcale nie jest proste i ciężko rozwiązać samodzielnie wszystkie zagadki przed zakończeniem lektury, nie wymaga od czytelnika specjalnego wysiłku czy skupienia na kilku wątkach  i pozwala zwyczajnie zrelaksować się podczas  czytania. Ja ze swojej strony zdecydowanie polecam.

niedziela, 13 maja 2018

"Szalona wiosna"- Aleksandra Tyl

"Czytał wszystko, łącznie z ogłoszeniami i nekrologami. Te ostatnie zostawiał sobie na koniec, na deser. Zawsze wprawiały go w dobry nastrój. Inni poumierali, a ja wciąż żyję-cieszył się nieustannie, starając się nie myśleć o tym, ile mu jeszcze zostało."

Tytuł: "Szalona wiosna"
Autor: Aleksandra Tyl
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 24.04.2018r.
Ilość stron: 463
ISBN: 978-83-65897-28-2

      Jak mówi znane przysłowie: "Cudze chwalicie swego nie znacie" i tak w dużej mierze jest niestety z polską literaturą. Sięgamy po pisarzy brytyjskich, amerykańskich czy skandynawskich, a nie zdajemy sobie sprawy, jakie perełki możemy znaleźć wśród polskich autorów. Osobiście kocham rodzimych pisarzy miłością absolutną, jednak wbrew powszechnej opinii, że Polacy potrafią pisać tylko kryminały, uważam, że literaturą polska powieścią obyczajową stoi. I dziś, przychodzę do Was z moim najnowszym odkryciem, którym jest "Szalona wiosna" Aleksandry Tyl. 
 
     Dorota- zwariowana, odważna i nieco nieokrzesana kobieta musi zmierzyć się z nową rzeczywistością: straciła pracę, ukochany mężczyzna zostawił ją dla innej, a na domiar złego wracając z imprezy zostaje napadnięta i okradziona i tylko kompletnym zbiegiem okoliczności trafia do  szamana, który twierdzi, że potrafi przenosić świadomość człowieka do innego ciała. Dorota, nie zastanawiając się długo postanawia skorzystać z okazji i zemścić się na swoim byłym, przenosząc się do ciała jego obecnej partnerki. Brzmi absurdalnie? Wyobraźcie sobie zatem, co się stanie, gdy świadomość Doroty w wyniku pomyłki trafi do ciała zupełnie obcego mężczyzny? Jedno jest pewne: Tu nie ma miejsca na nudę i mam nadzieję, że sami się o tym przekonacie. 
 
     "Szalona wiosna" to ostatnia już, czwarta część serii, jednak nie znaczy to, że jeśli nie przeczytaliście wcześniejszych części, to nie możecie sięgnąć po "Szaloną wiosnę", wręcz przeciwnie; książkę, nawet jako samodzielną powieść czyta się naprawdę dobrze i nie ma najmniejszych problemów z odnalezieniem się w fabule, czego sama jestem najlepszym przykładem, gdyż jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. 
 
     Aleksandra Tyl ma naprawdę lekkie pióro, posługuje się prostym językiem, ale włada nim perfekcyjnie tak, że czytelnik wręcz pochłania kolejne strony. Duży plus należy się również za konstrukcję książki, a mianowicie, podział na rozdziały, co jest obecnie coraz rzadziej stosowane, a znacznie ułatwia czytanie, zwłaszcza kiedy nie możemy pozwolić sobie na zarwanie nocy z lekturą w ręce i musimy znaleźć odpowiedni moment na przerwanie czytania.

Jedyny minus, jaki zauważyłam w całości to zakończenie. Po tak barwnej, wartkiej akcji spodziewałam się na koniec jakiś fajerwerków, a tego mi niestety zabrakło.
 
     "Szalona wiosna" to niezwykle lekka, pozytywna i nieco zwariowana powieść o kobietach, życiowych zakrętach i relacjach damsko-męskich, która bawi, ale również wzrusza, a sama autorka pokazuje, że nawet w przypadku powieści obyczajowych, w których powiedziano już naprawdę wiele i wydawałoby się, ciężko będzie wymyślić coś nowego, można wprowadzić powiew świeżości i sprawić, że czytelnik dostaje w swoje ręce książkę, niepodobną do niczego co wcześniej czytał. Zdecydowanie polecam wszystkim miłośniczkom powieści obyczajowych, a sama lecę nadrabiać zaległości i biorę się za wcześniejsze części serii. 
 
 
 
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prozami