"Idź śladem przeznaczenia, bo ono i tak Cię za sobią pociągnie..."- Daniel Levin "Prawo Koloseum"
"Idź śladem przeznaczenia, bo ono i tak Cię za sobą pociągnie..."
Tytuł: Prawo Koloseum
Autor: Daniel Levin
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk
Data wydania: 22 czerwca 2012
"Prawo Koloseum"- Daniela Levin'a. Kolejna z książek,
którą po zakupie odłożyłam na półkę „do przeczytania
kiedyś” i teraz, po roku, to „kiedyś” nadeszło. I bardzo
dobrze, bo odkładanie tej książki na kolejne, bliżej nieokreślone
„później” byłoby olbrzymim błędem.
„Prawo Koloseum” jest
thrillerem historycznym osnutym wokół losów menory-
siedmioramiennego złotego świecznika, opisanego w biblijnej Księdze
Wyjścia. (Pierwotnie menora znajdowała się w zniszczonej przez
Rzymian, Świątyni Heroda w Jerozolimie, jednak co stało się z nią
później? Do dziś losy menory są tajemnicą dla historyków.)
Książka jest debiutancką powieścią Daniela Levina, w której
autor skupia się na tajemniczej menorze i osobie Józefa Flawiusza-
słynnego historyka żydowskiego.
Jonathan Marcus, młody
amerykański prawnik, zostaje wezwany do rzymskiego oddziału swojej
kancelarii, by jako ekspert w dziedzinie historii klasycznej
wypowiedział się z sprawie fragmentów rzeźby „Forma Urbis
Romae”.Jednak inskrypcja odkryta na artefakcie zwraca uwagę
Jonathana, budząc w nim na nowo duszę historyka.
Niepozorny, ukryty napis
staje się początkiem podróży w przeszłość, w której
prawnikowi towarzyszy Emili Travia- przyjaciółka z czasów
akademickich, zajmująca się odzyskiwaniem nielegalnie wydobytych
antyków. Mimo że na sali sądowej występują po przeciwnych
stronach barykady, zagadka sprzed 2 tysięcy lat łączy ich na nowo.
Poza wątkiem
sensacyjnym, książka jest również kopalnią wiedzy historycznej:
od starożytności aż po czas holocaustu. Autor przedstawia wiele
historycznych ciekawostek, tłumaczy genezę powiedzeń i
stereotypów. Dowiadujemy się m.in. że jeszcze do niedawna (gdy
książka została wydana w 2009r. Prawo to jeszcze obowiązywało),
tylko Żydzi otrzymywali pozwolenia na handel pamiątkami na placu
św. Piotra, gdyż uważano, że zajęcie to uwłaczało godności
chrześcijan. Przepis ten wprowadzono w 1555 roku za pontyfikatu
Pawła IV. Co ciekawe, przez ponad 450 lat nikt nie pomyślał o tym,
przy znieść ten przepis.
Ale zostawmy już historię
i wróćmy do powieści. Nie chcę wam psuć niespodzianki, więc nie
będę streszczać całej książki, dlatego od razu przejdę do
podsumowania:
+Dużą zaletą książki
jest fakt, że akcja zaczyna się wyjątkowo szybko, co pozytywnie
mnie zaskoczyło,(nie musimy czekać stu stron, aż coś zacznie się
dziać).
+Przypadła mi do gustu
również konstrukcja książki: rozdziały mają po kilka stron,
więc w myśl zasady „jeszcze tylko jeden rozdział”, ciężko
się od niej oderwać.
+Bohaterowie, którzy na
początku wydawali się płytcy i nijacy, z czasem stali się
prawdziwie ludzcy i bardzo ich polubiłam.
+Jak w każdej powieści
tego rodzaju, tak i w „Prawie koloseum” autor przywołuje wiele
określeń historycznych, a także zwrotów w języku greckim,
łacińskim czy hebrajskim, jednak wszystkie terminy są dobrze
omówione tak, że czytelnik nie ma wątpliwości, co do ich
znaczenia i roli jaką pełnią w tekście.
-Jak dla mnie, jedynym
minusem jest, chwilami zbyt prosty, język autora, który męcz
zwłaszcza przy dialogach. „Powiedziała Emili”, „Zapytał
Jonathan”, „Zobaczył Saladyn”- ciągle powtarzające się
wtrącenia, wciskane nawet tam, gdzie są zupełnie zbędne.
Zanim sięgnęłam po
„Prawo Koloseum” przeczytałam wiele, nie zawsze przychylnych
recenzji na temat tej książki, jednak ja jestem nią zachwycona i
gorąco polecam tę pozycję wszystkim miłośnikom powieści
sensacyjnych i thrillerów historycznych. Dziwi mnie tylko fakt, że
nikt jeszcze nie wziął się, za ekranizację tej książki, gdyż
byłby to prawdziwy hit;)