Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 26 lutego 2015

"Statek śmierci"- Yrsa Sigurdardottir

Yrsa Sigurdardottir i "Statek śmierci"- Książka, którą po namowach pani bibliotekarki wzięłam tylko dlatego, że spieszyłam się do pracy. Leżała na półce dłuższy czas zanim zdecydowałam się po nią sięgnąć. Kiedy skończyły mi się wszystkie inne książki, wzięłam do ręki "Statek...", otworzyłam, zaczęłam czytać i... nawet nie wiem kiedy dotarłam do końca!
Ta książka to dla mnie super zaskoczenie.

Akcja powieści zaczyna się w momencie, gdy do portu na Islandii, przybywa luksusowy jacht, jednak gdy bliscy chcą przywitać pasażerów okazuje się, że jacht jest pusty. Ani żywej duszy.
Bliscy płynącej jachtem rodziny proszą o pomoc adwokat Thorę, która pomaga rozwikłać tę zagadkę.

Książka jest częścią cyklu powieści, których bohaterką jest Thora. W każdej części pomaga ona rozwikłać inną skomplikowaną zagadkę, jednak z racji swojego zawodu patrzy na sprawę z perspektywy adwokata, który ma za zadanie reprezentować swoich klientów, co według mnie jest ciekawym pomysłem na kryminał, co prawda słyszałam już o tego typu kryminałach, jednak sama spotkałam się z taką konwencją po raz pierwszy (ale napewno nie ostatni).

"Statek..." jak na kryminał ma oryginalną budowę, gdyż poznajemy sprawę z 3 perspektyw:
1. Pierwsza, najbardziej oczywista: perspektywa głównej bohaterki- Thory.
2. Perspektywa stróża, który pełnił wartę podczas wpłynięcia jachtu do portu. (Jednak ta perspektywa ma raczej marginalne znaczenie i pojawia się zaledwie dwukrotnie)
3. Trzecia perspektywa, z której poznajemy tę historię, to perspektywa pasażerów statku.

Naprzemiennie widzimy wydarzenia na statku i tropy jakie podejmuje Thora,by na końcu odkryć szokującą prawdę.

Książka ma jeden olbrzymi plus: zamykając ją wiemy absolutnie wszystko, znamy los każdego z bohaterów, wiemy nawet więcej niż uda się ustalić policji i Thorze.
"Statek..." czyta się jednym tchem, trochę ciężko przebrnąć przez pierwszy rozdział, ale później strony lecą błyskawicznie.

Jednak największe wrażenie robi zakończenie, o ile rzadko zdarza mi się wzruszać przy książkach (a co dopiero przy kryminałach), zakończenie tej książki sprawiło, że miałam szklanki w oczach. Nieświadoma dojrzałość najmłodszych pasażerek jachtu, wprawia w osłupienie. Ale nie chcę wam zdradzać za dużo, żebyście sami sięgnęli po tę książkę, bo warto


statek+%C5%9Bmierci.jpg

2 komentarze:

  1. Kupiłam ją trochę "na ślepo" dla męża w Biedronce i Twoja pozytywna recenzja bardzo mnie ucieszyła. Znaczy to, że mam jednak nos do dobrych książek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widziałam, że w biedronce ma być. Sama się na zakup nie skusiłam, ale książka mi się podobała, więc życzę miłej lektury;)

      Usuń

Dziękuję, za Twoją wizytę. Zostaw ślad swojej obecności...