"Krew na sutannie"- Danka Braun
"Cóż,
każda kobieta marzy o księciu na białym koniu, niestety zazwyczaj
kończy się to na romansie ze stajennym."
![]() |
Tytuł: Krew na sutannie Autor: Danka Braun Wydawnictwo: Prozami Data wydania: 23.01.2018r. Ilość stron: 352 ISBN: 978-83-65223-93-7 |
I oto jest, po kilku miesiącach
oczekiwania, które ciągnęły mi się niemiłosiernie, pojawiła
się nowa książka Danki Braun!
Tym razem przed rozpoczęciem
lektury obiecałam sobie, że będę się przyglądać tej książce
znacznie dokładniej niż poprzednim powieściom autorki. Bo przecież
nie może być ciągle tak idealnie, prawda? Ile można w kółko
chwalić i chwalić? I z takim nastawieniem zabrałam się za lekturę
i w tym miejscu powinnam zamieścić całą listę rzeczy, które w
książce mi się nie podobały: że fabuła słaba, że bohaterowie
jacyś tacy „papierowi”, że humor nie ten i styl jakby stracił,
ale w sumie to każdemu zdarza się gorszy moment. I przy
wydawaniu średnio 2 książek w roku od kilku lat byłoby to w pełni
usprawiedliwione. Ale cóż niestety nic takiego napisać Wam nie
mogę, bo już po pierwszych pięćdziesięciu stronach przepadłam
absolutnie wciągnięta w wir wydarzeń zaserwowanych nam przez Dankę
Braun.
Tym razem zostawiamy nieco z boku
rodzinę Orłowskich, by rozwiązać pewną kryminalną zagadkę i
poznać historię tajemniczej Beaty Tomczyk.
Mark Biegler na prośbę znajomej
Roberta Orłowskiego postanawia użyć swoich detektywistycznych
zdolności by znaleźć mordercę prowincjała Edwarda Nasiadki-
przełożonego Zgromadzenia Księży Katechetów.
Szybko wychodzi na jaw, że powszechnie
szanowanym prowincjał, wcale nie miał tak krystalicznego życiorysu,
jak powszechnie sądzono, a z każdym kolejnym dniem śledztwa
wydłuża się lista wrogów Nasiadki, a co za tym idzie,
potencjalnych morderców. Tylko kto ostatecznie zabił? Aby dojść
do prawdy Mark postanawia połączyć siły z komisarzem Biedą,
jednak Zgromadzenie Księży Katechetów to dość zamknięty krąg
niechętnie współpracujący nawet z Markiem, którego sami
wynajęli.
W międzyczasie poznajemy
historię życia Beaty Tomczyk. Kobieta, która sama prosiła Marka o
pomoc w odnalezieniu mordercy okazuje się mieć ze Zgromadzeniem
znacznie więcej wspólnego, niż początkowo twierdziła. Na jaw
wychodzą nowe fakty z życia Beaty, i jej powiązania z księżmi.
Jaką naprawdę tajemnicę skrywa kobieta i czy ma coś wspólnego ze
śmiercią prowincjała Nasiadki? Cóż, pewne jest jedno: w tej
powieści nic nie jest takie, jakie się wydaje, a pierwsze wrażenia
bywają bardzo mylne.
Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele
o bohaterach, by nie zepsuć Wam zabawy podczas czytania, ale
zapewniam Was, że mimo iż są to postacie odbiegające swoim
zachowaniem i charakterem od Orłowskich to, są to niesamowicie
barwne, charyzmatyczne postacie, o których, nawet po zakończeniu
lektury ciężko zapomnieć.
Pomimo tego, że książka jest
absolutnie spójna z poprzednimi powieściami autorki, to tym razem
autorka pokusiła się o coś, czego wcześniej nie było: nawiązania
do obecnej sytuacji społecznej i aktualnie panujących realiów a
ponadto uderzyła w moim zdaniem, bardzo trudny w Polsce temat jakim
jest kler. Nie oszukujmy się, w takim kraju, jakim jest Polska,
gdzie Kościół ma ogromny wpływ na praktycznie każdą dziedzinę
ludzkiego życia (i niestety nie ma znaczenia, czy i w co, człowiek
wierzy, Kościół po prostu jest obecny w życiu każdego, czy ktoś
tego chce, czy nie) uderzenie, nawet w fikcyjnej historii, w kler
jest swojego rodzaju wsadzeniem kija w mrowisko i osobiście Danka
Braun bardzo mi tym zaimponowała, bo mimo że historia jest
wymyślona, to zawiera wiele prawd, które mają swoje
odzwierciedlenie w realnym świecie: Bo idealizujemy
księży, że wierzący często traktują ich jako kogoś lepszego,
swojego rodzaju „nadludzi”, a prawda jest taka, że ksiądz to
taki sam śmiertelnik jak każdy z nas i niejedno ma na swoim
sumieniu i najwyższa pora abyśmy my-jako społeczeństwo w końcu
to zauważyli.
Jednak nie myślcie sobie, że
nagle, po serii książek o charakterze stricte rozrywkowym autorka
postanowiła wziąć się za literaturę misyjną, nie, nie, nie- to
nadal jest ta sama niezastąpiona Danka Braun, która swoim poczuciem
humoru potrafi doprowadzić do śmiechu największego ponuraka;)
„Ostatnio mordercy rozmnażają
się jak muchomory sromotnikowe po deszczu. Kurwa mać, urządzili
sobie casting na mordercę! Prokurator wściekły, bo miał taką
fajną morderczynię, a tu nagle ksiądz też chce być mordercą.”
Ale żeby nie było,
że jest tak całkiem idealnie to znalazłam pewien szczegół, który
lekko irytował mnie podczas lektury, a mianowicie zaburzona
chronologia. Co prawda „Krew na sutannie” nie jest bezpośrednią
kontynuacją „Historii pewnej zazdrości” a raczej książką
odrębną, jednak biorąc pod uwagę, że występują w niej również
Orłowscy, byłoby dobrze, gdyby chronologia książek została
zachowana, tymczasem akcja najnowszej powieści toczy się przed
wydarzeniami z „Historii pewnej zazdrości” to nieco zaburza
odbiór fragmentów poświęconych Orłowskim.
Cóż ja Wam mogę
powiedzieć? Nie od dziś wiadomo, że jestem absolutnie zakochana w
powieściach tej autorki i nic się w tym temacie nie zmieniło.
Danka Braun wykreowała niesamowicie wciągającą historię pełną
barwnych postaci, zawiłych intryg, i duchów przeszłości ale
również przedstawiającą pełen wachlarz ludzkich uczuć ale i
ułomności. Bo świat nie jest romantyczną idyllą, jest również
pełen wad: intryg, zazdrości i ludzkich słabości i autorka
doskonale zdaje sobie sprawę o czym przekonuję się za każdym
razem sięgając po jej powieści.
„Krew na
sutannie” to historia absolutnie nietuzinkowa i polecam ją Wam z
całego serca bo warta jest każdej minuty poświęconej lekturze, a
mi nie zostało nic innego, jak tylko czekać na kolejną książkę
autorki.
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prozami