SZUKAM PRACY, WIĘC NIE INTERESUJ SIĘ, CZY PLANUJĘ CIĄŻĘ!

SZUKAM PRACY, WIĘC NIE INTERESUJ SIĘ, CZY PLANUJĘ CIĄŻĘ!

     Moi drodzy, dziś wyjątkowo nie o książkach, bo nie samym czytaniem człowiek żyje, a pojawił się temat ważny i bardzo aktualny. Choć może określenie "pojawił się" jest tutaj nie na miejscu, bo wszystko tyczy się zjawiska, które funkcjonuje niestety już od dawna, ale dopiero teraz ktoś zaczął o tym głośno mówić...



      Mowa o akcji organizowanej przez GoWomen- Kampania Społeczna "Szukam pracy, więc nie interesuj się czy planuję ciążę".
Jakie to jest prawdziwe. Jakie to jest cholernie prawdziwe i cholernie ważne!

     Akcja ma na celu zwrócić uwagę na problem, jakim jest dyskryminacja kobiet w tzn. "wieku prokreacyjnym" na rynku pracy, co niestety jest zjawiskiem absurdalnym, ale bardzo popularnym, a pytanie w stylu "Czy planuje Pani w najbliższych latach dzieci" na rozmowach kwalifikacyjnych jest równie często zadawane co pytania o doświadczenie zawodowe...

      Sama jestem w tzw. "wieku prokreacyjnym". Boże, jak to w ogóle brzmi... Nie wiem, czy tylko mi kojarzy się to z hodowlą królików? Ale cóż, mniejsza o to... A więc mam 25 lat i sporo rozmów kwalifikacyjnych za sobą. Początkowo nawet nie zdawałam sobie sprawy, że w moim obecnym wieku może być ciężko dostać dobrą pracę. Wcześniej uczyłam się i jednocześnie byłam na stażu, później płynnie przeszłam do innej pracy i żyłam w przekonaniu, że skoro zdobyłam już określone doświadczenie to teraz powinno być już tylko łatwiej. Błąd, duży błąd.

      Nadszedł moment kiedy zaczęłam szukać nowej pracy. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam na rozmowie rekrutacyjnej pytania: "Planuje Pani w najbliższych latach powiększenie rodziny?", a "Ma Pani chłopaka?" zatkało mnie. Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam jak się zachować. Siedzi przede mną 2 obcych mężczyzn i wypytuje mnie o moje życie prywatne, z którego z pewnością nie miałam ochoty się spowiadać. Wyszłam z rozmowy zniesmaczona, ale pomyślałam "ok, zdążają się i tacy" i byłam przekonana, że to ewenement. (O ja naiwna!)

      Kolejna rozmowa. Kolejne pytania, tym razem bardziej otwarte i podchwytliwe: "KIEDY planuje Pani dzieci?". Patrzę zdziwiona. Serio? Nie wierzę, zwłaszcza, że tym razem siedzi przede mną kobieta(!). Naprawdę? Kobieta kobiecie zadaje TAKIE pytania? Najlepsze było i tak to, co usłyszałam w tzn. kuluarach, kiedy dziewczyna przeprowadzająca rozmowę (na oko niewiele starsza ode mnie) rozmawiała z jakimś mężczyzną-jak się później okazało-szefem. "Odbębnij te rozmowy już do końca, żeby nie było, bo przecież i tak nie weźmiemy panienek w takim wieku, bo zaraz mi zwolnienie ciążowe przyniesie i tyle z niej pożytku będzie...". Oczywiście miałam tego nie słyszeć- pech chciał, że słyszałam. Jak się pewnie domyślacie, pracę otrzymał jakiś mężczyzna, mimo że na rozmowy zaproszono (nie wiem tylko po co) 6 kobiet.

     Chyba dopiero wtedy dotarło do mnie jaka jest skala tego problemu...
W XXI wieku kobiety nadal są dyskryminowane tylko i wyłącznie ze względu na to, że natura obdarzyła je narządami płciowymi umożliwiającymi rodzenie dzieci! (Niby XXI wiek, a mentalne średniowiecze).

      Osobiście trochę się już na te idiotyczne pytania uodporniłam i za każdym razem kiedy słyszę: "Czy ma Pani zamiar w najbliższym czasie powiększyć rodzinę?", mam w głowie nieco cyniczne: "Tak, planuję adoptować nowego psa ze schroniska", ale nie zmienia to faktu, że problem jest i to duży. Mamy programy aktywizacyjne dla niepełnosprawnych, dla osób 50+ i naprawdę obawiam się, że jeśli myślenie pracodawców się nie zmieni to za kilka lat będziemy tworzyć kolejne programy wspomagające aktywizację zawodową kobiet w "wieku prokreacyjnym", co zakrawałoby już na pewną abstrakcję...


Dlatego cieszę bardzo, że w końcu ktoś poruszył ten temat. Brawo GoWoman! Świetna robota!
A was, moi drodzy czytelnicy zachęcam: udostępniajcie informacje o tej akcji, bo naprawdę warto, by jak najwięcej ludzi o niej usłyszało!

Swoją drogą jestem ciekawa jakie jest wasze zdanie na ten temat? Spotkaliście się z tym problemem czy wręcz przeciwnie-uważacie, że problemu nie ma? Koniecznie dajcie znać w komentarzach i jeśli macie do opowiedzenia swoje historie- piszcie śmiało:)
"Bez rozgrzeszenia"- Mariusz W. Kliszewski

"Bez rozgrzeszenia"- Mariusz W. Kliszewski





     Pierwsza połowa XVII wieku. Młody niepokorny szlachcic Konrad Machola musi spędzić pół roku klasztorze Kartuzów, aby uniknąć wydziedziczenia przez własnego ojca, który ma już dość występków syna. Przez cały ten czas poświęca się żmudnej pracy na rzecz zakonników, aż do dnia kiedy jego codzienna rutyna zostaje zakłócona przez morderstwo dokonane w sąsiedztwie kartuzji. Czy któryś z mnichów posunął się do morderstwa, czy też jest to sprawka kogoś z miejscowych? Konrad na zlecenie przeora stara się rozwikłać tajemnicę śmierci mężczyzny, którego niejeden chciał widzieć martwego. W międzyczasie młody szlachcic obmyśla plan na życie po opuszczeniu murów Raju Maryi: zakochany w Luizie-córce kupca, który ma zatargi z ojcem Macholi, chce zrobić wszystko, by poślubić ukochaną, niestety sytuacja polityczna z dnia na dzień staje się coraz gorsza, gdy okazuje się, że zbliża się atak Szwedów...

    Dawno po zakończeniu lektury nie miałam tak mieszanych uczuć, jak po "Bez rozgrzeszenia", do tego stopnia, że po zamknięciu książki, zaczęłam się zastanawiać, czy właściwie podobała mi się, czy nie... Na korzyść powieści zdecydowanie przemawia pomysł na fabułę, który jest naprawdę ciekawy: Młody, niepokorny szlachcic, zakochany w córce wroga swojego rodu, trafia za karę do klasztoru, gdzie bada sprawę tajemniczego morderstwa. Do tego bohaterowie, którzy są wykreowani naprawdę  świetnie. Uwielbiałam Konrada, przeora, zakonnika Hermana a nawet parobka Marcela, jednak niestety na tym kończą się pozytywy. 

     Książkę czytało mi się bardzo ciężko. Pierwsza połowa  dłużyła mi się niesamowicie, gdyż większość miejsca była tam poświęcona codziennym obowiązkom Konrada, co było dość nużące. Dodatkowo autor bardzo upodobał sobie opisy, które niepotrzebnie, mam wrażenie trochę na siłę rozciągnęły książkę, do finalnych pięciuset stron i o ile zazwyczaj lubię obszerne powieści, to w przypadku tej konkretnej mam wrażenie, że całość spokojnie można było zawrzeć na około trzystu pięćdziesięciu stronach bez żadnego uszczerbku na treści, wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że wtedy akcja nabrałaby tempa i czytałoby się ją znacznie lepiej. 
     Dodatkowo wydają się zbyt rozproszone i odniosłam wrażenie, że autor nie poświęcił im należytej uwagi. Mamy wątek zesłania Macholi do klasztoru, jego życie w Raju Maryi, zabójstwo, trudna miłość Konrada i Luizy, najazd Szwedów i teoretycznie to wszystko do siebie jakoś pasuje, przynajmniej autor starał się, by tak było, ale w rzeczywistości te wątki nieco się rozjeżdżają, każdy z wątków idzie w swoją stronę przez co uwaga czytelników jest rozpraszana, a niektóre z wątków autor pod koniec porzuca bez dokończenia jak np. losy Luizy. 

     "Bez przebaczenia" to książka, do której musicie podejść ze sporym dystansem, jeśli nie zależy Wam na zawrotnej akcji, a chcielibyście poczuć XVII-wieczny klimat, to zdecydowanie polecam, natomiast jeśli liczycie na szaleńcze tempo i niespodziewane zwroty akcji to niestety- zawiedziecie się. Widać, że autor miał ciekawy pomysł na książkę, jego warsztat również nie jest zły bo napisana jest dość starannie, jednak całości zabrakło "tego czegoś", co sprawia, że śledzimy losy bohaterów z wypiekami na twarzy. Jest to książka, którą jak najbardziej można przeczytać, jednak nie jest to pozycja z listy absolutnych "must read", więc to czy poświęcicie jej czas zależy już tylko od Was, ja ani Was specjalnie nie namawiam, ani nie zniechęcam...
"Pamiętnik Buntowników"- Karol Wąsowicz

"Pamiętnik Buntowników"- Karol Wąsowicz





     Wierzycie w sny prorocze? W to, że wszystko co Wam się śni ma jakiś cel i odzwierciedlenie w waszym życiu? Gro ludzi doszukuje się w swoich snach życiowej prawdy o własnej przyszłości i może być to całkiem ciekawym zjawiskiem, dopóki owe sny układają się po naszej myśli, a co w przypadku, kiedy sny zwiastują nam rychły koniec? A obrazy, bardziej niż relaksującą idyllę przypominają sceny apokaliptyczne? Cóż... miejcie się na baczności bo zło czai się wszędzie...

     Paweł to zwyczajny, młody mężczyzna jakich wielu. Wiedzie spokojny żywot u boku swojej dziewczyny- Magdy, aż do momentu kiedy traci wzrok. Wówczas jego życie zmienia się o 180 stopni. Zaczynają dręczyć go senne koszmary. Wkrótce jego dziewczyna znika, za to chłopakiem zaczyna interesować się tajemnicze stowarzyszenie buntowników. Szybko wychodzi na jaw, że męczące go koszmary, to nie tylko senne mary, a makabryczne wizje przyszłości. Jednocześnie okazuje się, że jego ukochana również ma swoją mroczną tajemnicę...

     Długo zastanawiałam się, jaka tak właściwie jest książka Karola Wąsowicza i pierwsze określenie jakie przyszło mi do głowy to... "dziwna". Tak, jest zdecydowanie dziwna. Co absolutnie nie oznacza, że jest zła. Wręcz przeciwnie. "Pamiętnik Buntowników" to bardzo niepozorna, zaledwie 120-stronnicowa książeczka, w której dzieje się tyle ile czasami autorzy nie są wstanie zmieścić w pięciuset stronicowej książce. Dzięki niewielkiej objętości, akcja jest bardzo skoncentrowana, w zasadzie nie ma tam "pustych" stron, gdzie opisy mają zapełnić przestrzeń. Tutaj każda strona to akcja, która dodatkowo dzieje się dwutorowo: Z jednej strony mamy wydarzenia w czasie rzeczywistym, z drugiej zaś opisy snów głównego bohatera, a wszystko to jest dodatkowo uzupełnione tekstami piosenek, co pozwala czytelnikowi oderwać się na chwilę od makabrycznych opisów. 

Fabuła książki jest raczej lekka w odbiorze, ale opisy są bardzo brutalne, więc z pewnością nie jest to książka dla każdego i szczerze mówiąc, gdyby liczyłam np. 400 stron, to sama nie wiem czy dobrnęłabym do końca. 

"Pamiętnik Buntowników" to bardzo nieoczywista, nieco psychodeliczna i bardzo brutalna książka, przy której z pewnością nie będziecie się nudzić. Akcja rozwija się w błyskawicznym tempie i zapewnia czytelnikowi cały wachlarz różnorakich emocji. To książka zdecydowanie inna od wszystkiego co dotychczas czytałam, ale warta poświęcenia jej wieczoru, więc fanom horrorów zdecydowanie polecam.



Tytuł: "Pamiętnik Buntowników"
Autor: Karol Wąsowicz
Wydawnictwo: AlterNatywne
Data wydania: 25.10.2018r.
Ilość stron: 120
ISBN: 978-83-947567-4-1
"Love line II"- Nina Reichter

"Love line II"- Nina Reichter

"W życiu są momenty, kiedy nadzieja pomaga i są takie, kiedy nabiera zabójczych właściwości. Dorosłość polega na tym, żeby możliwie szybko odróżnić jedne od drugich."




     Ostatnio pisałam Wam o pierwszej części "Love line" (>recenzja<), która absolutnie mnie oczarowała. Dlatego już dziś przychodzę do Was z kontynuacją losów Bethany i Matthew i nową dawką psychologii związków. 

     Kiedy ponownie spotykamy głównych bohaterów, znajdują się oni w miejscu, w którym nikt, kto czytał pierwszą część serii nie chciałby ich zobaczyć: Bethany, po wszystkich burzach jakie musiała przeżyć w ciągu ostatnich miesięcy, postanawia przemyśleć kwestię swojego rozwodu i dać mężowi drugą szansę. Matt natomiast przygotowuje się do ślubu z córką telewizyjnego magnata i próbuje przyzwyczaić się do faktu, że wkrótce zostanie ojcem. I wydawałoby się, że sytuacja między głównymi bohaterami jest tak zawikłana, że nie da się już bardziej namieszać w ich życiorysach, ale nic bardziej mylnego... Za sprawą zrządzenia losu (i przy pomocy kilku "życzliwych" duszyczek) dwoje byłych kochanków, którzy unikają się jak ognia, będą zmuszeni pracować ściślej niż kiedykolwiek wcześniej. Czy w tak trudnych okolicznościach będą potrafili zachować chłodny profesjonalizm czy też dadzą upust swoim emocjom? I kto wyjdzie z całej sytuacji bez szwanku, a kto poniesie największe straty? Tego Wam nie zdradzę. Musicie przekonać się sami...

     Przy okazji pierwszej części "Love line" pisałam Wam, że akcja rozwija się nieco zbyt wolno i przyspiesza dopiero w połowie książki, w drugim tomie autorka naprawiła ten błąd i akcja rozpędza się już od pierwszego rozdziału i z każdą kolejną stroną przyspiesza jeszcze bardziej. 

     Poza wartką akcją, ważnym elementem jest nadal aspekt psychologiczny, choć w tej części nieco zmienił się jego wymiar i dużo bardziej niż na psychologii płci, skupia się konkretnie na głównych bohaterach, dzięki czemu mamy możliwość poznać ich znacznie lepiej. 
     Dużym zaskoczeniem może być ewolucja postaci Matthew, który w pierwszej części był nieco tajemniczy i bardzo opanowany, za to w drugim tomie poznajemy jego przeszłość, ale też on sam bardzo się zmienia. Perfekcyjna maska coraz bardziej zaczyna go uwierać i coraz częściej pokazuje prawdziwe emocje. 

     Zawsze przy czytaniu serii książek pojawia się niepewność, czy w kolejnych tomach autor udźwignie temat i kontynuacja dorówna pierwszej części i w przypadku "Love line" również towarzyszyły mi takie obawy, jednak bardzo szybko zostały rozwiane, bo mam wrażenie, że (jeżeli to w ogóle możliwe), Nina Reichter przeszła samą sobie i przebiła pierwszą część, co naprawdę nie było prostym zadaniem, bo mając książkę z takim potencjałem bardzo łatwo można dać się ponieść i "przedobrzyć". Na szczęścia autorka wykazała się pewną wstrzemięźliwością i ograniczyła się do tego co sprawdzone: znani bohaterowie, konkretne wątki, inteligentne dialogi, a to wszystko okraszone psychologiczną otoczką, cóż mogę powiedzieć... nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba;)

     "Love line II" to niesamowicie udana kontynuacja, która sprawi, że (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście) absolutnie zakochacie się w historii Bethany i Matthew. Autorka czaruje słowem, uzależnia od stworzonej przez siebie historii i sprawia, że chce się tylko więcej i więcej. To nie kolejna łzawa historyjka, to bardzo dojrzała, inteligentna opowieść o niewyidealizowanych bohaterach z krwi i kości, którzy popełniają błędy i gubią się w otaczającym ich świecie, ale też o odwiecznej walce serca i rozumu, tego czego się pragnie, z tym co powinno się zrobić i chyba właśnie dlatego tak celnie trafia w czytelnicze serce, bo jest prawdziwa. Do bólu prawdziwa. Polecam z całego serca, bo warta jest każdej, poświęconej na jej lekturę minuty.




Tytuł: "Love line II"
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 26.10.2018r.
Ilość stron: 352
ISBN: 978-83-8147-067-4





"Love line"- Nina Reichter

"Love line"- Nina Reichter

"Mężczyźni w dzisiejszym świecie są uprzywilejowani już na starcie (...) Przy urodzeniu w pakiecie z penisem dostają mniejszą liczbę wymagań i łagodniejsze wychowanie. Dotyczy ich mniej zakazów moralnych. Rzadziej są ograniczani. Wraz z umieszczeniem na ręku opaski z męskim imieniem zyskują większą cierpliwość dorosłych i tolerancję we wszystkich aspektach (...) Od dziewczynek oczekuje się perfekcji. Od chłopców- jedynie "przyzwoitego zachowania". Trzydziestolatka jest już starą panną. Pięćdziesięciolatek jedynie nie był tak naiwny, aby dać się złapać. Kobieta powinna poświecić się dziecku. Jej mąż jest przecież tak zmęczony i przepracowany."





      Moi drodzy, dziś przychodzę do Was z serią, która swoją premierę miała już jakiś czas temu, jednak do mnie dotarła dopiero w ubiegłym miesiącu. A mowa o "Love line" Niny Reichter. Drugą część właśnie zaczęłam czytać, więc niedługo będę mogła coś więcej o niej powiedzieć, ale pierwsza  jest już za mną i to właśnie na jej recenzję Was dzisiaj zapraszam.

      Matthew Hansen to psycholog, którego głos podczas audycji radiowej LOVE LINE rozbudza wyobraźnie tysięcy kobiet. Młody, przystojny, charyzmatyczny i nieprzeciętnie inteligentny jest obiektem westchnień wielu kobiet i zazdrości jeszcze większej ilości mężczyzn. Ale Matthew to ktoś znacznie więcej niż radiowy speaker. Swoją karierę rozpoczynał jako tzw. pick-up artists (PUA), czyli osoba, która wykorzystując tajemnice ludzkiej psychiki uczy mężczyzn w jaki sposób podrywać kobiety, by te, niczego nieświadome wpadały w ich sidła. Jednak w pewnym momencie postanowił zamknąć ten etap swojego życia i pójść w drugą stronę- obecnie jako szanowany coach prowadzi warsztaty dla kobiet, na których uczy je w jaki sposób zbudować satysfakcjonujący je związek i jednocześnie nie dać złapać się na męskie sztuczki ( swoją drogą, czy to nie szczyt hipokryzji?).

     Bethany McCallum- Kobieta nieco pokiereszowana przez życie, będąca w trakcie rozwodu z mężem, który ją zdradził, matka kilkuletniej Faith, dziennikarka poczytnego kobiecego magazynu, którego ona sama nie szanuje, jedną rzecz jaką robi z prawdziwą pasją jest prowadzenie wraz z przyjaciółką portalu internetowego Middlefinger.


    Przewrotny los oczywiście (jak to bywa w książkach) krzyżuje ich drogi w najmniej spodziewanym miejscu i momencie, komplikując ich życie jeszcze bardziej. I zapewne gdyby były to typowy romans to w tym miejscu pojawił by się opis wielkiej miłości, walczącej z przeciwnościami i zakończonej wielkim, romantycznym happy end'em... 

     Nie. To nie ta historia. To książka przedstawiająca związki damsko-męskie w zupełnie inny nieoczywisty sposób. Pokazuje naiwność kobiet, które łakną romantycznej miłości rodem z tandetnych komedii romantycznych i łatwo dają się złapać na męskie sztuczki i kilka czułych słówek. Pokazuje też podejście mężczyzn do związków: zadaniowe, nieco cyniczne, nastawione na łatwy zysk przy minimalnym wysiłku.  Autorka skupia się przede wszystkim na psychologicznych aspektach relacji damsko-męskich i pokazuje je w taki sposób, o którym normalnie nawet byśmy nie pomyśleli. 

     Jeśli chodzi o sam styl autorki to mam mieszane uczucia. O ile tematyka bardzo mnie ciekawiła, bo jest ona zdecydowanie niebanalna i wiele sobie po tej książce obiecywałam, to jednak miałam spore problemy żeby przebrnąć przez pierwszą połowę powieści. O ile zazwyczaj czytam książki pół wieczoru, aż do momentu kiedy zacznę odczuwać zmęczenie oczu, to w przypadku "Love line" czytałam po dwa-trzy rozdziały i miałam dość. Za to drugą połowę pochłonęłam już w błyskawicznym tempie i wydaje mi się, że jest to kwestia zbyt wolno rozwijającej się akcji. W początkowych rozdziałach autorka skupia się w większości na wewnętrznych przeżyciach i przemyśleniach bohaterów, które choć ciekawe, nie nadają się raczej do pochłonięcia w jeden wieczór, a akcja niemalże stoi w miejscu. Natomiast w drugiej części sama akcja znacznie przyspiesza, dzięki czemu książkę czyta się znacznie lepiej. 

     "Love line" to książka, od której dostaniecie wszystko to, czego absolutnie się nie spodziewacie. To nie słodka historyjka. To powieść odzierająca miłość z tej słynnej niemal mistycznej otoczki i pokazuje jej bardziej realne kształty. Mocno zaznaczony aspekt psychologiczny naprawdę działa na odbiorcę i warto poświęcić temu aspektowi nieco więcej czasu. Matthew i Bethany to bohaterowie z krwi i kości: charyzmatyczny, sarkastyczni, twardo stąpający po ziemi, jakich dawno w żadnej powieści nie spotkałam. To książka mocna, szalenie inteligentna i cholernie prawdziwa, taka, jakiej brakowało mi na polskim rynku wydawniczym, dlatego zdecydowanie wam ją polecam bo warta jest poświęcenia jej każdej ilości wolnego czasu.




Tytuł: "Love line"
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 25.10.2017r.
Ilość stron: 484
ISBN: 978-83-8083-692-1



WYNIKI KONKURSU z "Zakochanym Trójmiastem"

Moi drodzy, zakończył się konkurs z "Zakochanym Trójmiastem"

a książkę wygrywa...


                                                           KASIA SĘK

Zwyciężczyni serdecznie gratuluję i przypominam o wysłaniu danych do wysyłki nagrody na adres mailowy: sandra.galka94@gmail.com 

 Wszystkim uczestnikom bardzo dziękuję za udział w zabawie i zapraszam Was do udziału konkursie, który trwa właśnie na facebook'u, a w którym do wygrania jest egzemplarz "Wybuchowych związków..."
 

Urodzinowa Rozdawajka- WYNIKI KONKURSU

Moi drodzy, pierwszy z konkursów dobiegł końca, więc czas ogłosić wyniki:)

Książkę niespodziankę wygrywa...


                                                           WIOLETA WITT

Zwyciężczyni serdecznie gratuluję i przypominam o wysłaniu danych do wysyłki nagrody na adres mailowy: sandra.galka94@gmail.com 

 Wszystkim uczestnikom bardzo dziękuję za udział w zabawie i zapraszam Was do udziału w pozostałych konkursach, które jeszcze trwają zarówno na blogu jak i na facebooku i instagramie;)
 

  
 
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: "Inseminarium duchowne"- Zbigniew Sawicki

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: "Inseminarium duchowne"- Zbigniew Sawicki

"Społeczeństwo bowiem nie jest areną szczęśliwości i miłości bliźniego, lecz polem nieustającej walki jednostek o własne powodzenie lub dominację nad innymi."





     Moi drodzy, dziś przychodzę do Was z recenzją książki, jakiej na tym blogu jeszcze nie było i w zasadzie jestem niemal pewna, że na niewielu blogach znajdziecie informacje na temat tej publikacji. To nie jest kolejna lekka, łatwa i przyjemna powieść obyczajowa, ani kryminał, ani nawet horror. To swego rodzaju zbiór opowiadań, anegdot ukazujących bolesną prawdę o nas samych, o polskim społeczeństwie, jednak prawdę, której na ogół nie dopuszczamy do siebie i wolimy udawać, że nas ona nie dotyczy. Drodzy czytelniczy, przed Wami "Inseminarium duchowne" Zbigniewa Sawickiego.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Książkoholiczka94 , Blogger