Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 31 grudnia 2015

"Zabójstwo Pitagorasa"- Marcos Chicot

"Zrozumiesz również, że trapiące ludzi nieszczęścia są ich własnym dziełem. W swej małoduszności nie rozumieją bowiem, że największe szczęście mają w zasięgu ręki"

Tytył: "Zabójstwo Pitagorasa"
Autor: Marcos Chicot
Wydawnictwo: Muza
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Data wydania: 09.09.2015r.
ISBN: 978-83-7758-987-8
Ilość stron:701

     Czy można napisać powieść z miłości do matematyki? Okazuje się, że można i Marcos Chicot jest tego najlepszym przykładem. Wielu humanistów drży na samą myśl o królowej nauk, jednak mnie- w połowie ścisłowca- tematyka powieści niezwykle zafascynowała. Nie mogłam doczekać się, by poznać stworzoną przez autora historię. Czy było warto? Myślę, że tak, choć mam kilka zastrzeżeń.

      Akcja powieści toczy się w roku 510 p.n.e. w Krotonie. Kiedy Pitagoras postanawia wybrać swojego następce okazuje się, że najpoważniejszy kandydat zostaje otruty, by poznać tożsamość mordercy prosi o pomoc Akenona- egipskiego detektywa, słynącego ze swojej niesamowitej skuteczności. Niestety, szybko okazuje się, że na jednej zbrodni sprawa się nie skończy, niebawem śmierć zabiera najbardziej zaufanych uczniów Pitagorasa. Wielki Mistrz coraz bardziej obawia się o przyszłość wspólnoty. Na domiar złego, jego przeciwnik polityczny- Kilon knuje kolejne intrygi mające zdetronizować Pitagorasa. Akenon ze wszystkich sił stara się rozwikłać tę coraz bardziej skomplikowaną zagadkę, przez co sam wielokrotnie poczuje na plecach oddech śmierci, a towarzyszyć będzie córka Mistrza- Ariadna. Czy uda im się rozwikłać zagadkę tajemniczych morderstw? Ile osób będzie musiał umrzeć? Tego dowiecie się po lekturze.

     „Zabójstwo Pitagorasa” to książka, którą bardzo ciężko jednoznacznie ocenić: ma ciekawą, oryginalną treść, dobrze skonstruowanych bohaterów i wciągającą akcję, jednak znalazłam tu też kilka wad i właśnie od nich zacznę. Dla mnie zdecydowanie największym minusem są liczne, zbyt rozbudowane opisy. Powieść liczy siedemset stron, co mi osobiście nie przeszkadza, bo uwielbiam opasłe tomiska, z którymi można spędzić kilka przyjemnych wieczorów, jednak w tym przypadku mniej, znaczyłoby więcej. Gdyby tę samą treść zamieścić na pięciuset stronach, byłoby idealnie, niestety autor postanowił rozwodzić się nad opisami miasta, świątyni, bitew, a co najgorsze- wielokrotnie opisuje to samo, co było dla mnie katorgą. Opis bitwy ciągną się przez kolejne strony tak leniwie, że chwilami aż nie chciało się tego czytać, dodatkowo jest też sporo elementów dotyczących filozofii i nie byłoby w tym nic złego, gdyby po wyjaśnieniu danej kwestii, autor został ją w spokoju i pisał o czymś innym. Niestety Chicot bardzo często się powtarza, przez co chwilami odnosiłam wrażenie, że ciągle czytam to samo. Ostatnim aspektem do jakiego się przyczepię, jest narracja, akcję poznajemy z punktu widzenia wielu osób, według mnie zbyt wielu i wszystko to sprawia, że cała powieść jest nieco przekombinowana.
Jednak mimo tych wszystkich wad absolutnie nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że książka jest zła, bo nie jest. Bardzo podobają mi się bohaterowie, są niesamowicie charakterystyczni i zbudzają sympatię, co dla mnie jest bardzo ważne. Sama tematyka robi niesamowite wrażenie, gdyż takich książek jest bardzo niewiele. Ciężko zadowolić humanistów pisząc o matematyce, jednak Chicot potrafił w taki sposób wpleć wątek nauki w powieść, że nie męczy, mało tego chwilami, gdy tłumaczył jakieś zawiłe zagadnienia, miałam ochotę sama złapać za kartkę i sprawdzić czy na pewno tak jest.Sama intryga skonstruowana jest w mistrzowski sposób, kolejne etapy śledztwa śledziłam z zapartym tchem i choć mogę pochwalić się, że udało mi się odgadnąć tożsamość mordercy, to był to raczej ślepy traf niż racjonalne przemyślenia.

      „Zabójstwo Pitagorasa” to moje pierwsze spotkanie z literaturą hiszpańską, ale z pewnością nie ostatnie. Autor zapowiedział już powstanie kolejnej części pt. „Bractwo”, w której poznamy dalsze losy Akenona i Ariadny, czy mnie zdecydowanie zachęcił. Co prawda nie znalazłam nigdzie informacji na temat polskiego wydania, ale jeśli takowe się ukaże, na pewno sięgnę po nie, chociażby z ciekawości. 
Dodam jeszcze, że autor przekazuje 10 % swojego dochodu na finansowanie organizacji pozarządowych zajmujących się ludźmi z niepełnosprawnością umysłową, więc jest to kolejny dowód na to, że warto czytać;)


Za egzemplarz dziękuję Business and Culture

http://businessandculture.pl/



 Z związku z tym, że jest to ostatni wpis w 2015 roku, życzę Wam, by nadchodzący, 2016 rok był jeszcze lepszym, szczęśliwszych i by udało Wam się zrealizować wszystkie Wasze plany i spełnić kolejne marzenia;)
 

14 komentarzy:

  1. Ta książka przemawia do mnie, gdy tylko patrzę na okładkę. "Przeczytaj mnie!" mówi. I chyba długo nie będę się opierała... mimo, że nie przepadam za matematyką i nie lubię rozbudowanych opisów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matematyki nie ma w niej aż tak wiele, więc nie powinno to przeszkadzać;)

      Usuń
  2. Myślę, żę się skuszę :) okładka jest mega klimatyczna! Szczęśliwego nowego roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, okładka jest rewelacyjna;)
      Dziękuję i również życzę wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku;)

      Usuń
  3. Fabuła całkiem interesująca. Być może skuszę się na tę książkę w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba;)

      Usuń
  4. Nie przemawia do mnie ta książka, podejrzewam, że zanudziłabym się przy takiej fabule. Chociaż... kto wie, może kiedyś...?

    Buziaki - szczęśliwego i zaczytanego nowego roku!
    Przerwa na książkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę;) Mnie akurat fabuła ciekawiła, choć opisy bywają nużące;)

      Usuń
  5. Od zaraz wędruje na moją listę książek do przeczytania w 2016 ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak czytam słowo matematyka, to aż mnie ciary przechodzą. Nigdy nie lubiłam tego przedmiotu w szkole. Co do samej książki jednak spasuje, gdyż nie zainteresowała mnie jej fabuła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie jesteś jedyna;) Ja akurat od zawsze byłam ścisłowcem, a dopiero w liceum, dzięki mojej polonistce, odkryłam w sobie muszę humanisty (choć książki czytałam zawsze);)

      Usuń

Dziękuję, za Twoją wizytę. Zostaw ślad swojej obecności...