Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 26 lutego 2015

"Perełka"- Patrick Modiano

Patrick Modiano i „Perełka”- Dłuższą chwilę siedziałam z laptopem na kolanach i książką w ręce, zastanawiając się, co właściwie, chcę wam powiedzieć na temat „Perełki” i doszłam do wniosku, że... nie wiem.
Naprawdę, już dawno żadna książka nie budziła w mnie tak sprzecznych emocji.

Sięgnęłam po nią tak naprawdę z 2 powodów:
1. Akcja toczy się w Paryżu (nałogowo czytam wszystkie książki, których akcja toczy się w tym mieście, więc jak macie takowe tytuły do polecenia to chętnie przeczytam)
2. Modiano otrzymał, za tę pozycję literacką nagrodę Nobla 2014 roku (Wiecie NOBEL- to zobowiązuje, tak przynajmniej myślałam)

Książka opowiada o losach dziewczyny, która po 12 latach spotyka swoją matkę, może nie byłoby to jeszcze aż tak szokujące, gdyby nie fakt, że do tej pory Thérèse (główna bohaterka) myślała, że jej matka zginęła przed laty w Maroku, jednak prawda okazuje się inna...

Tak naprawdę, w przypadku „Perełki” ciężko mówić o jakiejś rozbudowanej fabule, bo jej nie ma.
Autor bazuje głównie na wspomnieniach bohaterki, a obecne życie tytułowej Perełki, jest tylko pretekstem do przywołania kolejnych wydarzeń z przeszłości.

Ta książka nie jest o konkretnych wydarzeniach, a raczej o odczuciach: o bólu, żalu, samotności, pewnej alienacji od świata, ale i chęci zamknięcia pewnego rozdziału i pójścia na przód...

Ciężko mi powiedzieć z pełną stanowczością, czy powinniście sięgnąć po „Perełkę”. Dla mnie ta książka była swojego rodzaju ciekawostką, ale chyba nie zdecydowałabym się sięgnąć, po podobną pozycję.
Język jest czytelny, a książka liczy zaledwie 170 stron i chyba tylko dlatego przeczytałam ją do końca, gdyby miała np. 400 stron chyba nie odważyłabym się przeczytać jej do końca.
Smutek aż wylewa się z jej stron, ból udziela się, a pozytywne nastawienie do świata stopniowo się ulatnia, mniej więcej w połowie lektury, zaczyna się patrzeć na świat oczami bohaterki... i to jest najbardziej przerażające.

Myślę, że mogę polecić „Perełkę” tym, którzy lubią powieści psychologiczne, jednak jeśli szukacie w książkach chwili radości, pozytywnej energii i powodu do uśmiechu... to nie jest książka dla was.


Perełka [Patrick Modiano]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Piątek trzynastego"- Agata Bizuk

Długo się zbierałam, ale już oddaję w wasze ręce moją opinię o książce Agaty Bizuk- "Piątek trzynastego"


Książka, która rzuciła mi się w oczy, na półce bibliotecznej, głównie za sprawą tytułu. Był chwytliwy, przekorny w stosunku do okładki. Zapowiadało się, lekko, łatwo i przyjemnie i... tak właśnie było.

Marta- główna bohaterka, to kobieta, która ma już 30 lat na swoim liczniku, pusty dom, swojego mężczyznę po drugiej stronie oceanu i... żyje jak w klatce, złotej, ale jednak klatce.

Kiedy jej partner przedłuża swój zagraniczny kontrakt, Marta ma już pewność, że w grę wchodzi inna kobieta, rozżalona i nieszczęśliwa postanawia zmienić swoje życie i pojechać do siostry do Irlandii. A gdzie Polacy pracują na Wyspach? Oczywiście, na zmywaku, tam też swoje miejsce znalazła Marta, której życie przypomina sinusoidę, raz na wozie, raz pod wozem. Jej partner rzuca ją przez skypa, a ona powoli uczy się życia, co nie jest łatwe, gdyż za każdym razem, gdy pojawia się minimum stabilizacji, wszystko zmienia się jak na dotknięciem czarodziejskiej różdżki...

Oczywiście, jest to literatura stricte kobieca i nie ulega to wątpliwości, ale w książce jest taka dawka poczucia humoru i pewnego sarkazmu, że czyta się ją z uśmiechem na ustach.
„Piątek trzynastego” to duża dawka pozytywnej energii, daje kopa do działania, idealna na długie samotne weekendy, kiedy macie dość swojego życia, wegetujecie i nie wiecie, w którą stronę iść.
Pani Agata w bardzo przyjemny sposób pokazuje nam, że piątek (nawet jeśli wypada trzynastego) nie zawsze musi być pechowy.

"Teściową oddam od zaraz"- Małgorzata J. Kursa

Dziś recenzja książki Małgorzaty J. Kursy- "Teściową oddam od zaraz"

"Uwaga, to nie jest książka dla wiecznie niezadowolonych ponuraków"- grzmiał napis na odwrocie i... w pełni się z tym zgadzam

Książka jest z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, a przede wszystkim napisana z poczuciem humoru i olbrzymim dystansem do świata.2 główne bohaterki, 2 mężczyzn oraz matka i teściową- tu nie ma miejsca na nudę.

Iza- kobieta samodzielna, pracująca w wolnym zawodzie, żona Pawła i... synowa Ady. I tu zaczynają się problemy, gdyż teściowa Izy doprowadza ją do szaleństwa... zupełnie nieświadomie. Słyszeliście kiedyś określenie "zagłaskać kotka na śmierć"? Tutaj sprawdza się w 100%

Anna Maria-czyli Ama. Przyjaciółka Izy. Jest dermatologiem i farmaceutą, prowadzi własny zakład i dobrze jej się wiedzie, gdyby tylko nie... mama! Pani prokurator, która swoją postawę z sali rozpraw prezentuje również w domu. Postanawia kontrolować również życie uczuciowe swojej córki i znalazła jej już odpowiedniego kandydata na męża. Co z tego wyniknie? Cóż, przekonajcie się sami, bo warto!

Nie jest to może literatura najwyższych lotów (ale chyba nie jest to konieczne przy literaturze typowo kobiecej), ale bardzo przyjemna i wesoła pozycja dla tych, dla których książka jest przede wszystkim rozrywką. Ta jest rozrywką idealną, zwłaszcza na długie, szare, ponure, zimowe wieczory. 
Polecam



Teściową oddam od zaraz [Małgorzata J.Kursa]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

"Ofiarowana"- Jenna Miscavige Hill

"Szok"- pierwsze słowo jakie przyszło mi do głowy w związku z tą pozycją. Niedowierzanie pojawia się już po kilku stronach i pozostaje aż do końca...

"Ofiarowana" jest prawdziwą historią Jenny Miscavige Hill- bratanicy przywódcy scjentologów, która po latach męki, wyrwała się ze szponów sekty.

Jenna pokazuje sposób w jaki działa sekta od strony "Sea Org"- najważniejszej organizacji w hierarchii sekty. Życie członków Sea Org znacznie różni się od życia szeregowych scjentologów, a co dopiero od życia celebrytów należących do sekty.

W książce oprócz opisu działania sekty i własnej historii autorka opisuje też filozofię scjentologów ( coś dla tych którzy chcą zobaczyć w co wierzą scjentolodzy)

Historia Jenny jest wstrząsająca w każdym calu. Cała jej rodzina od 2 pokoleń należała do kościoła, więc jej nikt nie dał wyboru. Od najmłodszych lat była szkolona tak, by w jak największym stopniu przysłuzyć się scjentologii.
Już w wieku 2 lat prawie nie widywała rodziców, którzy od rana do później nocy pracowali dla organizacji. Oni nie mieli własnego życia, mieszkali w budynku należącym do scjentologów wraz z innymi wyznawcami tej "religii", byli odcięci od świata WOGS czyli od wszystkich, którzy nie należeli do sekty.

Już na początku uderzył mnie fakt, że ta "religia" rozbija rodziny, oddziela rodziców od dzieci, rozdziela małżeństwa, wysyłając małżonków do różnych bas w 2 odległych stanach, a oni nie mogą się temu sprzeciwić, gdyż inaczej czekają ich sankcje np. Ciężka praca fizyczna i izolacja od ludzi.

Około 5 roku życia Jenna została wywieziona na Ranczo, gdzie mieszkała wraz z innymi dziećmi, których rodzice należeli do Sea Org. Jednak nie bylo to zwykłe miejsce: dzieci od najmłodszych lat musiały tam ciężko pracować. Była to swojego rodzaju niekończąca się Szkoła przetrwania. Mieli zaplanowany każdy dzień, minuta po minucie: sprzątanie, jedzenie, musztra, ciężkie prace fizyczne (np. Kopanie rowów, noszenie głazów czy remont budynków), nauka (dzieci nie chodziły do szkoły, były uczone przez scjentologów), a wieczorami nauki scjentologiczne. Wszystko po to, bo nie zdążyły nauczyć się samodzielnego myślenia.
Jenna już jako 7-latka była odpowiedzialna za opiekę zdrowotną nad wszystkimi dziećmi mieszkającymi na Ranczu!
Kontakt z rodzicami dzieci miały jedynie w weekendy, a i wtedy rodzice nie mogli poświęcić im całej uwagi, gdyż musieli przede wszystkim wywiązać się z obowiązków względem kościoła.
Tak małe dzieci musiały podpisać kontrakt na miliard lat! (Scjentolodzy wierzą, że kiedy ciało umiera znajdujący się w nim duch zaczyna nowe życie w nowym ciele)
W wieku zaledwie 11 lat Jenna została przeniesiona do innej bazy, oddalonej 5 tys. km. od rodziców!

Scjentolodzy byli ciągle poddawani przesłuchaniom, audytom, i kursom, z wiekiem rygor względem nich wcale się nie zmniejszał. Nie mogli nawet kontaktować się zbyt często z członkami sekty niższego szczebla.
Członkowie kościoła nie dość, że nie mają swojego życia poza sektą, to nawet w obrębie sekty ich życie podlega ciągłej kontroli. ingerują nawet w związki członków sekty.
Jenna została odizolowana od pierwszego chłopaka tylko dlatego, że według przywództwa sekty, nie był on dla niej dobrym wyborem. Z obecnym mężem sekta również próbowała ją rozdzielić jednak nie udało im się, gdyż oboje zaczęli zauważać negatywny wpływ sekty na ich życie.

Kiedy rodzice Jenny odeszli z Sea Org ona sama miała zaledwie 16 lat, mimo to, kiedy Jenna zdecydowała się zostać, sekta utrudniała jej kontakt z rodzicami.

Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność...

Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam o scjenotologii specjalnie dużo, wiedziałam że jest to ogromna sekta, do której należy też wielu celebrytów, ale nie zagłębiałam się w temat. To co przeczytałam w tej książce naprawdę mnie przeraziło, to co przeżyła ta dziewczyna i inni członkowie sekty, to prawdziwe piekło nikt nie zasłużył na takie traktowanie.

Ciężko mi oceniać tę książkę pod względem czysto literackim, bo nie jest to zwykła powieść. Czyta się ją dobrze, jednak najbardziej oddziałowywuje na człowieka dopiero kiedy uświadomimy sobie, ze ta historia wydarzyła się naprawdę i to na przełomie XX i XXI wieku...


\ Ofiarowana. Moje życie w sekcie scjentologów [Jenna Miscavige Hill, Lisa Pulitzer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Czy mężczyźni są światu potrzebni"- Janusz L. Wiśniewski

Długo zastanawiałam się co tak naprawdę powinnam powiedzieć wam o tej książce. Mój kolega, któremu przeczytałam kilka fragmentów stwierdził stanowczo: "Tego nie mógł napisać mężczyzna" A jednak, napisał to mężczyzna, o mężczyznach, dla mężczyzn (?) Co do tego ostatniego nie jestem pewna, ale być może
Jak dla mnie jest to skrzyżowanie literatury popularno-naukowej i odrobiny humoru. W przeciwieństwie do większości lektur, przy których nasze zainteresowanie rośnie w miarę upływu stron, w tej pozycji jest moim zdaniem zupełnie odwrotnie. W pierwszych rozdziałach autor zachował idealny balans między terminologią naukową (której w książce jest naprawdę dużo) a własnymi uwagami czy zabawnymi anegdotami, jednak w miarę upływu czasu ( i stron) autor coraz rzadziej pozwala sobie na te swobodne wypowiedzi, a skupia się przede wszystkim na naukowych faktach i przedstawieniu fizjonomii mężczyzn, co sprawia, że chwilami ciężko się to czyta.

Tym razem nie powiem wam czy powinniście sięgnąć po tę pozycję, czy odpuścić. Mam nadzieje, że przybliżyłam wam temat na tyle, abyście sami byki w stanie określić czy jest to coś dla was. Od siebie dodam tylko, że książka ma zaledwie 120 stron, więc może z czystej ciekawości warto zmierzyć się z taką formą? Ja osobiście po taką literaturę więcej nie sięgnę, ale jednocześnie nie żałuję wieczora poświęconego na tę książkę.

A może ktoś z was lubuje się w książkach Pana Wiśniewskiego i poleci mi jakiś inny tytuł?

PS: Oczywiście na końcu autor dochodzi do wniosku, że: "Świat bez mężczyzn, nawet jeśli możliwy, nie byłby dobrym miejscem, byłby zbyt pusty, nudny i smutny, i byłoby w nim przejmująco zimno. Bo mężczyźni są kobietom potrzebni. I to bardzo..."



Czy mężczyźni są światu potrzebni? [Janusz Leon Wiśniewski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Niespodzianka;)

Wchodzę dziś na stronę ksiażkoholicy na facebook'u a tak taka niespodzianka
Sama autorka książki "Historia kotem się toczy"- Renata L. Górska, zainteresowała się moją recenzją Udostępniono ją również na stronie książki
Jestem mega dumna


"Historia kotem się toczy"- Renata L. Górska


 1000 myśli w głowie na temat książki, którą właśnie skończyłam czytać...
Przed wami:
Renata L. Górska i "Historia kotem się toczy"

Nie będę wam streszczać całej książki, gdyż zajęłoby mi to wieki, a nie o to tu chodzi, dla chętnych podaję na końcu wpisu link do strony książki na lubimyczytac.pl gdzie możecie dokładnie przeczytać o czym jest książka.

Słowem wstępu: Książka, wbrew temu co do tej pory pojawiało się na blogu, nie jest kryminałem! Bohaterką jest Ada Gawron- kobieta koło 40 lat, matka 2 dorosłych córek-bliźniaczek, jej mąż zostawił ją dla innej, a niedługo potem zmarł. Ada mieszka w Krakowie i powoli doszła do siebie po stracie męża, gdy nagle musi zająć się chorą teściową, z którą nie odzywała się od 10 lat. Z dnia na dzień porzuca swoje miasto by zamieszkać w malutki Kasztelanowie. Chodź na pierwszy rzut oka kompletnie tam nie pasuje, to z czasem zaczyna podobać jej się nowe otoczenie, a jej życie zmienia się o 180 stopni.

Ja ze swojej strony powiem wam jedno: Będąc na mniej więcej 100 str, miałam już napisany wstęp do tego wpisu, wylałam tam wszystkie swoje żale, że zapowiedź była ciekawa, a treść zupełnie od niej odbiega, że inaczej ją sobie wyobrażałam, że nie warto, że ciężko przebrnąć itd... jakieś 15 minut temu skończyłam czytać książkę, a wstęp? Wyrzuciłam do kosza...

Faktycznie, pierwsze 100 stron jest nieco nużące, za to kolejne 270 wynagradza wszystko, jest wątek sensacyjny, jest piękny przegląd kobiecej psychiki, jest romans ale i wiele dialogów z przymrużeniem oka. I najważniejsze: książka zaskakuje, zakończenie jest kompletnie abstrakcyjne w porównaniu to całości, naprawdę pogratuluję osobie, która w połowie lektury domyśli się zakończenia
Ostatnie mniej więcej 50 stron czyta się z szeroko otwartymi oczami i opadającą szczęką... Zaskakujące, piękne, wzruszające, wyczerpujące temat... nie mam pytań.

PS: Niech najlepszą zachętą będzie dla was fakt, że od razu po przeczytani książki dorwałam się do komputera, żeby przelać na klawiaturę wszystkie swoje odczucia na temat lektury.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/199343/historia-kotem-sie-toczy




"Statek śmierci"- Yrsa Sigurdardottir

Yrsa Sigurdardottir i "Statek śmierci"- Książka, którą po namowach pani bibliotekarki wzięłam tylko dlatego, że spieszyłam się do pracy. Leżała na półce dłuższy czas zanim zdecydowałam się po nią sięgnąć. Kiedy skończyły mi się wszystkie inne książki, wzięłam do ręki "Statek...", otworzyłam, zaczęłam czytać i... nawet nie wiem kiedy dotarłam do końca!
Ta książka to dla mnie super zaskoczenie.

Akcja powieści zaczyna się w momencie, gdy do portu na Islandii, przybywa luksusowy jacht, jednak gdy bliscy chcą przywitać pasażerów okazuje się, że jacht jest pusty. Ani żywej duszy.
Bliscy płynącej jachtem rodziny proszą o pomoc adwokat Thorę, która pomaga rozwikłać tę zagadkę.

Książka jest częścią cyklu powieści, których bohaterką jest Thora. W każdej części pomaga ona rozwikłać inną skomplikowaną zagadkę, jednak z racji swojego zawodu patrzy na sprawę z perspektywy adwokata, który ma za zadanie reprezentować swoich klientów, co według mnie jest ciekawym pomysłem na kryminał, co prawda słyszałam już o tego typu kryminałach, jednak sama spotkałam się z taką konwencją po raz pierwszy (ale napewno nie ostatni).

"Statek..." jak na kryminał ma oryginalną budowę, gdyż poznajemy sprawę z 3 perspektyw:
1. Pierwsza, najbardziej oczywista: perspektywa głównej bohaterki- Thory.
2. Perspektywa stróża, który pełnił wartę podczas wpłynięcia jachtu do portu. (Jednak ta perspektywa ma raczej marginalne znaczenie i pojawia się zaledwie dwukrotnie)
3. Trzecia perspektywa, z której poznajemy tę historię, to perspektywa pasażerów statku.

Naprzemiennie widzimy wydarzenia na statku i tropy jakie podejmuje Thora,by na końcu odkryć szokującą prawdę.

Książka ma jeden olbrzymi plus: zamykając ją wiemy absolutnie wszystko, znamy los każdego z bohaterów, wiemy nawet więcej niż uda się ustalić policji i Thorze.
"Statek..." czyta się jednym tchem, trochę ciężko przebrnąć przez pierwszy rozdział, ale później strony lecą błyskawicznie.

Jednak największe wrażenie robi zakończenie, o ile rzadko zdarza mi się wzruszać przy książkach (a co dopiero przy kryminałach), zakończenie tej książki sprawiło, że miałam szklanki w oczach. Nieświadoma dojrzałość najmłodszych pasażerek jachtu, wprawia w osłupienie. Ale nie chcę wam zdradzać za dużo, żebyście sami sięgnęli po tę książkę, bo warto


statek+%C5%9Bmierci.jpg

"Kaznodzieja"- Camilla Lackberg

Pozycja, którą chcę Wam dziś zaprezentować, to "Kaznodzieja" Camilli Lackberg, tj. druga część "Księżniczki z lodu", o której pisałam jakiś czas temu.

Głównymi bohaterami kryminału pozostają w dalszym ciągu Erika Falck i jej partner Patrik Hedstrom.

W prywatnym życiu tej dwójki orz ich najbliższych szykują się wielkie zmiany; Erika spodziewa się dziecka, Patrik zaczyna być doceniany przez swojego narcystycznego szefa, Anna po rozstaniu z despotycznym Lucasem zaczyna spotykać się z arystokratą- Gustavem, a Dan po odejściu żony postanawia związać się z piękną, lecz mało błyskotliwą dwudziestolatką
I można by powiedzieć, że ich codzienne życie jest wystarczająco ciekawe, jednak cóż to by był za kryminał bez zbrodni?

Prawdziwa akcja zaczyna się, gdy w Wąwozie Królewskim zostają znalezione zwłoki młodej kobiety wraz z dwoma szkieletami. Okazuje się, że szkielety należą do kobiet, które zaginęły 25 lat wcześniej.
W międzyczasie policja dostaje zawiadomienie o zaginięciu kolejnej młodej kobiety. Patrik razem z kolegami rozpoczynają wyścig z czasem, aby uratować życie dziewczyny.

W całą sytuację zamieszana jest jedna z miejscowych rodzin: Hultowie- rodzina, w której rozłam nastąpił ponad 20 lat wcześniej.
Jedna gałąź rodziny Hultów jest pozornie poukładana, introwertyczna i porządna, z kolei druga strona jest dobrze znana policji z powodu swoich licznych występków
.
Jednak to, czy faktycznie mają oni związek z morderstwami i czy Patrikowi uda się na czas odnaleźć zaginioną dziewczynę, zostawiam już dla Was do przeczytania.

Książka niewątpliwie wciąga, wątki są tak dobrane, aby nie zanudziły czytelnika, ale jednocześnie, aby się w nich nie pogubić. Porównując "Kaznodzieję" z pierwszą częścią serii widać ciągłość sagi i pewien szablon, w który wpisują się bohaterowie, jednak na próżno można próbować zgadywać rozwiązanie zagadki, na każdej stronie czai się nowy, mroczny wątek, który jeszcze bardziej komplikuję tę i tak zagmatwaną historię.

Brzmi zachęcająco?




 

"Księżniczka z lodu"- Camilla Läckberg

Moi drodzy,
dziś chciałabym przedstawić wam serię kryminałów szwedzkiej pisarki Camilli Läckberg.
Moje pierwsze zetknięcie z tą autorką było kompletną tragedią (ale o tym innym razem), sięgnięcie po „Księżniczkę z lodu” czyli pierwszy tom serii, było z mojej strony ostatnią szansą dla „księżniczki szwedzkiego kryminału” i nie rozczarowałam się.
Książkę skończyłam czytać zaledwie 2 tygodnie temu, więc moje wrażenia są jeszcze dość świeże.

Akcja „Księżniczki z lodu” toczy się w Fjällbace- małej miejscowości u wybrzeży Szwecji.
Głowna bohaterka to Erica Falck- pisarka, skupiająca się na pisani biografii, do rodzinnej miejscowości ściągnęły ją sprawy rodzinne, a mianowicie, porządkowanie spraw po zmarłych rodzicach.
Historia nabiera rozpędu, kiedy w tej małej, spokojnej miejscowości dochodzi do morderstwa. Ginie przyjaciółka Erici z dzieciństwa, z którą od lat nie miała kontaktu. Sprawę morderstwa bada Patrik Hedström- znajomy Erici z młodości, który w przeszłości skrycie się w niej podkochiwał, spotkanie po latach sprawi, że między nimi ponownie zaiskrzy, a Erica będzie próbowała pomóc w odnalezieniu mordercy byłej przyjaciółki. Okazuje się, że sprawa staje się coraz bardziej zagmatwana, w całą historię zamieszana jest najbogatsza rodzina w okolicy a także miejscowy pijak oraz...przyjaciel Erici, a motywów zbrodni trzeba szukać aż 20 lat wstecz.

Książka naprawdę wciąga, nie ma chwili znudzenia, jednocześnie wymaga od czytelnika nieco skupienia, by nie zagubić się w labiryncie wątków i relacji. Czytając ją, co chwilę w mojej głowie pojawiały się nowe pomysły na to, kto jest mordercą, jednak równie szybko okazywało się, że bardzo szybko zaczęły się wykluczać. Naprawdę czytając „Księżniczkę...” nie sposób wpaść na zakończenie, jakie zaplanowała autorka.
Po jej przeczytaniu zaczęłam rozumieć skąd ten zachwyt nad Camillą Läckberg, gdyż sama jest nią oczarowana, od razu poleciałam do biblioteki po kolejny tom, także relacja niebawem.

A czy ktoś z was zetknął się z tą serią? Jak wrażenia?

"Zaginiony Symbol"- Dan Brown

Długo zastanawiałam się, jaką pozycję wrzucić na pierwszy ogień.
Postawiłam na połączenie wciąż jeszcze niszowego gatunku z komercyjnym sukcesem, tak więc jednym słowem: Dan Brown.
Na temat "Kodu Leonarda da Vinci" i "Aniołów i Demonów" powiedziano już chyba wszystko, obecnie większość skupiła się na najnowszej części: "Inferno", dlatego ja dla odmiany postawiłam na, moim zdaniem, część serii, która jest traktowana trochę po macoszemu tj. "Zaginiony symbol"