Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 27 maja 2015

"Wołanie kukułki"- Robert Galbraith

Dziś recenzja książki, o której nasłuchałam się bardzo dużo. Sama kupiłam ją jakiś rok temu, jednak dopiero teraz po nią sięgnęłam. 


 Tytuł: Wołanie kukułki
Autor:
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Tłumaczenie: Anna Gralak

Data wydania: 4 grudnia 2013
ISBN: 9788327150738
Liczba stron: 452




"Kłamstwo nie miałoby sensu, gdyby prawda nie została uznana za niebezpieczną."



Wam też, J.K. Rowling od zawsze kojarzyła się z „Harrym Potterem”? Po przeczytaniu „Wołania kukułki” stanie się dla Was nową królową brytyjskiego kryminału. A może królem? Gdyż serię o przygodach nieporadnego życiowo detektywa- Strike'a i jego rezolutnej asystentki- Robin, Rowling wydała pod pseudonimem „Robert Galbraith”



Co do samego śledztwa; z początku nie wydało mi się ono specjalnie interesujące: Lula Landry- ciemnoskóra modelka zostaje znaleziona martwa na chodniku przed swoim apartamentem.

Policja stwierdza, że modelka popełniła samobójstwo, jednak brak Luli nie wierzy w tę wersję wydarzeń i zgłasza się z prośbą o pomoc do Cormorana Strike'a- weterana wojennego, który podczas misji w Afganistanie stracił nogę.



Postać detektywa jest naprawdę dziwna: od samego początku, mimo jego wojskowej przeszłości, sprawia wrażenie ofiary losu: ma kłopoty finansowe, właśnie rozstał się z kobietą swojego życia, śpi na łóżku polowym w swojej agencji, a na dodatek, chyba nie do końca uporał się z wydarzeniami z przeszłości. Na domiar złego, klienci omijają jego agencję szerokim łukiem.

Jednak z biegiem czasu okazuje się, że Strike wcale nie jest taką ofermą, za jaką można by go wziąć na początku. Wręcz przeciwnie: niespodziewanie łatwo łączy fakty i nie odpuści, póki nie odkryje prawdy. A pomocna okaże się tu Robin- jego asystentka, dziewczyna przysłana przez agencję pracy tymczasowej, mająca pomóc Strike'owi w organizacji biura. Młoda, rezolutna i początkowo niedoceniona przed detektywa, z czasem okazuje się niezwykle użyteczna. To właśnie Robin jest tą najbardziej pozytywną bohaterką, która budzi sympatię od pierwszej do ostatniej strony.



Ogólnie rzecz biorąc, mam mieszane uczucia do to tej książki, gdyż szczerze mówiąc, nie jestem fanem brytyjskich kryminałów, dużo bardziej cenie sobie kryminały skandynawskie.

Mam wrażenie, że książkę napisały 2 zupełnie różne osoby:

Pierwsza połowa to zdecydowanie za mało kryminału w kryminale. Akcja rozwija się bardzo powoli, a autorka bardziej niż na sprawie Luli Landry, skupia się na prywatnym życiu detektywa i opisach jego wyjść do barów. Chwilami aż nie chciało się tego czytać...

Za to druga połowa jest dużo ciekawsza: Akcja rozwija się w żwawym tempie, Strike przestał irytować swoim rozlazłym stylem bycia, wziął się do pracy, co chwilę pojawiają się nowe wątki... nie ma miejsca na nudę.



Zakończenie może bez fajerwerków, ale dość interesujące, kolejne strony wręcz pochłaniałam w błyskawicznym tempie.

Plusem jest też niewątpliwie język autorki. Widać jej dobry warsztat, język jest prosty i przyjemny ale nie infantylny. Rowling sporo czasu poświęca na analizę gestów i myśli bohaterów, ale tylko w sytuacjach, kiedy jest to jak najbardziej na miejscu.



Ogólnie rzecz biorąc książkę polecam. Jeśli przebrniecie przez pierwszą część, wasza cierpliwość zostanie wynagrodzona;) Ja z pewnością sięgnę po kolejną część serii („Jedwabnik”), może nie tyle z zachwytu nad „Wołaniem kukułki”, co z ciekawości, w jaki sposób autorka poprowadzi bohaterów w kolejnym tomie.

A wy, czytaliście już "Wołanie kukułki" lub "Jedwabnika"? 

Wołanie kukułki [Robert Galbraith, pseud. J. K. Rowling]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 23 maja 2015

"Wodny Labirynt"- Eric Frattini

Dziś recenzja odkopana przeze mnie jeszcze z czasów, gdy publikowałam tylko na lubimyczytac.pl 
Książkę czytałam jakieś 2 lata temu, ale o dziwo pamiętam ją dość dobrze. 


"Staraj się nigdy nie tracić ciekawości świata ani zdolności dziwienia się mu. Dopóki je zachowasz, żyjesz, ciałem i duszą. Nawet gdybyś miała wrażenie, że już umarłaś"


Autor: Eric Frattini
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Aleksandra Krakowska
data wydania: 15 czerwca 2010
ISBN: 978-83-7648-409-9

liczba stron: 416


 
Afdera Brookes, młoda, błyskotliwa historyczka i archeolog, otrzymała w spadku po babci klucz otwierający American Bank, w której przechowywany jest antyczny manuskrypt. Z pomocą Maximiliana Kronauera, księdza jezuity, kobieta rozpoczyna podróż od Zurychu przez Kair, Aleksandrię, Genewę, Hong Kong aż po Wenecję w poszukiwaniu znaczenia tajemniczego dokumentu... Tymczasem kardynał Lienart z Watykanu robi wszystko, by prawda zawarta w rękopisie nigdy nie wyszła na jaw. Co by się stało, gdyby początki chrześcijaństwa wyglądały inaczej, niż nam mówiono?

Książka, z którą wiązałam duże nadzieje, po jej zakończeniu mam mieszane uczucia.
Pomysł autora był trafiony, nawet bardzo. Fabuła naprawdę ciekawa i wciągająca, jest to jedna z tych książek od których nie możesz się oderwać, póki nie skończysz rozdziału.

Jednak ma też kilka "ale"
1. Długi wstęp. Zanim fabuła się rozwinęła minęło jakieś 100 stron, i przez ten czas wielokrotnie walczyłam sama ze sobą, żeby nie zamknąć książki i nie oddać jej następnego dnia do biblioteki. Jednak watro przebrnąć przez ten przydługi początek, gdyż później akcja rozwija się w szybkim tempie.
2. Język i styl. Po przeczytaniu dzieł Browna i Cobena trochę rozczarował mnie styl w jakim pisze Frattini, pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to: "Frattini mistrzem pióra nie jest" momentami miałam wrażenie, że autor nie może sprostać wymyślonej przez samego siebie koncepcji, co w niektórych momentach wybitnie rzuca się w oczy. Czytając niektóre rozdziały myślałam: "Szkoda, szkoda, że to on napisał tę książkę, bo gdyby taką fabułę wymyślił ktoś, kto ma większą lekkość pióra mógłby to być prawdziwy bestseller. Poza tym,  chwilami relacjonowanie wydarzeń przez bohaterów powtarza się co kilka stron tak, że można było cytować je z pamięci.
3. Ostatni minus jest bardzo subiektywny, gdyż to co mi przeszkadza, dla niektórych jest zaletą. A mianowicie- niedokończone wątki. Czytając książkę oczekuję, że po jej zakończeniu będę znała odpowiedzi na wszystkie pytania, które przyszły mi do głowy w trakcie czytania, niestety w przypadku "Wodnego Labiryntu" zostało wiele niezamkniętych wątków.

Podsumowując; jest to przyjemna, lekka książka na długie zimowe wieczory z ciekawą fabułą, jednak nie spodziewajcie się żadnego literackiego objawienia, a unikniecie rozczarowań. 




niedziela, 17 maja 2015

Sobota wieczór, impreza? Nie, dziękuję, ja idę do biblioteki!- TAJEMNICZA NOC W BIBLIOTECE



16-go maja odbywała się NOC MUZEÓW. Coraz częściej do tego wydarzenia przystępują nie tylko muzea, ale i biblioteki. Ja w tym roku wybrałam się do biblioteki w moim rodzinnym mieście na „Tajemniczą noc w bibliotece”. Temat od razu mnie zainteresował, a że z tą biblioteką byłam związana od najmłodszych lat i znałam kreatywność pracujących tam Pań, wiedziałam, że to będzie „coś”.


Sobota wieczór, impreza? Nie, dziękuję, ja idę do biblioteki!


I wiecie co? Wcale nie żałuję!

Na wstępie, po przekroczeniu progu biblioteki przywitał mnie poczet czarownic, jako, że do rozpoczęcia pierwszej części spotkania było jeszcze trochę czasu, zdążyłam przyjrzeć się wystawie, zdobiącej ściany sali, w której zbierali się uczestnicy wydarzenia. Wernisaż odbył się co prawda jakiś czas temu, jednak wcześniej nie miałam okazji odwiedzić tego miejsca, a szkoda, bo obrazy autorstwa Ludmily Djakočuk i Petera Lubomira Štícha są naprawdę niesamowite, klimatyczne i emocjonalne.

Oczarowana malarstwem, udałam się do drugiego pomieszczenia gdzie była przygotowana wystawa białych kruków- bardzo rzadko spotykanych egzemplarzy książek.
I to był mój mały raj. Obcowanie z dziełami sprzed blisko stu lat (a nawet starszymi), było czymś niesamowitym dla takiego miłośnika papierowych wydań książek jakim jestem ja ;)
A uwierzcie, było czym się zachwycać:
*„Warszawski dziennik” z roku 1869 roku,wydany w języku rosyjskim (był to okres zborów), drukowany nie na papierze, a na jedwabiu.
*Dzieła Henryka Sienkiewicza wydane jeszcze na życia autora.
*„Przekrój” z roku 1957 roku.
*„Dookoła świata”- czasopismo, wydania z lat 1955-1957.
*4 tomy historii polskiej- wydanie przedwojenne.
*Książkę medyczną z roku 1885.

Punktualnie o 20:30 rozpoczęła się gawęda na temat „tajemniczych miejsc” w mieście, prowadzona przez jednego z mieszkańców. Uczestnicy mieli okazję zobaczyć swoje miasto, miejsca, które mijają na co dzień, takimi jakie były kilkadziesiąt lat temu, a także poznać historię tych miejsc. Dla mnie było to bardzo ciekawe doświadczenie i osobiście zachęcam każdego do zapoznania się z dziejami własnego miasta, gdyż od najmłodszych lat uczą nas historii Polski, Europy, Świata, ale mało kto chce przedstawić nam historię regionu, a w rezultacie wygląda to tak, że więcej wiemy o konfliktach w Azji, niż o dziejach naszej Małej Ojczyzny.

Następnie przyszła pora na „ODKURZANIE PAMIĘCI” czyli przegląd nagrań z kaset VHS.
Organizatorzy wybrali spektakl przygotowany z okazji 50-lecia biblioteki, z 2000-go roku. Było pięknie, było zabawnie i aż żal, że tak krótko;) Miło było patrzeć na ludzi, których na co dzień mijamy na ulicach, odmłodzonych o 15 lat, zwłaszcza kiedy uzmysłowimy sobie, że tak naprawdę, te półtora dekady w ogóle ich nie zmieniło, nadal tryskają pozytywną energią i „chce im się” działać.

Z międzyczasie przejrzeliśmy stare kroniki biblioteki, prowadzone od roku 1975. Była to kolejna okazja by przyjrzeć się ludziom i miastu sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Widok znajomych twarzy, młodszych o ładnych kilka lat, wywoływał salwy śmiechu wśród zebranych, a także przywoływał przyjemne wspomnienia.

W szampańskim nastroju dotrwaliśmy do kulminacyjnego punktu eventu czyli: „Mrocznej tajemnicy bibliotecznej piwnicy”. Jak zwykle mogliśmy liczyć na kreatywność i poczucie humoru naszych Pań Bibliotekarek. Mroczne wejście do piwnicy przy świetle latarek, krwawe ślady na drzwiach, ludzkie szczątki, grób Ebenezera Scrooga, wiedźma strasząca gości i unoszący się zapach ketchupu... to było idealne podsumowanie świetnego wieczoru.

Ze swojej strony mogę dodać tylko jedno: oby więcej takich wydarzeń! Widać było, że wszyscy zaangażowani w przedsięwzięcie włożyli sporo pracy, aby osiągnąć zamierzony efekt, a ten robił wrażenie;)

Tylko jedna smutna refleksja naszła mnie po tym wieczorze.
Z racji pracy przy prowadzeniu bloga, sporo czasu poświęcam na wyszukiwanie miejsc zrzeszających czytelników i wydawało mi się, że z czytelnictwem Polaków wcale nie jest tak źle, jak pokazują to statystyki, zaczęłam wierzyć, że wraca moda na czytanie, zwłaszcza wśród ludzi młodych, jednak patrząc na frekwencję w tym dniu, lekko się załamałam, gdyż plan wydarzenia był na tyle ciekawy, że powinien zainteresować młodych czytelników, a w rzeczywistości pokolenie 20-sto i 30-sto latków praktycznie się nie pojawiło... a szkoda, bo wiele stracili. 

Nasze cudowne czarownice;)

„Przekrój” z roku 1957 roku

Historia Polski, Dzieła Sienkiewicza, "Dookoła Świata"


„Warszawski dziennik” z roku 1869 roku, wydany na jedwabiu.

"Dzieje porozbiorowe Narodu Polskiego"








A wy? Jak spędziliście NOC MUZEÓW?



piątek, 15 maja 2015

FANBOOK- czyli poczytajmy o książkach

            Dziś dla odmiany nie będzie o książkach, a o magazynie, a konkretnie o dwumiesięczniku Fanbook.
Magazyn jest stosunkowo młody, bo wydawany od 2014 roku, sama dopiero kilka dni temu trafiłam na niego w internecie, przemierzyłam całe miasto ale okazało się, że nigdzie nikt o Fanbooku nie słyszał. Niezrażona udałam się do biblioteki, z nadzieją, że może tam mają prenumeratę, niestety, tam również wszyscy byli zdziwieni istnieniem tego magazynu. Jednak przemiłe Panie bibliotekarki zainteresowały się tematem, wyszukały w internecie podstawowe informację o gazecie i już po 10 minutach poszliśmy do Pani dyrektor z prośbą o zamówienie prenumeraty..i udało się;)

Z poczuciem spełnionej misji, wracając do domu, zaszłam jeszcze do ostatniego kiosku w mieście, a tam... miła niespodzianka. Co prawda właścicielka nie miała pojęcia o czym do niej mówię, jednak była na tyle zainteresowana tematem, żeby zadzwonić do swojej hurtowni i okazało się, że jest jeszcze ostatnie wydanie, więc już na drugi dzień dostałam swoją upragnioną gazetę.

 Bardzo mile zaskoczyła mnie cena, gdyż dwumiesięcznik kosztuje jedynie 1,99 zł, co jest naprawdę dobrą ceną.
Gorsze wrażenie zrobiło na mnie wydanie, gdyż szczerze mówiąc, pewnie widząc tę gazetę na półce, nie zwróciła bym na nią uwagi: szary papier, pomięta okładka i raczej kiepska grafika, pierwsze co przyszło mi do głowy to "no cóż jakoś idzie w parze z ceną" jednak wbrew pozorom, przejście obojętnie obok magazynu byłoby olbrzymim błędem, gdyż na tych 66 stronach zawarte jest wszystko, co dzieje się akurat w literackim świecie: zapowiedzi książek, recenzje tych, niedawno wydanych, wywiady z autorami, konkurs, informacje o wydarzeniach literackich. 
A wszystko to jest tylko i wyłącznie o książkach, nie ma tu bezsensownych reklam kremów przeciwzmarszczkowych, a jedynie reklamy wydawnictw co jest bardzo cenne w dzisiejszym świecie, kiedy to z każdej strony otacza nas bezmyślne lokowanie produktów. 
Kolejny plus na to, że jest to magazyn dedykowanych WSZYSTKIM czytelnikom, każdy znajdzie tu coś dla siebie: od wielbicieli romansów po pasjonatów powieści historycznych, przez znawców kryminałów i miłośników poezji. 

Na mojej prywatnej liście the best of są 2 artykuły: 
1. Wyniki i omówienie głosowania czytelników na ulubionego żyjącego polskiego autora- niekoniecznie zgadzam się z tym rankingiem, jednak forma jest bardzo dobra, ponieważ każdemu z autorów z pierwszej dziesiątki poświęcony jest osobny akapit. 
2. 10 najbardziej szkodliwych powieści- przedstawienie 10 książek, które zainspirowało morderców do zbrodni. Artykuł po przeczytaniu którego zbierałam szczękę z podłogi:D

Podsumowując: Z całą odpowiedzialnością mogę wam polecić to pismo, bo myślę, że każdy z was znajdzie tam coś dla siebie, największym minus to tak naprawdę fakt, że magazyn jest tak ciężko dostępny. 

A może ktoś z was już czytał "Fanbook'a" i może podzielić się swoimi spostrzeżeniami? 
A jeśli nie, to sięgniecie po ten magazyn?


środa, 6 maja 2015

WYNIKI KONKURSU- "Za plecami anioła"

Majówka minęła, ale została nam jeszcze jedna kwestia z nią związana, a mianowicie wyniki konkursu.
Z wielkim zainteresowaniem czytałam wasze odpowiedzi. Jedne były mi bardzo bliskie, inne nieco mnie zdziwiły, tak naprawdę kilka osób zasługuje na wyróżnienie, jednak nagroda jest tylko jedna.
Wygrywa Pani AGNIESZKA BOROWSKA
Serdecznie gratuluję zwyciężczyni i dziękuję wszystkim uczestnikom za zgłoszenia;)

poniedziałek, 4 maja 2015

"Domofon"- Zygmunt Miłoszewski- czyli jak książka może zmęczyć.


Autor: Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal
Ilość stron: 381 
ISBN: 978-83-2801552-4

Moi drodzy tu powinna pojawić się recenzja, powinna, ale jej nie będzie. Za to znajdzie się kilka moich spostrzeżeń na temat książki...
Brak recenzji mogę wytłumaczyć wam w bardzo prosty sposób: trudno recenzować coś, czego się nie skończyło czytać, a "Domofon" jest właśnie tą lekturą, przez którą (ku własnego zdziwieniu) nie przebrnęłam...
Ale od początku...
W dobie małego "kultu" Miłoszewskiego, który obserwujemy w ostatnim czasie, poczułam się niemal ignorantką, nie znając żadnej z jego książek. Co prawda słyszałam co nieco o jego twórczości, ale nie miałam okazji się z nią zmierzyć. I kiedy to zdecydowałam się pójść do biblioteki po "Uwikłanie",w moje ręce, zupełnie przypadkowo wpadł "Domofon". Odrzuciłam więc pomysł czytania trylogii i skupiłam się na tejże książce, która na pierwszy rzut oka zachęca mroczną okładką oraz opisem...
I tak zaczęłam swoją przygodę z Panem Miłoszewskim oraz jego bohaterami, których jest naprawdę wielu...
Niestety dobrnęłam jedynie do połowy i odpuściłam.
Wielokrotnie wracałam do książki, miałam w sobie jakąś wewnętrzną złość na samą siebie "Bo jak to nie przeczytam, jak przeczytam" ale nie przeczytałam...
Tak naprawdę, przez te prawie 200 stron było naprawdę mało horroru w tym horrorze, przez większą część poznajemy wszystkich bohaterów ( z których prawdę mówiąc, ciężko znaleźć takich, których "da się lubić"). Pojawiały się oczywiście pojedyncze sceny, które faktycznie były ciekawe i pasowały do gatunku, jednak zdecydowana większość była po prostu nudna... mdła historia mieszkańców blokowiska, którzy dodatkowo nie radzą sobie najlepiej w życiu...
Jedyną rzeczą, za którą faktycznie muszę pochwalić autora jest język. Prosty, czytelny, dobrze się czyta.
Niestety treść jest nieporównywalnie gorsza, co tu dużo mówić: książka jest po prostu zła.
Może dalsza część była ciekawsza, jednak dla mnie 200 stron na rozwinięcie akcji to zdecydowanie za dużo.
Z zasady zawsze daję autorom 2 szansę i Miłoszewski nie jest wyjątkiem. Z pewnością sięgnę po jakąś inną książkę i mu moje pytanie do was:
Macie jakąś swoją ulubioną książkę Miłoszewskiego, którą możecie mi polecić? Tak, aby tym razem obyło się bez rozczarowania?
 Czekam na wasze typy;) A może przebrnęliście przez "Domofon" i macie jakieś własne spostrzeżenia na temat tej książki? Czekam na wasze opinie:)



     


Domofon [Zygmunt Miłoszewski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE