"Inna tajemnica wiary"- Andrzej Selerowicz

"Inna tajemnica wiary"- Andrzej Selerowicz

"Kościół okazał się dla mnie bagnem- tajemniczym, wciągającym, niepozbawionym pewnego uroku, ale w sumie cholernie niebezpiecznym."




      Kościół. Temat- rzeka, który chyba nigdy się nie znudzi. Tylko co tak naprawdę widzimy, myśląc "Kościół"? Sceny z Biblii, Przykazania Boże czy też piękne bogate budowle i nierzadko wątpliwej moralności Księży? Cóż, Kościół jako instytucja ma tylu gorliwych zwolenników, co zagorzałych przeciwników i ani ta recenzja, ani nawet sama książka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, nie wpłynie na opinię ani jednych, ani drugich i zdaję sobie z tego sprawę, ale może warto czasami poznać drugą stronę medalu? Jeśli jesteście gotowi wyjść ze swojej strefy komfortu i zobaczyć drugą twarz Kościoła zapraszam Was na "Inną tajemnicę wiary" Andrzeja Selerowicza.

     Głównym bohaterem powieści jest Paweł- były ksiądz, który zmęczony życiem w hermetycznym klerykalnym środowisku porzuca sutannę na rzeczy niezależności i spokoju sumienia. Jednak zanim to nastąpi, przeprowadzi nas przez wszystkie etapy swojego życia, pokazując jak naprawdę wygląda Kościół od podszewki. 

     Sam Paweł do świętych z pewnością nie należy, już decyzja o wstąpieniu do seminarium podyktowana była raczej chłodną kalkulacją i chęcią wygodnego życia aniżeli powołaniem. Paweł jest gejem i na dobrą sprawę chyba właśnie orientacja seksualna jest tym, co przeszkadza mu we własnym życiu najbardziej, gdyż początkowo czuje się "inny", jednak już w seminarium uświadamia sobie, że w zasadzie połowa jego klerykalnego środowiska jest homoseksualna, a celibat wydaje się, być co najwyżej legendą, ale cóż ten fakt raczej nikogo już nie dziwi, więc idźmy dalej...

       Łamanie celibatu na nikim już nie robi większego wrażenia, ale kiedy w grę wchodzi pedofilia- robi się gorąco... przynajmniej powinno, bo dla przeciętego człowieka jest to coś absolutnie niedopuszczalnego, ale i tutaj wychodzi powszechna prawda- Księżą wolno więcej. Niestety. Nawet patrząc na bieżące wydarzenia i zwierzenia ofiar księży-pedofilów jest cała masa ludzi, którzy ślepo wierzą Kościołowi i obrzucają ofiary błotem, a co dopiero w latach '90 ubiegłego stulecia (bo wtedy właśnie dzieje się akcja powieści)? Cóż, tego nie da się opisać, to trzeba po prostu przeczytać.


      Andrzej Selerowicz w niepozornej, niespełna 250-cio stronicowej powieści zawarł wszystkie grzechy Kościoła, jakie tylko przychodzą nam do głowy: pedofilia, obłuda, gra o władze, pieniądze, wpływy w zasadzie wygląda to bardziej jak dobrze zorganizowana mafia niż instytucja mająca pogłębiać ludzką wiarę, ale cytując za autorem "W Polsce prawo zatrzymuje się u drzwi Kościoła" i niestety możemy sobie wmawiać, co chcemy, ale taka właśnie jest prawda...

       Wbrew pozorom "Inna tajemnica wiary" to nie tylko czysta krytyka Kościoła, ale przede wszystkim pokazanie, że księża to tylko ludzie. Nie są święci i nie należy ich gloryfikować, bo często  mają na sumieniu większe grzechy niż niejeden z nas. Nie chodzi o to, by z góry potępiać wszystkich napotkanych na swojej drodzy kleryków, ale o to, by podchodzić do nich krytycznie i by byli traktowani dokładnie tak, jak każdy inny obywatel (z czym w naszym kraju niestety jest kiepsko). 

         Andrzej Selerowicz w niezwykle ciekawy sposób pokazuje realny kształt współczesnego Kościoła, odziera go ze sfery sacrum i konfrontuje z jego największymi słabościami. Autor nie włożył w przysłowiowe mrowisko- jakim jest środowisku klerykalne- kija, on wsadził w nie cały szpadel i tak sobie myślę, wspominając niedawne, gdańskie rekolekcje, że chyba już wiem, która książka będzie faworytem księży na następny stos...



Tytuł: "Inna tajemnica wiary"
Autor: Andrzej Selerowicz
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 19.04.2019r.
Ilość stron: 237
ISBN: 978-83-8147-414-6

  
 
"O miłości bez litości"- Katarzyna Augustyniak-Rak

"O miłości bez litości"- Katarzyna Augustyniak-Rak

"Czemu w człowieku nie ma takiej opcji, jak w internecie, żeby odświeżyć stronę? Klikasz i odświeżasz sobie związek oraz wzajemne relacje."


     Macie czasami wrażenie, że wszystkie książki z zakresu "literatury kobiecej" pisane są na podstawie jednego schematu: niespełniona czterdziestolatka, będąc na życiowym zakręcie, spotyka na swojej drodze księcia z bajki i po kilku mniejszych bądź większych zawirowaniach żyją długo i szczęśliwie? Brzmi znajomo? Jeżeli lubicie tzw. babskie czytadełka, ale macie ochotę na powieść, która zdecydowanie odbiega od tego, utartego schematu- trafiliście idealnie, "O miłości bez litości" jest właśnie dla Was!

     Nie będę ukrywać, że do przeczytania książki najbardziej zachęcił mnie tytuł. "O miłości bez litości"- czy to nie brzmi genialnie? Byłam bardzo ciekawa, co kryje się za tak intrygującym tytułem i po zakończeniu lektury ze zdumieniem odkryłam, że jest to po prostu idealne podsumowanie całej książki. Autorka naprawdę nie ma litości dla żadnej formy miłości i- co zaskakujące- jest w tym konsekwentna aż do samego końca.

     Jeżeli chodzi o samą fabułę, to pozornie wydaje się być podobna do setek innych powieści obyczajowych, ale zapewniam Was- potrafi zaskoczyć, ale od początku:

      Honorata- dobiegająca czterdziestki lekarka, podchodząca do życia ze sporym dystansem, ciągle po cichu wzdycha do swojej niespełnionej miłości sprzed lat- Wojtka Kreta. Niespodziewanie, pewnego dnia, zjawia się u Honoraty nieco narwany dziennikarz- Marceli, który chce z pomocą Honoraty, odnaleźć Wojtka twierdząc, że jest on nieślubnym dzieckiem... Mick'a Jagger'a.

     Uwielbiam autorów, którzy w swoich książkach potrafią pochwalić się poczuciem humoru, choć muszę przyznać, że w przypadku Katarzyny Augustyniak-Rak mowa jest raczej o komizmie sytuacyjnym, niż językowym. Autorka w pewien sposób przerysowuje zarówno bohaterów jak i określone sytuacje, dzięki czemu efekt jest naprawdę zabawny. Już sama główna bohaterka jest postacią nieco przekoloryzowaną, ale dla mnie najbardziej komiczny, choć raczej nie wzbudzający sympatii jest Wojtek- były alpinista bez jakichkolwiek sukcesów, cierpiący na depresję (choć chwilami zachowuje się raczej jak hipochondryk), kompletnie niewiedzący, czego tak naprawdę chce od życia. Choć w zasadzie ten ostatni problem nie dotyczy jedynie Wojtka, a wszystkich bohaterów. Autorka zdecydowała się wykreować bohaterów pozornie dojrzałych: 40-letnich i starszych, którzy zachowują się chwilami jak grupa nastolatków i ciężko byłoby mi wskazać, czego oni tak naprawdę chcą od życia (mam wrażenie, że oni sami chyba też tego nie wiedzą) i mam wrażenie, że właśnie stąd bierze się komizm (a jednocześnie tragizm) wielu sytuacji.

      Jednak książka nie jest bez wad. Po tak zapowiadanej lekturze spodziewałam się większej dawki humoru w sferze językowej, jak chociażby zabawne dialogi, czego tutaj mi niestety zabrakło. Jako fanka takich autorek jak Danka Braun czy Małgorzata Kursa, których książki są wręcz przesiąknięte różnego rodzaju zabawnymi uwagami- poczułam się nieco rozczarowana.

     Drugim elementem, który nie trafił w mój gust, jest zakończenie, które najkrócej można podsumować stwierdzeniem: "wiem, że nic nie wiem", bo tak naprawdę zakończenie nie wyjaśnia nam do końca żadnego z wątków i zamknęłam książkę z poczuciem, że w dalszym ciągu nie wiem, jak zakończyła się cała historia.

     "O miłości bez litości" to bardzo wciągająca, barwna i zabawna powieść o zagmatwanych relacjach międzyludzkich z "małym" śledztwem w tle. Jest to książka, która przede wszystkim bawi, więc raczej nie odmieni waszego życia, ale na te kilka godzin z pewnością uczyni je weselszym ;)



Tytuł: "O miłości bez litości"
Autor: Katarzyna Augustyniak-Rak
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 03.04.2019r.
Ilość stron: 303
ISBN: 978-83-245-8360-7
Wesołych Świąt!

Wesołych Świąt!

Drodzy Książkoholicy,
z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam, by ten czas był dla Was pełen ciepła i radości, byście spędzili te święta z ludźmi, na których naprawdę Wam zależy, w spokoju i ciesząc się chwilą. Smacznego jajka i mokrego Dyngusa! 


"Odzyskanie"- Anna Robak-Reczek

"Odzyskanie"- Anna Robak-Reczek

"Wszystko z czasem potrafi wpaść w utarte koleiny. Także tęsknota, także ból po stracie. Codzienność, która wyznacza najróżniejsze przyziemne zadania pozwala zapomnieć. Najpierw na kilka chwil, z których budzą człowieka wyrzuty sumienia, że zapomniał. Potem na coraz dłużej, aż można żyć zupełnie normalnie, od czasu do czasu jedynie przeżywając smutek i stratę."





     Czasy powojenne- okres w naszej historii, który tak naprawdę jest nieco marginalizowany. Wiele mówi się o wojnie, a następnie o komunizmie i Solidarności, ale trudny życia w okresie bezpośrednio po zakończeniu wojny nie stanowią tak "atrakcyjnego" tematu jak relacje z pola bitwy czy wprowadzenia stanu wojennego. Owszem, są one żywe we wspomnieniach najstarszych członków naszych rodzin, którzy przeżyli to na własnej skórze, ale nie jest to zbyt popularny temat.  Właśnie na tym okresie, w dużej mierze skupia się Anna Robak-Reczek w swojej najnowszej powieści pt. „Odzyskanie”

     Nastaje czas tzw. "pokoju". II Wojna Światowa właśnie przechodzi do historii zostawiając po sobie zniszczone miasta, i złamane ludzkie życiorysy. Alina Majewska jest jedną z pierwszych Polek, które zostają przesiedlone na Ziemie Odzyskane, do niewielkiego wówczas Lubina. Młoda kobieta w czasie wojny straciła męża, nie ma również żadnych wieści na temat swoich krewnych. Pozostawiona sama sobie, musi nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, w nowym miejscu i z nowymi ludźmi...

     Odnalezienie się w powojennej rzeczywistości okazje się być znacznie trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Ludzie, którzy siłą wyciągnięci ze swoich domów, zostali rzuceni w nowe, nieznane im miejsce, gdzie ktoś nakazał mi nauczyć się żyć od nowa. Obce miejsce, obcy ludzie. Wszystko to sprawia, że wszyscy podchodzą do siebie nieufnie, a w powietrzu unosi się wszechobecna atmosfera strachu o przyszłość. Sytuacji nie ułatwia fakt, iż przez pewien czas w jednym mieście muszą żyć Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie, a więc nacje, które w czasie wojny walczyły między sobą, co tylko wzmaga powszechną nieufność.

     Akcja książki jest bardzo rozciągnięta w czasie. Razem z bohaterami zaczynam podróż w roku 1945, kiedy to zaczynają osiedlać się na Ziemiach Odzyskanych, a kończymy ją dopiero na początku lat '90.  Przez cały ten czas jesteśmy świadkami wszystkich przemian społeczno-gospodarczych, jakie mają w tym czasie miejsce w Polsce, ale przede wszystkim poznając kilka pokoleń rodziny Aliny jesteśmy świadkami zmian, jakie zachodzą w ludziach. Początkowo Polacy doświadczeni wojną podchodzą do wszystkiego z dużą rezerwą, ciągle przechodzą pewien etap żałoby, do tego stopnia, że boją się żyć pełną piersią, nie chcą nawet przywiązywać się do Lubina, w obawie przed kolejnymi przesiedleniami. Dopiero kolejne pokolenia, wychowane na Ziemiach Odzyskanych czują, że jest to ich dom i ich stosunek zarówno do wojny, jak i do miejsca, w którym żyją, jest zdecydowanie inny.

     To, co mnie samą najbardziej zadziwia w całej historii to podejście bohaterów do straty. Śmierć jest nieodłącznym elementem akcji książki i przez całą powieść żegnamy kilka znaczących postaci i to, co najbardziej uderza to fakt, jak szybko bohaterowie przechodzą nad śmiercią swoich bliskich do porządku dziennego i szczerze mówiąc mam wrażenie, że jest to pewna niekonsekwencja autorki, przy kreowaniu postaci, gdyż z jednej strony przez całe dekady tęsknią za swoimi rodzinnymi miastami, o czym autorka informuje nas na każdym kroku, a z drugiej strony nie ma słowa o tęsknocie za zmarłymi, wyjątkiem jest chyba jedynie tęsknota Aliny za zmarłym ojcem, w pozostałych przypadkach mam wrażenie, że zapominamy o danym bohaterze w momencie zamknięcia trumny z jego ciałem, co stawia bohaterów w nie najlepszym świetne.

     Muszę niestety przyczepić się do redakcji, gdyż książka zawiera sporo błędów. Zazwyczaj są to literówki i to jeszcze jestem w stanie zrozumieć- zdarza się, ale pojawiło się też kilka błędów merytorycznych jak np. pomylone imiona bohaterów i takie błędy już moim zdaniem nie powinny mieć miejsca.

     „Odzyskanie” to bardzo klimatyczna, wielowymiarowa powieść, autorka operuje piórem w taki sposób, że czytelnik, otwierając książkę, ma wrażenie, że naprawdę przenosi się do powojennego Lubina. Z pewnością nie jest to książka lekka i wesoła, bo skupia się w dużej mierze na ludzkich dramatach, problemach i tęsknocie, ale sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad wydarzeniami, które miały miejsce zaledwie kilkadziesiąt lat temu, a z dzisiejszej perspektywy wydaje się nam- zwłaszcza młodszym pokoleniom- historią niezwykle odległą...
 
 
Tytuł: "Odzyskanie"
Autor: Anna Robak-Reczek
Wydawnictwo: Lucky
Data premiery: 23.01.2019r.
Ilość stron: 449
ISBN: 978-83-65351-70-8
 
 
 
"Szczęście"- Wioletta Gocoł

"Szczęście"- Wioletta Gocoł

„Szkoda, że życie to nie film, wtedy wszystko skończyłoby się szczęśliwie. A tak nie wiadomo, czego można się spodziewać...”




     Przemoc domowa- zjawisko równie popularne, co traktowane jako temat tabu. Bo wygodniej nie słyszeć odgłosów awantury dobiegających z mieszkania sąsiadów, bo prościej uznać, że siniaki na ciele znajomej są jedynie pokłosiem niefortunnego wypadku. I wreszcie: bo łatwiej uwierzyć, że „on się zmieni”, niż postawić wszytko na jedną kartę i uciec w nieznane. Właśnie tak wygląda codzienność wielu kobiet. Właśnie tak wyglądała codzienność Wiktorii- głównej bohaterki powieści „Szczęście"- Wioletty Gocoł.

Wiktoria to młoda kobieta, której życie nie rozpieszczało: już jako mała dziewczynka straciła rodziców i siostrę, kiedy już myślała, że w końcu zaczyna wychodzić na prostą i poznała mężczyznę, z którym chciała ułożyć sobie życie, okazało się,  że Pawłowi- bo tak na imię miał jej mąż- daleko do ideału. Alkoholik i damski bokser to nie najlepszy materiał na męża, jednak kobieta, tak długo utwierdzana w przekonaniu, że to ona jest winna wszystkich wybuchów agresji Pawła, sama zaczęła w to wierzyć. Dopiero kiedy Wiktoria zachodzi w ciążę, zabiera odwagi i postanawia uciec od despotycznego męża, do jedynego miejsca, gdzie może czuć się bezpiecznie- domu swojej babci w Szczęśliwcach, gdzie na jej drodze staje tajemniczy leśniczy-Krzysztof i kiedy wydawałoby się, że Wiktoria, w końcu znalazła swoje miejsce na ziemi, niespodziewanie odwiedza ją Paweł. Czy mąż zdoła przerwać jej sielankę? Tego Wam nie zdradzę, musicie przekonać się sami.

Po ostatnich, mrocznych lekturach nabrałam olbrzymiej ochoty na jakąś lżejszą, optymistyczną lekturę i właśnie ją otrzymałam. Autorka stworzyła piękną historię, umiejscowiła ją w cudownym, urokliwym miejscu, jakim są Szczęśliwce, a na dodatek wszystko to okrasiła sporą dawką słodkich przepisów kulinarnych, które znajdziecie praktycznie na końcu każdego rozdziału. Uprzedzam, po ich przeczytaniu od razu będziecie chcieli biec do kuchni, więc miejcie się na baczności!

Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie. Autorka oprócz głównych bohaterów wykreowała również kilka wspaniałych postaci drugoplanowych, które tworzą piękne tło dla głównego wątku powieści, a jednocześnie stanowią osobne historie o miłości, przeznaczeniu i walce z przeciwnościami losu. Nieodłącznym elementem tej powieści jest również strata, która przewija się w historii każdego z bohaterów, co dodatkowo pokazuje ich bardzo ludzkie oblicze.

Mimo optymistycznego przesłania powieści, nie jest ona wcale przesłodzoną historyjką- często przewijający się motyw choroby, śmierci i przemocy domowej nadaje całości nieco powagi i zmusza czytelnika do zastanowienia się nad własnym życiem i otaczającą nas rzeczywistością...

„Szczęście” to niesamowita, bardzo emocjonalna i poruszająca opowieść o miłości i związanych z nią rozterkach, o ludzkich wzlotach i upadkach, rozstaniach i powrotach, o stratach i sposobach radzenia sobie z nimi, a wszytko to na tle malowniczej, górskiej wioski. Wioletta Gocoł stworzyła historię, która wzrusza, bawi i skłania czytelnika do refleksji- idealną dla każdej romantycznej duszyczki i tylko żal, że tak krótka...








Tytuł: „Szczęście”
Autor: Wioletta Gocoł
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 12.03.2019 r.
Ilość stron: 241
ISBN: 978-83-8147-175-6

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: "INKUB"- Artur Urbanowicz

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: "INKUB"- Artur Urbanowicz

"Strach sam w sobie jest złym uczuciem. Z zasady negatywnym. Źle wpływa na nasz organizm i tak dalej. Jak można go lubić? Czy to przypadkiem nie podchodzi pod masochizm?"




      Inkub-  lubieżny demon lub goblin, który pragnie stosunków płciowych z kobietami. Jeśli wiąże się na stałe z jakąś konkretną czarownicą lub czarownikiem, traktowany jest jako ich magistellus- czyli demon służebny.

     Lubicie horrory? Ja muszę się Wam szczerze przyznać, że nie bardzo. Nie oglądam ich wcale, czytam bardzo rzadko. Facet biegający z piłą mechaniczną rozcinający ludzi na pół jest zdecydowanie poza zasięgiem moich zainteresowań, choć w gruncie rzeczy nie jest to coś co mnie przeraża, raczej nieprzyjemnie się na to patrzy i tyle. Mam wrażenie, że te horrory są robione wszystkie na jedno kopyto: im więcej krwi tym lepiej. Nie dla mnie. Jeżeli już sięgam po jakiś horror to raczej po taki, który bazuje na naszej psychice, podświadomości i zjawiskach paranormalnych bo to są elementy, które faktycznie na mnie działają i dlatego właśnie po przeczytaniu zapowiedzi zdecydowałam się na lekturę "Inkuba" Artura Urbanowicza, co swoją drogą było dla mnie, jako osoby stroniącej od horrorów, sporym wyzwaniem, bo książka liczy sobie ponad 700 stron! Także moi drodzy, jest co czytać;)

     Jodoziory- mała wioska na Suwalszczyźnie. W jednym z domów znaleziono zwłoki małżeństwa, kiedy na miejsce przybywa ekipa policyjna celem zbadania sprawy- dom ów nagle zawala się, a będące w środku zwłoki zamieniają się w popiół. Okazuje się, że w wiosce od kilku lat dzieją się dziwne rzeczy: tajemnicze śmierci, samobójstwa i choroby pojawiają się tutaj w ilościach znacznie przekraczających średnią krajową, a dodatkowo mówi się o niezidentyfikowanym zielonym świetle pojawiającym się we wsi, którego źródła można szukać w "nawiedzonym domu", który, jeśli wierząc legendom, zamieszkiwała przed laty... czarownica. 
     Sprawa nabiera rozpędu, gdy samobójstwo popełnia młody miejscowy policjant. Wówczas do akcji wkracza  Vytautas Cesnauskis wraz ze swoim partnerem- Mateuszem, którzy zaczynają interesować się historią rzekomo nawiedzonego miejsca i odkrywają, że podobne podejrzane zjawiska działy się w Jodoziorach na początku lat 70-tych ubiegłego wieku, kiedy to w wiosce, podobno mieszkała Czarownica, wysysająca z otoczenia całą dobrą energię.

       Artur Urbanowicz znany jest z tzn. litertury grozy. "Inkub" jest tego trzecią po "Gałęzistych" i "Grzeszniku" książką, jednak dla mnie było to pierwsze spotkanie z twórczością autora  i zdecydowanie było warto. 

     Akcja powieści toczy się dwutorowo: Z jednej strony poznajemy Vytautasa, Mateusza, Sylwię i całą rzeszę współczesnych postaci, które w jakiś sposób powiązane są z toczącym się śledztwem. Jednocześnie cofamy się do początku lat 70-tych i poznajemy losy mieszkańców Jodozior w czasie kiedy podobno mieszkała tam czarownica. Z biegiem czasu i postępami śledztwa obie rzeczywistości zaczynają się zacieśniać tworząc jedną, spójną historię. 

     Na uwagę zasługuje również kreacja bohaterów. Przy tak dużej liczbie postaci łatwo się pogubić i trzeba bardzo uważać, by kolejni bohaterowie nie zlewali się w jedną bezimienną masę, jednak tutaj autor stanął na wysokości zadania i udało mu się wykreować postacie w taki sposób, by każdy z nich miał swój niepowtarzalny charakter, tak, że nawet teraz, po zakończeniu lektury jestem w stanie bez problemu przywołać konkretnych bohaterów (również tych drugoplanowych) i dotyczące ich wydarzenia.
     Styl autora jest ciekawy, zrozumiały, ale nie jest to książka do przeczytania w dwa wieczory (i nie mówię tu tylko o jej objętości), gdyż akcja rozwija się dość wolno, konkretnego tempa nabiera dopiero około dwusetnej strony, a i wtedy ilość wątków i postaci jest tak duża, że żeby spokojnie wszystkie je sobie poukładać polecam rozłożyć czytanie książki na kilka, a nawet kilkanaście dni, bo mam wrażenie, że jest to taka pozycja, z którą absolutnie nie należy się spieszyć. 

     "Inkub" to bardzo nieoczywiste, wciągające połączenie kryminału i horroru. Autor potrafi porządnie nastraszyć czytelnika, bez żadnych krwawych scen, bazując jedynie na legendarnych czarownicach i inkubach, a prowadzi akcję w taki sposób, że przez sporą część książki miałam gęsią skórkę. Zdecydowanie warto poświęcić tej lekturze absolutnie każdą ilość wolnego czasu. Polecam wszystkim tym, którzy szukają inteligentnego, mrocznego horroru, pozbawionego ciągłego rozlewu krwi. Tylko pamiętajcie... nie czytajcie go po zmroku! Wiem co mówię- sama zawsze czytam wieczorami i... nie był to najlepiej przespany tydzień w moim życiu:D


PREMIERA JUŻ 3 KWIETNIA!

Tytuł: "Inkub"
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo:Vesper
Data premiery: 03.04.2019r.
Ilość stron: 725
ISBN: 978-83-7731-319-0
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Książkoholiczka94 , Blogger