"Brat mojego męża"- Danka Braun

"Brat mojego męża"- Danka Braun

 

    Kiedy w wypadku samochodowym ginie mąż Diany Cisowskiej- Paweł, świat kobiety wali jej się na głowę: bez pracy, bez własnej rodziny, z dwójką małych dzieci, skazana na łaskę bogatego teścia, który nigdy nie pałał do niej sympatią. Każdy kolejny dzień wydaje się być cięższy od poprzedniego, mimo to Diana z całych sił próbuje stanąć na nogi i poukładać na nowo życie swojej rodziny. Sytuacja zmienia się diametralnie gdy pół roku po śmierci męża, kobieta spotyka jego sobowtóra- którym okazuje się być brat bliźniak Pawła- Piotr. Początkowo Diana unika jakiegokolwiek kontaktu ze szwagrem, który samym wyglądem sprawia jej ból, jednak z czasem zmuszona jest spędzać z nim więcej czasu, niż sama by sobie życzyła. Okazuje się, że mężczyzna, wie o małżeństwie brata znacznie więcej, niż powinien, do tego stopnia, że z każdym kolejnym dniem upewnia się w przekonaniu, że przebywa nie ze szwagrem- a z własnym mężem. Czy Paweł rzeczywiście byłby w stanie sfingować własną śmierć? I co takiego musiało wydarzyć się w jego życiu, by zdobyć się na tak desperacji krok? Na te i wiele innych pytań odpowiedź znajdziecie w nowej książce Danki Braun- "Brat mojego męża"

     Jak wiecie, od dawna jestem fanką twórczości Danki Braun i wszystkie jej książki biorę w ciemno. Nigdy nie sprawdzam, o czym są, czy to kolejna część serii, czy odrębna powieść- po prostu biorę i czytam i tym razem było tak samo: Usiadłam wygodnie, zaczęłam czytać i w pewnym momencie złapałam się na tym, że kompletnie nie wiem, o czym czytam. Odłożyłam książkę i zaczęłam zastanawiać się, o czym ona właściwie ma być i doszłam do wniosku, że nie mam pojęcia, więc pierwszy raz stwierdziłam, że może lepiej jednak sprawdzę opis. Cóż, sprawdziłam, jednak niewiele to pomogło. Następnego dnia wróciłam do lektury z silnym postanowieniem, by w końcu zrozumieć, o tym tak właściwie jest ta powieść. Skończyłam czytać ją w okolicach trzeciej w nocy, wiem już wszystko, ale będąc szczera? Nadal nie potrafię jej zdefiniować, jednak to nie przeszkodziło mi świetnie bawić się podczas lektury.

    Danka Braun słynie ze swojego charakterystycznego stylu i lekkości lawirowania między wątkami kryminalnymi a obyczajowymi i tutaj jest podobnie. Historia braci przeplata się z aktualnymi wydarzeniami z życia rodziny, w międzyczasie poznajemy jeszcze życiorys Diany- a wszystko to na tle wydarzeń związanych z badaniem okoliczności tragicznej śmierci jednego z bliźniaków. Co ciekawe, mimo dość skomplikowanej fabuły, wcale nie mamy tu wielu bohaterów, całość opiera się zasadniczo na dziesięciu postaciach, co przy tak rozbudowanej akcji jest sporym wyzwaniem. 

    Będąc szczerą, mam spory dylemat, bo z jednej strony chciałabym, żebyście przed lekturą mogli dowiedzieć się, czego dotyczy i czego się spodziewać, z drugiej jednak strony mam wrażenie, że każda kolejna informacja zdradza za dużo i psuje całą zabawę, a tego chciałabym uniknąć, więc chyba naprawdę nie jestem w stanie napisać wam nim więcej o treści.

    Jeśli chodzi o styl, to Danka Braun pisze w bardzo charakterystyczny sposób i myślę, że już po pierwszej przeczytanej książce będziecie wiedzieli, czy jest to coś dla was. Ale żeby nie było tak monotonnie, to tym razem autorka zdecydowanie zaskoczyła warstwą fabularną, mam wrażenie, że żadna z dotychczasowych powieści nie była tak skomplikowana jak "Brat mojego męża" i osobiście czytałam ją z wielką uwagą, bo chwila zamyślenia może skutkować ominięciem naprawdę istotnych szczegółów.

    "Brat mojego męża" to powieść nietuzinkowa: urzeka prostotą stylu, jednocześnie wciągając czytelnika w świat zawiłych intryg i skomplikowanych relacji międzyludzkich, bawi, zaskakuje, momentami porusza i jak zawsze w przypadku Danki Braun, pozostawia pewien niedosyt, bo chciałoby się więcej i więcej. To książka, od której nie oderwiecie się przed długie godziny, zarwiecie noc, a na końcu sami zadanie sobie pytanie: "Co to właściwie było? Romans? Kryminał?" i jak już znajdziecie odpowiedź na to pytanie, to dajcie znać, bo ja do dziś nie potrafię jej zdefiniować ;)  


Tytuł: "Brat mojego męża"
Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 27.05.2022 r.
Ilość stron: 384

ISBN: 9788367173148

Inne książki autorki: 

"Zabójczy urok blondynki"
"Historia pewnej rozwiązłości"
"Krwawy medalion"
"Historia pewnej zazdrości"
"Krew na sutannie"

"Nie chodź po lesie nocą"
"Morderstwo przy drodze krajowej 94"
"Gdzie jest Olga"
"Ciemna strona Sary"
"Zgubne pożądanie"
"Oczy Adrianny"
"Historia pewnego morderstwa"

 

 

  

       

"Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki"- Karolina Dzimira-Zarzycka

"Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki"- Karolina Dzimira-Zarzycka

 


     Moi drodzy, ile wiecie o Marii Dulębiance? Bo ja szczerze mówiąc- do niedawna wiedziałam niewiele: ot tyle, że "podobno" była partnerką Konopnickiej i działała na rzecz równouprawnienia i, prawdę mówiąc, nieszczególnie interesowała mnie jej osoba. Jednak w ostatnim czasie trafiła w moje ręce biografia Dulębianki, autorstwa Karoliny Dzimiry-Zarzyckiej, więc postanowiłam bliżej przyjrzeć się postaci "pierwszej, polskiej feministki".

    Trzeba przyznać, że autorka wykonała kawał świetnej pracy jeśli chodzi o research (co zresztą pokazuje wykaz źródeł, liczący blisko 30 stron). Praktycznie na każdej stronie autorka odwołuje się do konkretnych materiałów: listów, dzienników, zdjęć, wspomnień czy wycinków prasowych i mam wrażenie, że dokopała się do wszystkich możliwych źródeł informacji o Dulębiance, której życiorys poznajemy naprawdę szczegółowo: począwszy od narodzin jej i jej rodzeństwa, przez dorastanie, naukę malarstwa, kolejne przeprowadzki aż po- najbardziej znane fragmenty jej biografii- relację z Konopnicką i działalność społeczną na rzecz równouprawnienia.

    Jeśli chodzi o samą postać Dulębianki, to podczas lektury miałam bardzo mieszane uczucia: początkowo nie widziałam w niej nic nadzwyczajnego: ot zwykła dziewczyna, kochająca malarstwo- co prawda utalentowana, ale też niewyróżniająca się specjalnie na tle uczących się wraz z nią koleżanek. Jedynym aspektem, który szczerze mnie zainteresował to jej walka o możliwość podjęcia studiów na równi z mężczyznami- w tej kwestii już od lat młodzieńczych wykazywała się niezwykłym uporem i determinacją i osobiście mam wrażenie, że gdyby nie Konopnicka, życie Dulębianki potoczyłoby się zupełnie inaczej.
    Drugą, istotną częścią biografii jest czas, który Dulębianka spędza właśnie ze wspomnianą Konopnicką i przed rozpoczęciem lektury byłam przekonana, że będzie to najbardziej interesujący wątek- po przeczytaniu stwierdzam, że bardzo się pomyliłam. Na tym etapie głównym źródłem informacji o Dulębiance są listy Konopnickiej i w zasadzie w każdym z nich żali się i skarży niemal na wszystko. Oczywiście poetka przekazuje cenne informacje dotyczące tego, gdzie się znajdują, czym się zajmują i jakie mają plany, jednak wszystko to utrzymane jest w niezwykle ponurej atmosferze i po zapoznaniu się z zamieszczonymi fragmentami, odniosłam wrażenie, że ta kobieta nikt nie była w pełni zadowolona z niczego i dosłownie każdy dzień stwarzał nowy problem. Jeśli mam być szczera, to okropnie zmęczył mnie ten fragment. Przez cały czas nie mogłam pozbyć się wrażenia, że gdyby nie Konopnicka, Dulębianka rozwinęłaby skrzydła dużo szybciej. Widać, że kobiety łączyła silna więź i co by się nie działo, ostatecznie malarka zawsze stawiała dobro poetki na pierwszym miejscu, nawet kosztem własnych marzeń, a Konopnickiej najwyraźniej to odpowiadało, bo ciągnęła za sobą Dulębiankę niemal wszędzie, gdzie tylko się dało, mimo że dzięki lekturze widać wyraźnie, jak różne były ich potrzeby. Cóż, osobiście nigdy nie darzyłam Konopnickiej sympatią i lektura "Samotnicy" jedynie utwierdziła mnie w moim przekonaniu.
    Dla mnie zdecydowanie najciekawsza była ostatnia część biografii, kiedy to po śmierci poetki Dulębianka poświęca się pracy społecznej: walczy o równouprawnienie, pomaga dzieciom w zdobyciu edukacji, walczy o uzyskanie przez kobiety pełni praw wyborczych, a nawet z ramienia Czerwonego Krzyża kontroluje warunki w obozach dla internowanych, wręcz pokuszę się o stwierdzenie, że śmierć Konopnickiej była przełomowym momentem w życiu Dulębianki, kiedy to po latach dostosowywania się do towarzyszki, w końcu mogła w pełni poświęcić się kwestiom, które od dawna były dla niej ważne.

    Ale odejdźmy od opiniowania czyjegoś życiorysu i skupmy się na samej książce i pracy autorki, bo tutaj również wyróżniłabym kilka części.
    Osobiście miałam spory problem z początkowymi rozdziałami, poświęconymi artystycznej twórczości Dulębianki, a przede wszystkim nauce malarstwa. O ile sam temat jest interesujący, to nie podobał mi się sposób, w jaki autorka przedstawiła ten okres życia Marii. Za główne źródło informacji posłużyły pamiętniki Anny Bilińskiej, z którą Dulębianka uczyła się malować i nie byłby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że w tym okresie więcej mamy informacji o Bilińskiej niż o samej Dulębiance. W tej części zdecydowanie zabrakło mi faktów, autorka postawiła na domysły i co chwilę serwuje czytelnikowi fragmenty w stylu: "W roku X Bilińska przebywała w mieście Y i uczestniczyła w wystawie na temat Z, zapewne gdyby Dulębianka również była wówczas w mieście Y, to także wzięłaby udział we wspomnianej wystawie."- szczerze mówiąc, po kilku tego typu stwierdzeniach miałam serdecznie dość i chyba tylko siłą woli dotrwałam do końca tej części.
    Na szczęście w kolejnym etapie życia Dulębianki autorka bazuje już na listach Konopnickiej do bliskich, dzięki czemu otrzymujemy konkretne informacje i poznajemy dość szczegółowo losy przyjaciółek, dodatkowo od momentu kiedy Dulębianka postanawia bardziej zaangażować się w sprawy społeczne, coraz częściej o jej działaniach wspomina prasa, a i ona sama pisze artykuły do zaprzyjaźnionych gazet, zdobywając przy tym coraz większy rozgłos. Już po śmierci poetki, wiedzę o Dulębiance autorka czerpie głównie z wycinków prasowych i oficjalnych listów, dzięki którym mamy okazję zobaczyć, jak znaczącą postacią stała się nasza bohaterka dla ówczesnych kobiet i jak chętnie powierzano jej kolejne, ważne role społeczne i myślę, że gdyby nie niespodziewana choroba, Dulębianka zrobiłaby jeszcze dużo dobrego. 

    "Samotnica" to książka nieoczywista, interesująca, ale zdecydowanie nie dla wszystkich. To wnikliwe studium na temat jednej z najbardziej tajemniczych bohaterek swoich czasów, żyjącej w cieniu bardziej znanej towarzyszki, a wszystko to na tle przełomowych wydarzeń XIX i XX wieku. Jednak nie jest to lekka, miła biografia dla każdego, momentami miałam wręcz wrażenie, że to przyczynek pracy doktorskiej, wszak autorka jest absolwentką historii sztuki oraz polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim, a na swoim koncie ma liczne artykuły popularnonaukowe związanych ze sztuką, kulturą XIX i początku XX wieku i historią kobiet i mam wrażenie, że właśnie dla takich osób jest "Samotnica"- dla prawdziwych pasjonatów, miłośników historii, pragnących poznać genezę ruchów kobiecych w Polsce.
Fanom popularnych, współczesnych biografii polecam raczej sięgnąć po coś lżejszego.


 

Tytuł: "Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki"
Autor: Karolina Dzimira-Zarzycka
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 01.06.2022 r.
Ilość stron: 536
ISBN:
9788367262156


 

"Zgodne małżeństwo- Aleksandra Tyl

"Zgodne małżeństwo- Aleksandra Tyl


     Lubicie komedie? Sama chętnie oglądam je w towarzystwie, ale przyznam szczerze, że obcy jest mi gatunek "komedii antyromantycznej". Co prawda kilka, podobnie zapowiadanych, już w życiu widziałam, jednak zazwyczaj opierały się na motywie "od nienawiści do miłości jeden krok", więc był raczej mniej "anty", bardziej "romantyczne". Tak więc na moje, mało-wytrawne oko kinomana wyróżniam trzy rodzaje komedii:
1. romantyczne: czyli wszyscy wiemy jakie- on, ona, big love i kilka zabawnych tekstów pomiędzy.
2. humor wysokich lotów: filmy z założenia nieco mądrzejsze od komedii romantycznych, mające jakąś konkretniejszą fabułę i bazujące na bardziej wyrafinowanym poczuciu humoru- "na poziomie", często uznawane za komedie dla snobów.
3. Tak głupie, że aż śmieszne- czyli bazujące na absolutnie najniższych instynktach filmy, często pełne seksistowskich, szowinistycznych "żarcików", przy których przeciętnej inteligencji widza przechodzi dreszcz zażenowania, aczkolwiek nadal chętnie kręcone przez Amerykanów i jeszcze chętniej oglądane przez Polaków.      

    Co prawda mój roboczy podział tyczy się głównie kinematografii, jednak myślę, że spokojnie można odnieść go również do literatury, więc po zapowiedziach "antyromantycznej komedii" chętnie wzięłam się za lekturę, ciekawa tego, co mnie czeka. Lekturę zdążyłam już skończyć i szczerze? Wiem jeszcze mniej niż przed jej rozpoczęciem.

Ale od początku...

    Joanna i Jacek- pozornie zgodne, szczęśliwe małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. No właśnie. "Pozornie". Po wspólnie spędzonych dwóch dekadach motylki w brzuchu zastąpiła monotonia, emocje już dawno opadły, a wspólnych tematów i pasji-brak. W pewnym momencie obydwojgu zaczyna ciążyć rutyna dnia codziennego i pragną zmian w swoim życiu- zwłaszcza Jacek, który nieuchronnie zbliżając się do pięćdziesiątki, zaczyna marzyć o nowym życiu z... nową kobietą. Mężczyzna szybko zaczyna działać i nawet trafia na potencjalną kochankę, jednak plany mają to do siebie, że lubią się krzyżować i tym razem również nie wszystko wychodzi tak, jak wymarzył sobie nasz amant, zwłaszcza że Joanna zaczyna zauważać podejrzane zachowanie męża i sama postanawia wprowadzić w życie swój plan. Do czego jest zdolna znudzona życiem i sobą wzajemnie para pięćdziesięciolatków? O tym musicie przekonać się sami.

    Twórczość Aleksandry Tyl poznałam przy okazji serii "Cztery pory roku" i wówczas bardzo przypadł mi do gustu jej lekki styl i zabawna fabuła i szczerze mówiąc, po cichu liczyłam, że "Zgodne małżeństwo" będzie utrzymane w podobnym klimacie i wydaje mi się, że taki też był plan autorki, jednak po drodze coś poszło nie tak...
    Sam pomysł na książkę wydaje się całkiem ciekawy: Dwoje małżonków, wpada jednocześnie na podobny pomysł i w tajemnicy przed drugą stroną, próbuje zrealizować swój plan, a że przy okazji żadne z nich nie wydaje się być przesadnie rozgarnięte, więc działają w dość niekonwencjonalny sposób i ostatecznie powodują więcej szkody niż pożytku. 

    Niestety mam wrażenie, że autorka trochę przekombinowała i przekroczyła cienką granicę między czymś zabawnym a żenującym, bo o ile część wątków była naprawdę zabawna, o tyle inne były mocno przesadzone. Osobiście podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że autorka zainspirowała się kinematografią, dla mnie to trochę połączenie "Pan i Pani Smith" z "Głupi i głupszy" i nie jest to najszczęśliwsze połączenie. 

    To, co czym najbardziej broni się "Zgodne małżeństwo" to styl. Aleksandra Tyl ma naprawdę dobry warsztat. Pisze lekko, przyjemnie i mimo wszystkich głupot zawartych w kolejnych rozdziałach, książkę czyta się naprawdę szybko.

    "Zgodne małżeństwo" to książka, z którą mam olbrzymi problem: Z jednej strony ciekawy pomysł, lekki styl i momentami naprawdę zabawna fabuła, z drugiej zaś przerysowane wątki wywołujące zażenowanie czytelnika. Chyba właśnie to jest największym problemem tej książki, że całość jest bardzo niespójna. Mam wrażenie, że autorka do samego końca nie zdecydowała się, jaką formę ma mieć jej powieść i błądziła gdzieś między realistycznie osadzoną komedią romantyczną a kompletnie absurdalnym humorem. Cóż, nie zawsze "inne" oznacza "lepsze", myślę, że gdyby autorka zachowała swój styl z "czterech pór roku" efekt finalny byłby znacznie lepszy. Niestety tym razem Aleksandra Tyl zdecydowanie przekombinowała i ostatecznie wygląda to jak średnioudany debiut kogoś, kto jeszcze sam do końca nie ma na siebie pomysłu. Wielka szkoda, bo dla mnie to zdecydowanie niewykorzystany potencjał.

        

"Zimna sprawa"- Katarzyna Bonda

"Zimna sprawa"- Katarzyna Bonda


       Jak dobrze wiecie, jestem fanką serii z Hubertem Mayerem i jeśli chodzi o książki Katarzyny Bondy- zawsze polecam właśnie ten cykl. Osiemnastego maja premierę miała najnowsza, siódma już część przygód naszego nieposkromionego profilera, więc oczywiście nie mogłam jej sobie darować.

    Chodź podobno, nie ocenia się książek po okładce, to jak dobrze wiemy, jest to pierwsza rzecz, która przykuwa oko czytelnika i często decyduje, czy ktoś sięgnie po tę jedną, konkretną książkę, czy z całego regału jego uwaga skupi się na jakiejś innej. Bardzo rzadko piszę tutaj swoje opinie na temat okładek i zazwyczaj, żebym poświęciła im jakąkolwiek uwagę, coś musi mnie wyjątkowo zachwycić... lub wkurzyć. Niestety w tym przypadku była to druga opcja. Okładka sama w sobie nie jest zła i pewnie gdyby nie była to kolejna część serii z Meyerem, nawet nie zwróciłabym na nią uwagi, bo tak naprawdę jest zwyczajna, mroczna- podobna do setek innych okładek kryminałów i nie ma w tym nic złego. Tyle tylko, że seria z Meyerem miała określoną szatę graficzną- białą, czystą, klasyczną- bardzo skromną i charakterystyczną i nawet gdyby nie widniało tam nazwisko autorki, każdy fan od razu wiedziałby, o jaką serię chodzi. Widziałam, że nowa okładka budzi kontrowersję i widziałam wpis autorki o tym, że po sześciu częściach pora na odświeżenie okładek. Tylko czy naprawdę jest sen zmieniać coś, co było dobre tylko po to, żeby było "inne"? Dla mnie to zupełnie zbędna zmiana, ze szkodą dla serii. Oczywiste jest, że fani Meyera sięgnął po książkę bez względu na to, jak będzie wyglądać okładka, jednak pierwsze wrażenie pozostaje. 

     Ale skoro już wylałam swoje gorzkie żale na okładkę, przejdźmy do kwestii ważnych- czyli zawartości, bo tutaj dopiero się dzieje...

    Po wydarzeniach z "Balwierza" Hubert nie może dojść do siebie. Bezskutecznie próbuje zagłuszyć wyrzuty sumienia, rzucając się w wir pracy. Jego nowatorski Wydział Wsparcia Dochodzeń, stał się swego rodzaju karą wymierzoną mu przez ministra Czajkowskiego. Jednak Hubert zawsze był niepokorny i żadne rozkazy nie są w stanie zatrzymać go za biurkiem, gdy pojawia się sprawa, warta uwagi, a takowa pojawia się szybko...
  
Aspirant Grzegorz Kaczmarek- podwładny Meyera, próbuje rozwikłać sprawę zaginięcia zaprzyjaźnionej rodziny Garbarczyków z poznańskiej dzielnicy Sołacz. Przed siedmioma laty, sześcioosobowa rodzina z dnia na dzień znika bez śladu. Przez cały ten czas nikt nie był w stanie trafić na ich trop. Tymczasem w podpiwniczeniu ich domu policja odnajduje ciała kobiety i trójki dzieci- sposób dokonania zbrodni i pochówku sugeruje mord rytualny, spekulacje podsyca fakt, że szwagier Garbarczyka jest przywódcą sekty religijnej. W tym samym czasie, mieszkająca w Niemczech siostra Garbarczyka otrzymuje przesyłkę z odciętymi, męskimi dłońmi...

    "Zima sprawa" jest siódmą częścią serii z Hubertem Meyerem i jeśli czytaliście poprzednie to zapewne, pamiętacie jak wiele się w nich działo i szczerze, nie wierzyłam, żeby Katarzyna Bonda będzie w stanie przebić w jakikolwiek sposób "Balwierza", który dla mnie był najlepszą, ze wszystkich przeczytanych przeze mnie książek, w dorobku autorki. A jednak... to, co tym razem zaserwowała nam Bonda, wymyka się wszelkim wyobrażeniom o serii i samej autorce. Mnogość i zawiłość wątków sprawia, że przy książce naprawdę trzeba się skupić, by nie umknął nam żaden istotny szczegół, który kilkanaście stron dalej może skierować fabułę na zupełnie inne tory. Oprócz typowo kryminalnej warstwy, mamy tu rozbudowany motyw sekty i obrzędów, które wyjątkowo urozmaicają fabułę.

    Ale cała seria, nie byłaby taka sama gdyby nie postać Meyera i poza toczącym się śledztwem, istotne są również wydarzenia, które dotyczą stricte postaci profilera, a nie ma on łatwego czasu w swoim życiu: śmierć ukochanej kobiety, poczucie winy, a na dodatek wymarzony wydział, który w rzeczywistości stał się pułapką zastawioną na niego przez Czajkowskiego. Na domiar złego wracają stare sprawy, znane czytelnikom z "Klatki dla niewinnych", a to zwiastuje kolejne problemy...

    O ile sam pomysł i większa część fabuły absolutnie mnie zachwyciła, o tyle jestem nieco rozczarowana zakończeniem. Sprawa, która przez ponad 300 stron, przybierała przeróżne formy, pełna była nietuzinkowych motywów i zwrotów akcji zakończyła się według mnie dość banalnie. Ale cóż mogę powiedzieć: prawda zazwyczaj okazuje się znacznie mniej widowiskowa od domysłów i nie to będzie idealne podsumowanie zakończenia.

     "Zimna sprawa" to niebanalny, intrygujący, nieco przekorny i pełen niespodziewanych a momentami wręcz absurdalnych zwrotów akcji kryminał. Niewiele jest polskich autorek, które byłyby w stanie napisać tak zawiłą fabułę, nie gubiąc się w niej i nie męcząc przy tym czytelników, a Bondzie ta sztuka udała się perfekcyjnie i szczerze, nie mogę doczekać się kolejnej części, bo za każdym razem kiedy wydaje mi się, że Katarzyna Bonda osiągnęła już szczyt swoich możliwości i że nic lepszego nie da się wymyślić, ona wychodzi z kolejną książką i udowadnia, że dla niej szczyt nie istnieje. 


Tytuł: "Zima sprawa"
Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 18.05.2022 r.
Ilość stron: 352
ISBN:
9788328722439 

 INNE KSIĄŻKI AUTORKI:
"Sprawa Niny Frank"
"Tylko Martwi nie kłamią"
"Klatka dla niewinnych"
"Balwierz"
"Motyw ukryty"
"Okularnik"


"Chcę ci zaufać"- Daria Rajda

"Chcę ci zaufać"- Daria Rajda

     


    Dziś przychodzę do Was z recenzją książki, która swoją premierę miała już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz udało mi się ją przeczytać, a mowa o najnowszej powieści Darii Rajdy- "Chcę Ci zaufać".

    Macie czasami takie chwile, kiedy wszystko idzie nie tak jak powinno, macie wyjątkowego pecha i stale znajdujecie się w złym miejscu, w złym czasie? Jeśli tak, to zapewniam wam, że wcale nie jest tak źle, jak wam się wydaje, a żeby się o tym przekonać koniecznie powinniście przeczytać tę książkę i poznać historię Natalii- głównej bohaterki, której życie jednego dnia wywraca się do góry nogami: zdradzona przez męża postanawia poszukać ukojenia u najlepszej przyjaciółki, jednak po drodze staje się świadkiem porachunków gangsterskich. Jedynie dzięki pomocy tajemniczego motocyklisty udaje jej się uciec przed napastnikami, jednak szybko okazuje się, że jej wybawca wcale nie jest tak kryształowy jak mogłoby się wydawać i sam skrywa wiele tajemnic...

    Darię mieliście okazję poznać przy okazji jej dylogii "Wczorajsza róża", która miała premierę kilka lat temu. Pamiętam, że już wtedy zachwyciła mnie swoim debiutem i co jakiś czas podpytywałam ją o nową książkę, jednak na tamten jej priorytety były nieco inne, ale cóż mogę wam powiedzieć- opłacało się czekać!  

   Podobnie jak "Wczorajsza róża"- "Chcę Ci zaufać" jest powieścią utrzymaną w konwencji sensacyjno-romantycznej z szeroko rozbudowanym wątkiem gangsterskim. Sam motyw przewodni jest dość popularny i chętnie wykorzystywany w podobnych powieściach: Młoda kobieta, będąca w trakcie życiowej rewolucji, pakuje się w poważne kłopoty, z których ratuje ją tajemniczy nieznajomy- typ bad boya, jednak na tym się nie kończy. Oprócz romantycznej historii autorka serwuje nam motyw handlu kobietami, zabójstw na zlecenie, czy śledztwa detektywistycznego- dla każdego coś miłego;)

    Osobiście bardzo lubię twórczość autorki za sposób w jaki autorka potrafi poprowadzić akcję, bazującą na pozornie prostym i oczywistym scenariuszu. Nie oszukujmy się- tematyka książki nie jest niczym nowatorskim a jednak jest "to coś" co sprawia, że w przeciwieństwie do innych, podobnych lektur, akurat tę konkretną czytam z przyjemnością. Pozornie prosta fabuła otwiera przed czytelnikiem coraz to nowe wątki i zaskakuje nagłymi zwrotami akcji dzięki czemu przy lekturze naprawdę nie można narzekać na nudę. 

"Chcę Ci zaufać" to propozycja na świetnie spędzony dzień na leżaku lub wieczór z kubkiem herbaty- lekka, przyjemna- a jednocześnie wciągająca i intrygująca lektura, przy której naprawdę można odpocząć. Charyzmatyczny i momentami naprawdę zabawni bohaterowie i dynamiczna, pełna zwrotów akcja w połączeniu z lekkim piórem autorki stanowią zestawienie idealne i myślę, że większości czytelników, lubujących się w podobnych lekturach, książka przypadnie do gustu. Sama jestem zachwycona i mam nadzieję, że na kolejną powieść Daria nie będzie nam kazała czekać następnych trzech lat:)

Tytuł: Chcę Ci zaufać
Autor: Daria Rajda
Wydawnictwo: WasPos
Data wydania: 25.02.2022 r.
Ilość stron: 330
ISBN:
9788382900088

INNE KSIĄŻKI AUTORKI:
"Wczorajsza róża"
"Wczorajsza róża t.2: Nic nie łamie się tak, jak serce"


"O włos" Katarzyna Bonda

"O włos" Katarzyna Bonda

 "Nie ma pięknych zbrodni. Są tylko piękne ofiary..."

 
    Katarzyna Bonda nie zwalnia tempa i zaskakuje czytelników nową serią kryminalną, zapoczątkowaną książką "O włos".

    Autorka słynie z dość skomplikowanych i problematycznych głównych bohaterów swoich powieści i nowy cykl nie odbiega tu od wypracowanej normy: Tym razem pierwsze skrzypce gra Jakub Sobieski- były policjant, odsunięty od służby w atmosferze skandalu, który obecnie mieszka w przyczepie campingowej, jeździ Uberem, a dodatkowo rozwozi narkotyki.- Cóż, jeśli dotychczas wydawało Wam się, że Meyer jest skomplikowaną postacią to Sobieski bije go na głowę...

    Ale zacznijmy od początku: W Lesie Kabackim zostały znalezione zwłoki dwóch młodych kobiet, których ciała zostały zbezczeszczone w okropny sposób, co budzi grozę lokalnej społeczności, a sam morderca szybko zyskuje miano "Kosiarza z Kabat". Wkrótce okazuje się, że morderca poluje na siostry, a jego ofiary powiązane są z lokalną agencją pań do towarzystwa. Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie Beata- córka właścicielki agencji- jej przyrodnią siostra prosi Jakuba o pomoc w rozwiązaniu zagadki i odnalezieniu siostry. Widząc nieskuteczność działań policji postanawiają na własną rękę złapać kosiarza z Kabat, jednak z każdym kolejnym rozdziałem sprawa staje się coraz bardziej zagmatwana, a nasi samozwańczy detektywi nie mogą ufać już nikomu.

    Katarzyna Bonda, rozpoczynając nową serię, wprawiła czytelników w osłupienie. Kiedy wszyscy czekali na kolejny tom przygód Meyera (którego premiera już 18-go maja;)), autorka postanowiła przedstawić światu Jakuba Sobieskiego, który de facto jest postacią bardzo zbliżoną do Meyera. Mimo wielu różnic obaj mają w sobie pewien wewnętrzny bunt, który bardzo upodabnia ich do siebie.

    Sam styl obu serii również jest bardzo podobny. Początkowo ciężko było mi się wciągnąć w "O włos", bo sporo w niej opisów bohaterów i relacji między nimi, jednak jest to cecha wspólna większości powieści otwierających serię, kiedy to autor chce jak najlepiej przedstawić bohaterów, z którymi będziemy spotykać się w kolejnych tomach, więc nie robiłabym z tego wielkiego zarzutu, niemniej mam nadzieję, że w następnych częściach autorka ominie już nieco przysługi wstęp i szybciej rozwinie akcję.

    Sama historia jest równie interesująca co skomplikowana. Zawiłość kolejnych wątków, bohaterów i historii jest na tak wysokim poziomie, że momentami naprawdę można się pogubić. Konia z rzędem temu, kto będąc w połowie lektury, domyśli się rozwiązania- ja nie podołałam i dopiero zbliżając się do końca, zaczęło mi się co nieco rozjaśniać i udało mi się połączyć wszystkie wskazówki.

    "O włos" to książka, która z pewnością przypadnie do gustu fanom Huberta Meyera- podobna konstrukcja, bohaterowie i styl prowadzenia wątków, za to nowe historie i świeża krew- czego chcieć więcej? Ja jestem w pełni usatysfakcjonowana i z przyjemnością sięgnę po kolejną część:)

 

Tytuł: "O włos"
Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: Muza
Data wydania:23.03.2022 r.
Ilość stron: 352
ISBN: 9788328720114

"Projekt Riese"- Remigiusz Mróz

"Projekt Riese"- Remigiusz Mróz

  "Każda naj­mniej­sza de­cy­zja, którą pod­ją­łeś w życiu, do­pro­wa­dzi­ła cię do tego kon­kret­ne­go miej­sca, tu i teraz. Je­żeli pod­jął­byś w którym­kol­wiek mo­men­cie inną, znaj­do­wał­byś się gdzie in­dziej."

   Są książki, które od pierwszych stron wciągają czytelnika w swój świat i już na wstępie wiemy, że przepadliśmy i nie odpuścimy, dopóki nie dotrzemy do ostatniej strony, są takie, które już od samego wstępu męczą i na siłę próbujemy przebrnąć przez nie, by w końcu poddać się po dwustu stronach, wreszcie, są też takie, które czytamy nie wiedząc po co i dlaczego, ale jednak czytamy do końca i właśnie do tej ostatniej kategorii należy dla mnie najnowsza powieść Remigiusza Mroza o jakże chwytliwym tytule "Projekt Riese"

    Na wstępie warto zaznaczyć, że jest to powieść z pogranicza fantasy i science-fiction, więc fani Chyłki i Forsta raczej nie mają tu czego szukać.
    Akcja powieści rozgrywa się na terenie kompleksu Riese- jednego z największych projektów górniczo-budowlanych nazistowskich Niemiec, usytuowanego w Górach Sowich. Po dziś dzień historykom nie udało się ustalić dokładnego przeznaczenia Riese, co postanowił wykorzystać autor, tworząc własną wersję wydarzeń... i się zaczęło. Sam początek zapowiadał się naprawdę obiecująco. Autor zaczął snuć wizje rzeczywistego przeznaczenia nazistowskiego kompleksu i związane z nim tajemnice, co szczerze mówiąc bardzo pobudziło moją ciekawość. Niestety, dalsza część powieści, liczącej prawie pięćset stron, spokojnie mogłaby się zmieścić na pięćdziesięciu...
    Jako, że całość oscyluje wokół tematu, którego nie ma w oficjalnych zapowiedziach, pokuszę się o mały spoiler. Całość powieści poświęcona jest tak naprawdę alternatywnej rzeczywistości. Grupa turystów, w skutek bliżej nieokreślonej anomalii, trafia do równoległej linii czasowej, gdzie spotykają mężczyznę, który od lat przemierza kolejne linie w poszukiwaniu czegoś, co można określić mianem "pierwotnego świata". Wszystko to dzieje się w czasie pandemii covid-19, która dziesiątkuje populację, a w niektórych rzeczywistościach- prowadzi wręcz do całkowitej zagłady. Grupa postanawia znaleźć bardziej rozwiniętą linię czasową, w której uzyskają skuteczne szczepionki na śmiercionośny wariant wirusa.
   
    
Mam spory problem z oceną "Projektu Riese", bo mimo przeczytania książki od deski do deski ciągle nie opuszcza nie wrażenie, że nadal nie mam pojęcia, co autor miał na myśli. Sam pomysł na fabułę wydaje się być dość ciekawy, jednak realizacja pozostawia wiele do życzenia. Grupa przypadkowych turystów podróżuje przez kolejne linie czasowe, pokazując, jak mogłaby wyglądać rzeczywistość, gdyby w swoim czasie podjęto inne decyzje. Osobiście mam wrażenie, że autor próbował nieco sztucznie pobudzić zainteresowanie czytelników, wrzucając do tekstu kilka głośnych nazwisk. 

    Moje odczucia względem książki są bardzo sprzeczne, ale również sama powieść pełna jest sprzeczności. Z jednej strony akcja składa się z naprawdę wielu motywów: jest wątek historyczny, fantastyczny, kryminalny a nawet romantyczny, a tak naprawdę brakuje mi tam konkretów. Dodatkowo, tym co przelało u mnie czarę goryczy było zakończenie, a uściślając- brak puenty. Po przeczytaniu ostatniej strony jedyna myśl jaka przyszła mi do głowy brzmiała mniej więcej: "Aha, czyli to by było na tyle" i mam wrażenie, że w całej książce znalazłabym chociaż 3-4 momenty, w których zakończenie powieści spowodowałoby znacznie silniejszą reakcję czytelnika...
    
    Jednak czegokolwiek by o tej książce nie mówić i ilu wad by nie wymienić, jest w niej coś magnetyzującego, co sprawia, że mimo wszystko chce się czytać dalej i przekonać się, co ostatecznie się wydarzy. Nie ma co ukrywać, że największą zaletą powieści jest niewątpliwie rewelacyjnych warsztat Remigiusza Mroza, który przez lata wypracował swój styl, bo Mroza można lubić lub nie, ale pisać potrafi i tego odebrać mu nie można. Mam wrażenie, że bez względu na treść, czytelnik niemal płynie przez książkę i nawet instrukcja obsługi pralki spod jego pióra byłaby do przeczytania od deski do deski.

    Podsumowując: "Projekt Riese" to absolutnie nie jest książka dla każdego. Myślę, że może spodobać się wąskiemu gronu fanów lekkiego science-fiction. Napisana w świetnym stylu, ale pozostawiająca wiele do życzenia w warstwie fabularnej. Czy żałuję, spędzonego z nią czasu? Nie, bo było to na swój sposób ciekawe doświadczenie. Czy sięgnę po kontynuację jeśli takowa się ukaże? Raczej nie, ale zobaczymy co przyniesie przyszłość. Jedno jest pewne, jeśli wam Mróz kojarzy się jedynie z Chyłką, to zdecydowanie nie jest to lektura dla was.  


Tytuł:"Projekt Riese"
Autor: Remigusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 26.01.2022 r.
Ilość stron: 480
ISBN: 9788381958103

 

    

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...




zBLOGowani.pl

Copyright © 2014 Książkoholiczka94 , Blogger