Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 5 września 2018

"Wiedźmy na gigancie"- Małgorzata Kursa

"Jeżeli ze wszystkich mediów wyłażą bezmózgie kmiotki, które nie znają własnego języka, to czego oczekujesz od ich słuchaczy i widzów? Inteligencja sporej liczby naszych rodaków zaczyna się i kończy na Pudelku"

Tytuł: "Wiedźmy na gigancie"
Autor: Małgorzata J. Kursa
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 320
ISBN: 978-83-65351-71-5

      Literacki światek od zawsze budzi podziw i kojarz się z wysoką kulturą, wszak jak mogłoby być inaczej w środowisku pisarzy, którzy "popełniają" kilka książek rocznie i rodzimy język powinni mieć opanowany do perfekcji, a tak się składa, że sprawne operowanie słowem automatycznie kojarzy nam się z kulturą. Tylko czy rzeczywiście tak jest?
     Osobiście wcale nie czuję się specjalną znawczynią jeśli chodzi o autorów i wydawnictwa i znajdzie się całe gro blogerek, które z pewnością mogą na ten temat powiedzieć znacznie więcej i które dużo bardziej wsiąknęły w ten nieco hermetyczny świat. Ja sama, mimo początkowego zachwytu, szybko zaczęłam dostrzegać ciemne strony zarówno autorów, wydawnictw, jak i samej blogosfery i wycofałam się nieco z tego towarzystwa wzajemnej adoracji, choć oczywiście nadal współpracuję z wydawnictwami i autorami, co do których mam pełne zaufanie, jednak niestety biorąc pod uwagę liczbę osób, z którymi miałam styczność- obecnie zostawiłam sobie zaledwie garstkę z nich, na resztę zwyczajnie szkoda mi czasu i nerwów. Bo literacki światek moi drodzy, wcale nie jest tak idylliczny jak się wydaje i w rzeczywistości wszyscy są dla Ciebie niesamowicie mili pod warunkiem, że spełniasz wszystkie ich oczekiwania. Wydawnictwa dadzą Ci wszystko czego zapragniesz pod warunkiem, że najlepiej od ręki będziesz publikować recenzje ICH książek, bo dla każdego z nich to właśnie ICH tytuły są absolutnym priorytetem i ani waż się myśleć o własnym blogu, bo recenzje MUSZĄ pojawić się na pierdyliardzie stron wszystkich możliwych księgarni internetowych, o jakich tylko wydawca słyszał. Nie lepiej z resztą wyglądają często współprace z autorami, którzy są przemili, cudowni i ozłocą Cię, jeśli tylko publikujesz życzliwą im recenzję pełną "Ochów" i "Achów". Gorzej sytuacja wygląda jeśli w książce, którą dostajesz do recenzji coś Ci się nie podoba, wtedy przestaje być miło, bo niestety moi drodzy o ile spora część polskich autorów potrafi głosić piękne tyrady o tym, jak cenna jest konstruktywna krytyka, o tyle niewielu jest takich, którzy są w stanie ją znieść i o ile ograniczają się jedynie do ich ignorowania- nie jest źle, ale są i tacy, którzy zaczynają z owymi recenzjami polemizować- i wtedy jest już gorzej, bo recenzja, choćby najbardziej profesjonalna, zawsze będzie miała w sobie ten subiektywny pierwiastek oceniający, a jak powszechnie wiadomo  "de gustibus non est disputandum", więc zazwyczaj kończy się na tym, że autor nie rozumie krytyki i uważa, że jeżeli książka nie przypadła mi do gustu to mogłam po prostu ją odłożyć i przemilczeć zamiast czytać do końca i pisać recenzję.  I właśnie o tym, w dużej mierze jest książka, którą chciałabym Wam dzisiaj pokazać. Autorka postanowiła z lekkim dystansem pokazać czytelnikowi blaski i cienie literackiego światka, a co z tego wyszło? Przekonajcie się sami, ale zacznijmy od fabuły...

TERCET to świetnie prosperująca agencja literacka składająca z trzech, a właściwie od niedawna już czterech wiedźm:
"Wiedźma odpowiedzialna, czyli naczelna- Maja Potoczek;
wiedźma kryminalna, czyli Anna Klejnik;
wiedźma pyskata, czyli Małgorzata Knypek
oraz wiedźma rozsądna, czyli Ida Złotowska."
nad którymi zapanować próbuje Piotr- sekretarek i osobisty ochroniarz w jednej osobie. I w zasadzie, na tym mogłabym poprzestać, bo te określenia idealnie opisują każdą z nich. Każda inna, wszystkie zwariowane i oddane agencji, przy takiej wybuchowej mieszance charakterów, nie da się nudzić o czym niejednokrotnie przekonał się sekretarek, a i wy przekonacie się, kiedy sięgniecie po książkę. 
Życie agencji płynie swoim rytmem do czasu, kiedy wiedźmy wchodzą na wojenną ścieżkę z Adasiem- początkującym autorem komedii kryminalnych, słynącym z niesamowicie nadmuchanego ego i braku dystansu do własnej "twórczości", która niestety pozostawia wiele do życzenia. Wschodząca "gwiazda" literatury zrobi wszystko by stać się numerem jeden i wyprzedzić konkurencję, jednak kiedy wiedźmy dyskredytują go na swoim portalu, mężczyzna poprzysięga zemstę, a musicie wiedzieć, że u Adasia wszystkie chwyty są dozwolone...

Ci z Was, którzy spotkali się wcześniej z twórczością Małgorzaty J. Kursy, wiedzą, że słynie ona ze specyficznego stylu, który albo się kocha, albo nienawidzi. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej grupy, dlatego początkowo byłam książką nieco rozczarowana. Czytałam, czytałam, czytałam, poznałam wiedźmy i współpracujących z nimi autorów i zastanawiałam się "no dobra, ale właściwie o co chodzi?", początek książki bardzo mi się dłużył. Nie mogłam wciągnąć się w fabułę, miałam wrażenie, że ilość opisów jest absolutnie nieproporcjonalna do akcji, która według mnie stała w miejscu i w pewnym momencie poczułam się naprawdę rozczarowana, bo po książki pani Małgorzaty zawsze sięgałam w ciemno i jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Na szczęście kiedy już minęłam wszystkie opisy i wprowadzenia akcja nabrała tempa i przez resztę powieści uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy, bo bawiłam się naprawdę świetnie. Błyskotliwe dialogi, cała masa gagów i charyzmatyczni bohaterowie- to elementy, które zawsze kojarzyły mi się z autorką i to dla nich warto sięgnąć po tę książkę.

"Wiedźmy na gigancie" to kolejna świetna pozycja w dorobku Małgorzaty J Kursy. Autorka w charakterystyczny dla siebie, lekko prześmiewczy sposób obnaża wszystkie grzeszki literackiego świata odzierając go z tej nieco mistycznej otoczki. Co prawda już na wstępie autorka zapowiada, że bohaterowie powieści są postaciami fikcyjnymi i nie mają odzwierciedlenia w świecie rzeczywistym, jednak ja od początku do końca widziałam przy każdym z bohaterów konkretne osoby z literackiego światka, czy trafione? Nie wiem. Ale tego kogo miałam przed oczami czytając o kolejnych autorkach, czy przede wszystkim o Adasiu, tego już Wam nie zdradzę, niech pozostanie to moją słodką tajemnicą. Jedyne do czego się przyczepię to początek. Mniej opisów-więcej akcji i byłoby idealnie.
Zdecydowanie polecam, bo "Wiedźmy na gigancie" to gwarantowana porcja dobrej, lekkiej rozrywki dla każdego książkoholika. 


                                           

                                                  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lucky








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, za Twoją wizytę. Zostaw ślad swojej obecności...