"Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów"- Marek Rybarczyk

"Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów"- Marek Rybarczyk

 "Gdyby ktoś teraz malował obraz brytyjskiej rodziny królewskiej, zapewne postacie "buntowniczek", Diany i Meghan, umieściłby gdzieś na dalekim planie, w rogu. Centralne miejsce zajęliby Elżbieta, Filip i gromadka ich mniej lub bardziej grzesznych dzieci i wnuków. Byłby to obraz fałszywy, jak wszystkie dzieła malowane od setek lat na zamówienie dworów Europy. Bo to właśnie Diana i Meghan zagrały główne role w tej opowieści. To one bezpowrotnie zmieniły jej bieg, aż do obecnego zmierzchu świata Windsorów."

 


    Brytyjska rodzina królewska od zawsze znajdowała się w centrum zainteresowania maluczkich zjadaczy chleba. Podobnie jak dziś, ludzie śledzą poczynania gwiazd szklanego ekranu, tak już dekady temu, powszechne zainteresowanie budziło to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami pałacu Windsor. Nawet dziś, w trzeciej dekadzie XXI wieku, monarchia, która w zasadzie nie ma już żadnej realnej władzy, cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, a przedstawiciele rodziny królewskiej, niczym najwięksi celebryci, regularnie pojawiają się na portalach plotkarskich na całym świecie, a każde ich wyjście jest szeroko komentowane, przez wnikliwych obserwatorów, którym nie umknie żadna, nawet najdrobniejsza wpadka.

    Jak to możliwe, że w nowoczesnym, pędzącym świecie, nadal interesuje nas tak archaistyczny twór, jakim jest brytyjska monarchia i jak w rzeczywistości funkcjonuje? O tym przekonacie się, sięgając po najnowszą książkę Marka Rybarczyka- "Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów". 

    Marek Rybarczyk to dziennikarz i znawca kultury brytyjskiej, a także autor kilku poczytnych książek poświęconych rodzinie królewskiej, jednak dla mnie było to pierwsze spotkanie z jego twórczością i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.
    Początkowo nie byłam przekonana, czy jest to lektura dla mnie. Nigdy nie byłam fanką monarchii brytyjskiej- zawsze wydała mi się zbyt sztywna i sztuczna jak na współczesne realia, dodatkowo literatura faktu, nigdy nie była moim ulubionym gatunkiem, jednak patrząc na pozytywne recenzje, wcześniejszych publikacji autora- postanowiłam spróbować i nie żałuję.

    W najnowszej książce Marek Rybarczyk skupia się na przedstawieniu historii małżeństwa Elżbiety i Filipa z dość wyraźnym zaznaczeniem okoliczności wstąpienia na kron Elżbiety i panujących wówczas nastrojów społecznych. Mamy okazję poznać bliżej burzliwe życie księcia Filipa i usilne starania królowej o zachowanie odpowiedniego statusu rodziny. Elżbieta od początku była zafascynowana królową Wiktorią i w taki też sposób chciała prowadzić monarchię, zapomniała jedynie o jednym drobiazgu- świat idzie do przodu i przy takim rozwoju cywilizacji, próba zachowania dziewiętnastowiecznych wzorców musiała skończyć się porażką. I w dużej mierze tak się stało. Mimo że, z biegiem czasu, królowa zaczęła łagodnieć i zgadzać się na pewne ustępstwa, to każdy krok do przodu, w stronę współczesności, był jej prywatną porażką, do tego stopnia, że dla utrzymania pozorów, poświęciła szczęście zarówno własne, jak i swoich najbliższych byle tylko zachować "dobre imię monarchii". Gdyby nie jej upór, losy wielu członków rodziny królewskiej zapewne potoczyłoby się zupełnie inaczej.

    Kolejnymi przełomowymi momentami, który
m, autor poświęca uwagę, są pojawienie się w rodzinie królewskiej Diany, a później Meghan. Obie księżne szturmem wkroczyły, w szeregi Windsorów zwracając na siebie uwagę całego świata, a jednocześnie przyprawiając o ból głowy królową Elżbietę. Krnąbrne księżne, mające własne zdanie- to nie były wymarzone kandydatki na członkinie rodziny królewskiej i w przypadku każdej z nich Elżbieta jasno dała im do zrozumienia, gdzie jest ich miejsce, nie przewidziała jednak, że ani Diana, ani Meghan nie zamierzają poświęcać własnego życia, by realizować wizję monarchini, która od początku była sprzeczna z ich własnym światopoglądem i osobiście wcale mnie to nie dziwi...

    Marek Rybarczyk w bardzo obrazowy i ciekawy, sposób przedstawia losy najpopularniejszej monarchii świata. Jego wnikliwe analizy robią wrażenie na czytelnikach i sprawiają, że nawet taki ignorant jak ja, może zacząć się żywo interesować tym, co dzieje się wokół rodziny Windsorów. Chociaż moje zdanie na temat samej królowej nie uległo zmianie, wręcz przeciwnie- nadal uważam, że obejmując tron jako młodziutka kobieta, zainspirowana rządami swojej babci, narzuciła sobie bardzo rygorystyczną dyscyplinę i poświęciła własne szczęście dla dobra monarchii i cóż, to był jej wybór, jednak problemy pojawiły się, gdy tego samego zaczęła wymagać od swoich bliskich, a zmuszając młodych ludzi, by żyli zgodnie z dziewiętnastowiecznymi standardami, musiało skończyć się źle. I tak też się stało, jej pierworodny syn przez większość życia musiał ukrywać się z uczuciami do ukochanej kobiety, tylko dlatego, że w ocenie jego matki nie była wystarczająco dobra dla monarchii, w rezultacie pchnęła go w ramiona młodziutkiej Diany, którą ostatecznie doprowadzili na skraj załamania, a jak skończyła się jej historia, wszyscy wiemy... W teorii wydawałoby się, że śmierć Diany, powinna dać Królowej do myślenia, ale jak widać, nic takiego się nie stało. Jedynym "ustępstwem" z jej strony była zgoda na ślub Harrego i Meghan. Ciemnoskóra rozwódka zza oceanu, a do tego aktorka i aktywistka- tego w rodzinie królewskiej jeszcze nie było. I kiedy wszyscy zacierali ręce, wieszcząc prawdziwą rewolucję i mając nadzieję, że nowa księżna wprowadzi Windsorów w XXI wiek, Elżbieta powiedziała "dość". Meghan na wyglądać skromnie, zgodnie z protokołem, nie wypowiadać się publicznie, nie wyrażać własnych opinii, a jedynie uczestniczyć w wydarzeniach, na które zostanie wysłana przez Pałac i ładnie się uśmiechać. I początkowo tak nawet było, jednak na dłuższą metę to się nie mogło udać. Meghan zaczęła się dusić w rodzinie królewskiej, dodatkowo fala hejtu, jaka wylewała się na nią przy każdej okazji- załamała ją, a Harry, postanowił zrobić wszystko, by żona nie podzieliła losów jego matki i takim oto sposobem, Królowa "niechcący" pozbyła się z rodziny swojego ukochanego wnuka, który postanowił porzucić deszczową Anglię na rzecz słonecznej Kalifornii. 

     W swojej książce autor postanowił również pokusić się o rozważania, co stanie się z monarchią po odejściu Królowej, co biorąc pod uwagę sędziwy wiek monarchini, jest nieuniknione. Często publicyści mówią, że po odejściu Elżbiety monarchia nie będzie już taka sama. Cóż, na pewno nie, ale daleka jestem od stwierdzenia, że "monarchia chyli się ku upadkowi", wręcz przeciwnie- uważam, że po przejęciu korony przez Karola lub Williama nastąpić może nowe rozdanie, wszystko zależy jedynie od tego, czy będą chcieli otworzyć się na ludzi i w pełni wejść w XXI wiek, więc nie żegnajmy tak szybko rodziny Windsorów, bo moim zdaniem, oni wcale nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa...

 

Tytuł: "Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów"
Autor: Marek Rybarczyk
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 17.03.2021r.
Ilość stron: 336
ISBN: 978-83-287-1584-4    

 

""Apokalipsy według Joanny"- Anna Robak-Reczek

""Apokalipsy według Joanny"- Anna Robak-Reczek

    


    Koniec świata. Czyż nie brzmi donośnie? Cóż, apokalipsa zawsze działała na wyobraźnię. Co kilka lat pojawiają się nowe teorie spiskowe dotyczące kolejnej, tym razem w 100% pewnej daty końca świata (wszak wszystkie wcześniejsze, "pewne" daty, były tylko takim drobnym żarcikiem, czy też błędem przy obliczeniach, ale teraz to już na pewno koniec). A skoro apokalipsa już lada moment, to wypadałoby się do niej przygotować, więc przy każdym następnym "końcu świata", kolejni ludzie zasilają grono preppersów, by być przygotowanymi na każdą ewentualność. Ale co, jeśli koniec świata już był? I to nie raz czy dwa? Co jeśli apokalipsa to nie, wielki wybuch zmiatający wszystko z powierzchni ziemi, a w rzeczywistości każdy z nas przeżywa swój własny, indywidualny koniec świata? Jeśli wydaje Wam się, że postradałam zmysły, to zdecydowanie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Anny Robak-Reczek, a jakże intrygującym tytule: "Apokalipsy według Joanny".

    Joanna to dorosła kobieta- matka, żona, córka, zmagająca się z problemami życia codziennego jak każdy z nas- raz z większymi, raz z mniejszymi- jak to w życiu bywa. Jednak w pewnym momencie dochodzi do ściany: codzienność zaczyna ją przytłaczać, odczuwa lęki, których nie potrafi pokonać, dodatkowo śledząc bieżące wydarzenia, nabiera przekonania, że zbliża się koniec świata i przerażona tą perspektywą, postanawia przygotować się na nadchodzącą apokalipsę: Śledzi grupy preppersów, gromadzi zapasy i przygotowuje schronienie dla rodziny w odziedziczonym po rodzicach, domku w lesie. Jednak przygotowania nie przynoszą jej upragnionej ulgi. Wręcz przeciwnie: z każdym kolejnym dniem, kobieta coraz bardziej zamyka się w sobie i staje się coraz bardziej samotna we własnym domu. Dzieci dorastają i zaczynają żyć własnym życiem, mąż przeżywa drugą młodość i korzysta z uroków świata, a w Joannie, z każdym kolejnym dniem, umiera chęć do życia i do walki. Aż w końcu dochodzi do momentu, kiedy zupełnie się poddaje: Nie wychodzi z domu, nie je, nie śpi. Przeżywa swój własny, prywatny koniec świata. Jednak każdy koniec, jest jednocześnie początkiem i tu z pomocą Joannie przychodzi Thijs- partner jej zmarłego brata, który na nowo budzi w niej chęci do życia i walki...

    Długo zastanawiałam się, co powinnam powiedzieć Wam, o tej powieści i szczerze mówiąc, nawet w momencie, w którym to piszę, nie mam co do tego pewności. To, co z całą pewnością mogę Wam powiedzieć, to że ta powieść, wbrew pozorom wcale nie jest tak lekka, na jaką by się zapowiadała. Nie jest to wcale zabawna historia, z akcją pędzącą w zawrotnym tempie. Wręcz przeciwnie: To raczej spokojna powieść, o dość leniwym tempie, wymagająca odrobiny skupienia i refleksji, która pozwala człowiekowi zatrzymać się na chwilę i spojrzeć z perspektywy na otaczający nas świat i ludzi, obudzić w sobie, pokłady empatii, o jakie sami sobie byście nie podejrzewali i pomyśleć ciepło o osobach, o których dotychczas nie mieliście najlepszego zdania. Bo każdy przechodzeń, nielubiany współpracownik, sąsiad czy koleżanka, ma własne zmartwienia, o których my sami nie mamy pojęcia.

    „Apokalipsy według Joanny” to pozornie prosta, lekka powieść, o mocnym, drugim dnie, którego początkowo zupełnie się nie spodziewałam. To historia zmuszająca do refleksji, poruszająca czułe struny ludzkiej wrażliwości i sprawiająca, że choć przez chwilę potrafimy spojrzeć na drugiego człowieka z pewną empatią, bez oceniania i pretensji, bo to, że czyjeś problemy wydają nam się błahe, nie znaczy, że takie są dla drugiej osoby. Każdy z nas dostaje taki ciężar, jaki jest w stanie unieść, dlatego czasem warto powstrzymać się od niewybrednych komentarzy i ocen, bo być może ktoś właśnie przeżywa swój własny, prywatny koniec świata...

 

Tytuł: "Apokalipsy według Joanny"
Autor: anna Robak-Reczek
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 01.03.2021r.
Ilość stron: 303
ISBN: 978-83-66332-42-3


Inne książki autorki:
"Odzyskanie"- >recenzja<

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Książkoholiczka94 , Blogger