"Świnia ryje w sieci czyli z pamiętnika hejtera"- PitOut

"Świnia ryje w sieci czyli z pamiętnika hejtera"- PitOut


    

    Zagłębiając się w czeluści internetu, ciężko oprzeć się wrażeniu, że staje się on coraz większym śmietnikiem, pełnym nie tylko bezużytecznych, ale wręcz coraz częściej szkodliwych treści. Oglądanie kolejnych głupot w wykonaniu celebrytów, zaglądanie im do lodówki, portfela, a najchętniej i do sypialni stało się dla wielu najlepszą rozrywką, a kreowanie w social mediach odrealnionego życia- najlepszym sposobem na biznes. Skalę tego absurdu najlepiej widać wśród „idoli” najmłodszych użytkowników portali społecznościach, których działania już dawno przestały być jedynie głupie, a stały się najzwyczajniej w świecie szkodliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak duży wpływ mają na swoją docelową grupę odbiorców.

    Jednak nawet internetowa rozrywka, możne reprezentować sobą „jakiś” poziom i być „smaczna” dla dorosłego człowieka i dziś mam Wam do zaproponowania lekturę, będącą połączeniem literatury z social mediami i jestem bardzo ciekawa, co sądzicie o takim połączeniu.

    PigOut to twórca internetowy, który swoją aktywność rozpoczął w 2015 roku i od tego czasu niezmiennie bawi czytelników obśmiewając kolejne, coraz to większe głupoty w wykonaniu celebrytów, wpadki polityków, ale też komentując wszystko to, co aktualnie jest „na świeczniku” i wydawać by się mogło, że to nic odkrywczego, ot co, kolejna strona bazująca na cudzych wpadkach. A jednak nie do końca, bo w przypadku PigOut'a najistotniejsze jest nie to, o czym pisze, ale w jaki sposób, a styl, zapewniam Was, ma nie do podrobienia. Sarkazm i ironia wręcz wylewają się z jego tekstów, co dla mnie osobiście jest wyjątkowo cenne, bo osobiście jest to dla mnie absolutnie najlepsza forma humoru.

    W 2017 roku wyszedł poza znajome ramy facebookowych publikacji i wydał swoją debiutancką książkę „Świnia ryje w sieci czyli z pamiętnika hejtera”, będącą zbiorem tekstów na przeróżne tematy, od tych światopoglądowych zaczynając, przez popkulturę, aż po własne historie „z życia wzięte” i tak, możemy przeczytać m.in. o wyprzedażowym szaleństwie, telewizyjnych reklamach, przygotowaniach do wesela, walentynkach, postanowieniach noworocznych czy przygodach podczas podróży, a to zaledwie kilka przykładowych tematów, gdyż całość składa się z blisko pięćdziesięciu, krótkich tekstów, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie.

    Wbrew zapowiedziom, książka nie ma nic wspólnego z hejtem, jest to raczej obśmianie rzeczywistości w lekki, zabawny, sarkastyczny sposób, który, patrząc po zasięgach autora, ma całkiem sporą grupę zwolenników i myślę, że również Wam, książka może przypaść do gustu, więc jeśli macie odrobinę dystansu do siebie i świata i szukacie rozrywki- ta książka będzie dla Was idealna.

"Klatka dla niewinnych"- Katarzyna Bonda

"Klatka dla niewinnych"- Katarzyna Bonda

 "Kobiety były miłe, zanim otrzymały prawa wyborcze. Nie miały innego wyjścia. Teraz jesteśmy rzeczowe."


    Kiedy po otrzymaniu czterdziestu trzech ciosów nożem umiera Róża Englot, a skazany za zabójstwo zostaje jej mąż, najbliższym wydaje się, że nic gorszego nie może już spotkać ich rodziny. Nie zdają sobie sprawy, że to co wydarzyło się w 2013 roku to zaledwie preludium do kolejnych wydarzeń, z którymi będą musieli uporać się przez kolejne osiem lat. Bo śmierć nie zawsze oznacza koniec. W tym przypadku śmierć, to dopiero początek...

    Hubert Meyer, po dość długiej przerwie, pojawia się w Warszawie na prośbę Weroniki Rudy, by pomóc w śledztwie w sprawie morderstwa. Po upływie ośmiu lat od śmierci Róży Englot, jej mąż wychodzi na pierwszą przepustkę, spotyka się z teściami i synem w mieszkaniu, w którym zamordował swoją żonę by uporządkować stare sprawy, jednak zebranie przybiera zupełnie odwrotny przebieg, w wyniku czego śmierć ponosi matka Róży- Stasia. Tutejsza prokurator przychyla się do wersji z motywem finansowym, jednak Meyer od początku doszukuje się drugiego dna, które okazuje się bardziej szokujące, niż ktokolwiek wcześniej mógł się spodziewać, a on sam niespodziewanie znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie...

    Katarzyny Bondy nikomu przedstawiać nie trzeba- kiedy lata temu pojawiła się na polskim rynku wydawniczym, niemalże z miejsca została okrzyknięta "Królową polskiego kryminału" i od tego czasu niezmiennie szturmem podbija serca czytelników każdą kolejną książką, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, gdyż powieści autorki wydawane są łącznie w 16 krajach, a na podstawie "Lampionów" z serii "Cztery żywioły Saszy Załuskiej" powstał serial z Magdaleną Boczarską w roli głównej, który możecie obejrzeć w TVN oraz na Playerze. 
    Teraz Bonda powróciła do swojej debiutanckiej serii z Hubertem Meyerem i tak oto otrzymaliśmy piątą już część przygód słynnego profilera o jakże znamiennym tytule "Klatka dla niewinnych".

    Zdaję sobie sprawę, że dla większości fanów autorki najlepszą serią są "Cztery Żywoły...", jednak osobiście jestem zwolenniczą Huberta Meyera, od którego zaczęłam swoją przygodę z książkami Katarzyny Bondy i jest to zdecydowanie mój ulubiony cykl, jednak to, co otrzymujemy w "Klatce..." wymyka się wszelkim schematom i absolutnie rozkłada czytelnika na łopatki. To pierwsza książka, w której Hubert jest tak bardzo osobiście zaangażowany w sprawę i chyba właśnie to sprawia, że na część jest tak wyjątkowa. 
    Autorka zawiesiła sobie bardzo wysoko poprzeczkę: połączyła ogromną ilość bohaterów, z całą masą wątków, tropów i motywów, by ostatecznie obrócić wszystko o sto osiemdziesiąt stopni, a wszystko to utrzymane, wbrew pozorom w dość lekkiej stylistyce, która nie wymaga od czytelnika nadmiernego skupienia i sprawia, że książkę spokojnie można spakować do wakacyjnej walizki i spędzić z nią przyjemnie czas na leżaku- wydaje się niemożliwe? Cóż zapewne większość niedoświadczonych autorów koncertowo wyłożyłaby się na takim połączeniu, jednak Katarzyna Bonda doskonale wiedziała co robi i jaki efekt chce uzyskać i wyszło jej do perfekcyjnie. Dla mnie osobiście, to chyba najlepsza ze wszystkich książek autorki, jakie czytałam: Wciągająca historia pełna zwrotów akcji, skomplikowana, zawiła sprawa i nieprzewidywalne zakończenie- czy można chcieć więcej? Owszem można, bo zarówno ta, jak i wcześniejsze części serii nie byłby takie same, gdyby nie bohaterowie, których autorka kreuje w dość specyficzny sposób. Zazwyczaj im więcej jest postaci, tym bardziej są one płytkie, bo ciężko z równym zaangażowaniem skupić się na każdym bohaterze, jednak Katarzyna Bonda potrafi sprawić, że każda postać sprawia wrażenie uszytej na miarę, z dbałością o najdrobniejsze detale, z wykreowaną nie tylko osobowością ale wręcz duszą.

    Jedyny element, do którego mogę się delikatnie doczepić to fakt, że dla mnie niektóre wątki mogłyby zostać dokładniej opisane w zakończeniu. Osobiście nie lubię otwartych zakończeń, niewyjaśnionych wątków, a tutaj mam wrażenie, że epilog został nieco spłycony w stosunku co całości i autorka mogła poświęcić poszczególnym bohaterom nieco więcej uwagi. 

    "Klatka dla niewinnych" to powieść, jakiej w dorobku autorki jeszcze nie było, bardzo duże zróżnicowanie wątków i motywów, emocjonalne zaangażowanie śledczych i uwikłanie Meyera w zbrodnie sprawiają, że od książki dosłownie nie można się oderwać. Katarzyna Bonda zafundowała czytelnikom prawdziwy emocjonalny rollercoaster, jakby powiedział Hitchcock: "Najpierw było trzęsienie ziemi, a później napięcie rosło" i szczerze mówiąc nie jestem w stanie sobie wyobrazić, w jaki sposób autorka mogłaby to przebić przy kolejnej powieści...


Tytuł: "Klatka dla niewinnych"
Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: MUZA
Data premiery: 28.07.2021r. 
Ilość stron: 448
ISBN: 
9788328717558



"Oczy Adrianny"- Danka Braun

"Oczy Adrianny"- Danka Braun

  

     Adrianna i Karolina-  dwie siostry różniące się niczym ogień i woda. Karolina- klasyczna piękność, która równie szybko przyciąga mężczyzn uwodzicielską urodą, co odstrasza ciężkim charakterem- krnąbrna, arogancka, często patrząca na innych z wyższością stanowi zupełne przeciwieństwo swojej młodszej siostry- Adrianny, która dla odmiany mimo zwyczajnej, nierzucającej się w oczy aparycji, przyciągała ludzi radosnym usposobieniem, uśmiechem na twarzy i ogólną życzliwością.  Dodatkowo sytuację rodzinną komplikuje fakt, że obie siostry zakochały się, w tym samym mężczyźnie- Mateuszu, szkolnym koledze Karoliny, który to jednak zainteresował się Adą i to z nią przez lata układał sobie życie.
    Młodzi, zakochani, z planami na przyszłość- ich życie przez kilka lat przypominało istną sielankę, jednak wszystko, co dobre kiedyś się kończy i ich szczęście również zostało przerwane w najmniej oczekiwanym momencie- tuż przed ślubem mieli wypadek, w wyniku którego Ada straciła wzrok, a co za tym idzie- szansę na wykonanie upragnionego zawodu- stomatologa i miłość życia... gdyż Mateusz nie uniósł ciążącej na nim odpowiedzialności i za namową matki, zerwał zaręczyny, co kompletnie rozbiło dziewczynę i skłoniło do podjęcia najbardziej dramatycznej decyzji...

    Ponownie spotykamy dziewczyny po sześciu latach od tragicznych wydarzeń, które na zawsze odmieniły życie całej rodziny. Adrianna po początkowym załamaniu otrząsnęła się i stanęła na nogi, zaczęła pracę jako masażystka, kończy studia i na wszelką cenę stara się udowodnić światu własną samodzielność, z kolei Karolina odrobiła lekcję empatii i stała się największym wsparciem dla swojej siostry. Tymczasem Ada rozwija swoje zainteresowana, poznaje nowych ludzi i kiedy jej życie na nowo nabiera barw, niespodziewanie na drodze sióstr ponownie staje Mateusz. Tylko, czy po tylu latach ciszy i wielu wyrządzonych krzywdach da się jeszcze naprawić dawne relacje? 

    "Oczy Adrianny" to kolejna już powieść Danki Braun i jeśli mam być szczera jedna z najbardziej zaskakujących w całym dorobku autorki. Tym razem spotykamy zupełnie nowych bohaterów, choć pojawia się też znany czytelnikom z wcześniejszych powieści- Mirek Filer, który mimo zawieszenia działalności detektywistycznej ponownie postanawia uruchomić swój śledczy zmysł, by dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w otoczeniu sióstr Wysockich, jednak tym razem to ani toczące się prywatne śledztwo, ani nawet jego rezultat nie będą stanowić clou powieści, gdyż temat jest dużo głębszy i bardziej rozbudowany. Autorka postanowiła tym razem wytoczyć najcięższe działa i oprócz warstwy rozrywkowej porusza również dużo poważniejsze tematy, które w literaturze kobiecej często stanowią swojego rodzaju samoistne tabu: permanentna rywalizacja i zazdrość sióstr, niedojrzałość partnera w obliczu wypadku, kiedy to w większości podobnych powieści zapewne mężczyzna przedstawiony byłby jako rycerz w srebrnej zbroi, stający na wysokości zadania i trwający dzielnie przy wybrance swojego serca wbrew wszelkim przeciwnością losu aż w końcu bardzo dojrzały i przemyślany wątek romantyczny wiecznego "Piotrusia Pana" z osobą ociemniałą, bez sztucznej idealizacji. 

    To za co bardzo cenię sobie autorkę to jej cudowna skłonność do autentyzmu, która we współczesnej, polskiej literaturze kobiecej jest prawdziwą rzadkością. Zazwyczaj wątki romantyczne mają bardzo konkretny schemat: Jest główna bohaterka- zazwyczaj szara myszka, o gołębim sercu i dwóch mężczyzn "ten zły"- będący złym do szpiku kości, niemający żadnych pozytywnych cech i "ten dobry"- rycerz w srebrnej zbroi, chodzący ideał, pozbawiony, jakiejkolwiek, choćby najmniejszej skazy...  Danka Braun, w swoich powieściach zrywa z tym odrealnionym schematem i kreuje swoich bohaterów na prawdziwych ludzi, z krwi i kości, gdzie każdy z nich ma swoje mocne i słabe strony, wady i zalety, podejmuje błędne, niezrozumiałe z perspektywy czytelnika decyzje, ale potrafi też twardo stąpać po ziemi i pokazać się z najlepszej strony i dotyczy to absolutnie każdego, zarówno główna bohaterka, jak i czarny charakter mają swoje lepsze i gorsze chwile i potrafią pokazać się zarówno z najlepszej jak i najgorszej strony, dzięki czemu całość zyskuje do bardziej realistyczny charakter, a czytelnik może  naprawdę utożsamić się z bohaterami, nie mając przy tym poczucia, że nie jest wystarczająco idealny...

    Niezwykle przypadł mi do gustu motyw niepełnosprawności głównej bohaterki i to, w jaki sposób autorka pokierowała jej wątkiem- nie uciekając od tematu, pokazując problemy dnia codziennego osoby ociemniałej, sytuacje, z którymi musi się mierzyć i psychologiczne aspekty związane z utratą wzroku w dorosłym życiu. 

    "Oczy Adrianny" to niezwykle wciągająca powieść pełna niespodziewanych zwrotów akcji- momentami bawi, momentami wzrusza, powoduje radość i złość, a przede wszystkim zmusza do refleksji- i chyba właśnie to jest najcenniejsze- jeżeli autorowi, przez literaturę rozrywkową, udaje się poruczyć w czytelnikowi tę czułą strunę i sprawić, że ten zaczyna zastanawiać się nad otaczającym go światem, to jest to niewątpliwy sukces autora i życzyłabym sobie i czytelnikom jak najwięcej takich książek. Danka Braun po raz kolejny pokazała, że nadal jest w świetnej formie i ciągle potrafi wciągnąć czytelnika w wykreowany przez siebie świat, do tego stopnia, że zbliżając się do ostatnich stron, naprawdę nie chce się opuszczać tej literackiej przestrzeni na rzecz świata rzeczywistego i cóż więcej mogę Wam powiedzieć? Chyba tylko tyle, że na waszym miejscu już teraz biegłabym do księgarni lub biblioteki, a mi tymczasem nie zostaje nic innego jak tylko czekać na kolejną powieść autorki...


Tytuł: "Oczy Adrianny"
Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 17.03.2021 r.
Ilość stron: 398
ISBN: 978-83-66473-35-5


 

 

 

 

"Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów"- Marek Rybarczyk

"Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów"- Marek Rybarczyk

 "Gdyby ktoś teraz malował obraz brytyjskiej rodziny królewskiej, zapewne postacie "buntowniczek", Diany i Meghan, umieściłby gdzieś na dalekim planie, w rogu. Centralne miejsce zajęliby Elżbieta, Filip i gromadka ich mniej lub bardziej grzesznych dzieci i wnuków. Byłby to obraz fałszywy, jak wszystkie dzieła malowane od setek lat na zamówienie dworów Europy. Bo to właśnie Diana i Meghan zagrały główne role w tej opowieści. To one bezpowrotnie zmieniły jej bieg, aż do obecnego zmierzchu świata Windsorów."

 


    Brytyjska rodzina królewska od zawsze znajdowała się w centrum zainteresowania maluczkich zjadaczy chleba. Podobnie jak dziś, ludzie śledzą poczynania gwiazd szklanego ekranu, tak już dekady temu, powszechne zainteresowanie budziło to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami pałacu Windsor. Nawet dziś, w trzeciej dekadzie XXI wieku, monarchia, która w zasadzie nie ma już żadnej realnej władzy, cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, a przedstawiciele rodziny królewskiej, niczym najwięksi celebryci, regularnie pojawiają się na portalach plotkarskich na całym świecie, a każde ich wyjście jest szeroko komentowane, przez wnikliwych obserwatorów, którym nie umknie żadna, nawet najdrobniejsza wpadka.

    Jak to możliwe, że w nowoczesnym, pędzącym świecie, nadal interesuje nas tak archaistyczny twór, jakim jest brytyjska monarchia i jak w rzeczywistości funkcjonuje? O tym przekonacie się, sięgając po najnowszą książkę Marka Rybarczyka- "Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów". 

    Marek Rybarczyk to dziennikarz i znawca kultury brytyjskiej, a także autor kilku poczytnych książek poświęconych rodzinie królewskiej, jednak dla mnie było to pierwsze spotkanie z jego twórczością i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.
    Początkowo nie byłam przekonana, czy jest to lektura dla mnie. Nigdy nie byłam fanką monarchii brytyjskiej- zawsze wydała mi się zbyt sztywna i sztuczna jak na współczesne realia, dodatkowo literatura faktu, nigdy nie była moim ulubionym gatunkiem, jednak patrząc na pozytywne recenzje, wcześniejszych publikacji autora- postanowiłam spróbować i nie żałuję.

    W najnowszej książce Marek Rybarczyk skupia się na przedstawieniu historii małżeństwa Elżbiety i Filipa z dość wyraźnym zaznaczeniem okoliczności wstąpienia na kron Elżbiety i panujących wówczas nastrojów społecznych. Mamy okazję poznać bliżej burzliwe życie księcia Filipa i usilne starania królowej o zachowanie odpowiedniego statusu rodziny. Elżbieta od początku była zafascynowana królową Wiktorią i w taki też sposób chciała prowadzić monarchię, zapomniała jedynie o jednym drobiazgu- świat idzie do przodu i przy takim rozwoju cywilizacji, próba zachowania dziewiętnastowiecznych wzorców musiała skończyć się porażką. I w dużej mierze tak się stało. Mimo że, z biegiem czasu, królowa zaczęła łagodnieć i zgadzać się na pewne ustępstwa, to każdy krok do przodu, w stronę współczesności, był jej prywatną porażką, do tego stopnia, że dla utrzymania pozorów, poświęciła szczęście zarówno własne, jak i swoich najbliższych byle tylko zachować "dobre imię monarchii". Gdyby nie jej upór, losy wielu członków rodziny królewskiej zapewne potoczyłoby się zupełnie inaczej.

    Kolejnymi przełomowymi momentami, który
m, autor poświęca uwagę, są pojawienie się w rodzinie królewskiej Diany, a później Meghan. Obie księżne szturmem wkroczyły, w szeregi Windsorów zwracając na siebie uwagę całego świata, a jednocześnie przyprawiając o ból głowy królową Elżbietę. Krnąbrne księżne, mające własne zdanie- to nie były wymarzone kandydatki na członkinie rodziny królewskiej i w przypadku każdej z nich Elżbieta jasno dała im do zrozumienia, gdzie jest ich miejsce, nie przewidziała jednak, że ani Diana, ani Meghan nie zamierzają poświęcać własnego życia, by realizować wizję monarchini, która od początku była sprzeczna z ich własnym światopoglądem i osobiście wcale mnie to nie dziwi...

    Marek Rybarczyk w bardzo obrazowy i ciekawy, sposób przedstawia losy najpopularniejszej monarchii świata. Jego wnikliwe analizy robią wrażenie na czytelnikach i sprawiają, że nawet taki ignorant jak ja, może zacząć się żywo interesować tym, co dzieje się wokół rodziny Windsorów. Chociaż moje zdanie na temat samej królowej nie uległo zmianie, wręcz przeciwnie- nadal uważam, że obejmując tron jako młodziutka kobieta, zainspirowana rządami swojej babci, narzuciła sobie bardzo rygorystyczną dyscyplinę i poświęciła własne szczęście dla dobra monarchii i cóż, to był jej wybór, jednak problemy pojawiły się, gdy tego samego zaczęła wymagać od swoich bliskich, a zmuszając młodych ludzi, by żyli zgodnie z dziewiętnastowiecznymi standardami, musiało skończyć się źle. I tak też się stało, jej pierworodny syn przez większość życia musiał ukrywać się z uczuciami do ukochanej kobiety, tylko dlatego, że w ocenie jego matki nie była wystarczająco dobra dla monarchii, w rezultacie pchnęła go w ramiona młodziutkiej Diany, którą ostatecznie doprowadzili na skraj załamania, a jak skończyła się jej historia, wszyscy wiemy... W teorii wydawałoby się, że śmierć Diany, powinna dać Królowej do myślenia, ale jak widać, nic takiego się nie stało. Jedynym "ustępstwem" z jej strony była zgoda na ślub Harrego i Meghan. Ciemnoskóra rozwódka zza oceanu, a do tego aktorka i aktywistka- tego w rodzinie królewskiej jeszcze nie było. I kiedy wszyscy zacierali ręce, wieszcząc prawdziwą rewolucję i mając nadzieję, że nowa księżna wprowadzi Windsorów w XXI wiek, Elżbieta powiedziała "dość". Meghan na wyglądać skromnie, zgodnie z protokołem, nie wypowiadać się publicznie, nie wyrażać własnych opinii, a jedynie uczestniczyć w wydarzeniach, na które zostanie wysłana przez Pałac i ładnie się uśmiechać. I początkowo tak nawet było, jednak na dłuższą metę to się nie mogło udać. Meghan zaczęła się dusić w rodzinie królewskiej, dodatkowo fala hejtu, jaka wylewała się na nią przy każdej okazji- załamała ją, a Harry, postanowił zrobić wszystko, by żona nie podzieliła losów jego matki i takim oto sposobem, Królowa "niechcący" pozbyła się z rodziny swojego ukochanego wnuka, który postanowił porzucić deszczową Anglię na rzecz słonecznej Kalifornii. 

     W swojej książce autor postanowił również pokusić się o rozważania, co stanie się z monarchią po odejściu Królowej, co biorąc pod uwagę sędziwy wiek monarchini, jest nieuniknione. Często publicyści mówią, że po odejściu Elżbiety monarchia nie będzie już taka sama. Cóż, na pewno nie, ale daleka jestem od stwierdzenia, że "monarchia chyli się ku upadkowi", wręcz przeciwnie- uważam, że po przejęciu korony przez Karola lub Williama nastąpić może nowe rozdanie, wszystko zależy jedynie od tego, czy będą chcieli otworzyć się na ludzi i w pełni wejść w XXI wiek, więc nie żegnajmy tak szybko rodziny Windsorów, bo moim zdaniem, oni wcale nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa...

 

Tytuł: "Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów"
Autor: Marek Rybarczyk
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 17.03.2021r.
Ilość stron: 336
ISBN: 978-83-287-1584-4    

 

""Apokalipsy według Joanny"- Anna Robak-Reczek

""Apokalipsy według Joanny"- Anna Robak-Reczek

    


    Koniec świata. Czyż nie brzmi donośnie? Cóż, apokalipsa zawsze działała na wyobraźnię. Co kilka lat pojawiają się nowe teorie spiskowe dotyczące kolejnej, tym razem w 100% pewnej daty końca świata (wszak wszystkie wcześniejsze, "pewne" daty, były tylko takim drobnym żarcikiem, czy też błędem przy obliczeniach, ale teraz to już na pewno koniec). A skoro apokalipsa już lada moment, to wypadałoby się do niej przygotować, więc przy każdym następnym "końcu świata", kolejni ludzie zasilają grono preppersów, by być przygotowanymi na każdą ewentualność. Ale co, jeśli koniec świata już był? I to nie raz czy dwa? Co jeśli apokalipsa to nie, wielki wybuch zmiatający wszystko z powierzchni ziemi, a w rzeczywistości każdy z nas przeżywa swój własny, indywidualny koniec świata? Jeśli wydaje Wam się, że postradałam zmysły, to zdecydowanie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Anny Robak-Reczek, a jakże intrygującym tytule: "Apokalipsy według Joanny".

    Joanna to dorosła kobieta- matka, żona, córka, zmagająca się z problemami życia codziennego jak każdy z nas- raz z większymi, raz z mniejszymi- jak to w życiu bywa. Jednak w pewnym momencie dochodzi do ściany: codzienność zaczyna ją przytłaczać, odczuwa lęki, których nie potrafi pokonać, dodatkowo śledząc bieżące wydarzenia, nabiera przekonania, że zbliża się koniec świata i przerażona tą perspektywą, postanawia przygotować się na nadchodzącą apokalipsę: Śledzi grupy preppersów, gromadzi zapasy i przygotowuje schronienie dla rodziny w odziedziczonym po rodzicach, domku w lesie. Jednak przygotowania nie przynoszą jej upragnionej ulgi. Wręcz przeciwnie: z każdym kolejnym dniem, kobieta coraz bardziej zamyka się w sobie i staje się coraz bardziej samotna we własnym domu. Dzieci dorastają i zaczynają żyć własnym życiem, mąż przeżywa drugą młodość i korzysta z uroków świata, a w Joannie, z każdym kolejnym dniem, umiera chęć do życia i do walki. Aż w końcu dochodzi do momentu, kiedy zupełnie się poddaje: Nie wychodzi z domu, nie je, nie śpi. Przeżywa swój własny, prywatny koniec świata. Jednak każdy koniec, jest jednocześnie początkiem i tu z pomocą Joannie przychodzi Thijs- partner jej zmarłego brata, który na nowo budzi w niej chęci do życia i walki...

    Długo zastanawiałam się, co powinnam powiedzieć Wam, o tej powieści i szczerze mówiąc, nawet w momencie, w którym to piszę, nie mam co do tego pewności. To, co z całą pewnością mogę Wam powiedzieć, to że ta powieść, wbrew pozorom wcale nie jest tak lekka, na jaką by się zapowiadała. Nie jest to wcale zabawna historia, z akcją pędzącą w zawrotnym tempie. Wręcz przeciwnie: To raczej spokojna powieść, o dość leniwym tempie, wymagająca odrobiny skupienia i refleksji, która pozwala człowiekowi zatrzymać się na chwilę i spojrzeć z perspektywy na otaczający nas świat i ludzi, obudzić w sobie, pokłady empatii, o jakie sami sobie byście nie podejrzewali i pomyśleć ciepło o osobach, o których dotychczas nie mieliście najlepszego zdania. Bo każdy przechodzeń, nielubiany współpracownik, sąsiad czy koleżanka, ma własne zmartwienia, o których my sami nie mamy pojęcia.

    „Apokalipsy według Joanny” to pozornie prosta, lekka powieść, o mocnym, drugim dnie, którego początkowo zupełnie się nie spodziewałam. To historia zmuszająca do refleksji, poruszająca czułe struny ludzkiej wrażliwości i sprawiająca, że choć przez chwilę potrafimy spojrzeć na drugiego człowieka z pewną empatią, bez oceniania i pretensji, bo to, że czyjeś problemy wydają nam się błahe, nie znaczy, że takie są dla drugiej osoby. Każdy z nas dostaje taki ciężar, jaki jest w stanie unieść, dlatego czasem warto powstrzymać się od niewybrednych komentarzy i ocen, bo być może ktoś właśnie przeżywa swój własny, prywatny koniec świata...

 

Tytuł: "Apokalipsy według Joanny"
Autor: anna Robak-Reczek
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 01.03.2021r.
Ilość stron: 303
ISBN: 978-83-66332-42-3


Inne książki autorki:
"Odzyskanie"- >recenzja<

"Obudź się Kopciuszku"- Natalia Sońska

"Obudź się Kopciuszku"- Natalia Sońska

 "Zza najcięższych chmur również można dostrzec słońce, a nawet jeśli towarzyszy mu rzęsisty deszcz, zawsze pozostaje barwna, pocieszająca tęcza. Trzeba tylko chcieć ją zauważyć."



    Listopadowy klimat w tym roku jakoś nie nastawia szczególnie pozytywnie. Złota jesień odchodzi w zapomnienie, a na śnieżną zimę jeszcze też się nie zapowiada, więc trwamy w tej szarówce gdzieś między jednym a drugim, słuchając w międzyczasie o nowych zachorowaniach, zgonach i obostrzeniach. Cóż, nie jest to aura szczególnie sprzyjająca dobremu nastrojowi, więc przydałoby się, chociaż sięgnąć po nieco podnoszącą na duchu lekturę. I tak oto sięgnęłam po książkę "Obudź się Kopciuszku" Natalii Sońskiej.

Alicja to młoda, jednak doświadczona przez życie lekarka, o spokojnym usposobieniu i stroniąca od ludzi. Ma co prawda grupkę przyjaciół, z którymi zna się jeszcze z czasów szkolnych i szybko zdobywa sympatię nowo poznanych osób, jednak sama stroni od zawierania znajomości, dlatego też z nieskrywaną niechęcią przyjmuje do wiadomości pomysł swoich przyjaciół, by przywitać Nowy Rok w Zakopanem. Huczna impreza i cała masa turystów to ostatnie, o czym marzyła Alicja, jednak sytuacja zmienia się, gdy podczas sylwestrowej nocy kobieta poznaje Michała- przystojnego ratownika TOPR, przy którym czuje się zadziwiająco dobrze i swobodnie. I zapewne tutaj powinno pojawić się "zakochali się od pierwszego wejrzenia i żyli długo i szczęśliwie". Nie, nie tym razem. Bo Alicja to nie jest typowa bohaterka powieści obyczajowych. To kobieta o bardzo skomplikowanej psychice, borykająca się z demonami przeszłości, bojąca się wszystkiego, co nieznanie i będąca mistrzynią ucieczek, jednak mimo tak skomplikowanej osobowości głównej bohaterki z olbrzymią przyjemnością śledziłam jej przemianę, kiedy to z zamkniętej w sobie, otoczonej niewidzialnym murem samotnicy rozkwita i staje się pewną siebie i szczęśliwą kobietą.

O Natalii Sońskiej głośno jest od dawna i już jakiś czas temu miałam ochotę zapoznać się z jej twórczością, ale ciągle coś stawało mi na drodze, tak więc "Obudź się Kopciuszku" jest pierwszą pozycją, z dorobku autorki, po którą sięgnęłam i jak szybko po nią sięgnęłam, tak szybko pożałowałam... pożałowałam, że tak późno się na to zdecydowałam, bo absolutnie przepadłam! Historia wykreowana przez autorkę jest najzwyczajniej w świecie piękna. Sielskie górskie pejzaże, świąteczny klimat w najlepszym tego słowa znaczeniu, wartościowy bohaterowie i ciepło serc unoszące się w powietrzu. Bo nie jest to książka jedynie o miłości. To również historia prawdziwej przyjaźni, która potrafi potrząsnąć człowiekiem i postawić go na nogi, kiedy on sam robi wszystko, by zrujnować własne życie, to również historia o często trudnych relacjach rodzinnych i o wybaczeniu, o tym, że żyjąc przeszłością i rozdrapując stare rany, nigdy nie uda nam się znaleźć upragnionego szczęścia, bo czasami trzeba wyjść ze swojej bezpiecznej, bo znanej, strefy komfortu i odważyć się żyć- Tak naprawdę, pełną piersią, z wiarą w samego siebie i we własne szczęście.

Przyznam się szczerze, że sięgając po "Obudź się Kopciuszku" najbardziej zaintrygował mnie tytuł. Cóż, nie ma co ukrywać jestem "typową babą" i wszelkie baśniowe nawiązania działają na moją wyobraźnię, ale to w jaki sposób, autorka nawiązała treścią do tytułu to naprawdę mistrzostwo świata i sama do siebie śmiałam się pod nosem, czytając te fragmenty. Więcej zdradzić Wam nie mogę, ale zapewniam Was, że dawno nie miałam do czynienia z tak trafnym tytułem.

"Obudź się Kopciuszku" to pełna świątecznej magii, nastrojowa, powieść, mająca w sobie to coś, co absolutnie urzeka czytelnika i sprawia, że książkę pochłonęłam w jeden wieczór, a podczas lektury uśmiech niemal nie schodził mi z twarzy i wcale nie była to kwestia humoru, a raczej tego, że powieść jest po prostu piękna i sprawia, że człowiekowi naprawdę robi się ciepło na sercu... Czyli idealna na obecne czasy.


Tytuł: "Obudź się Kopciuszku"
Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 09.11.2016 r. 
Ilość stron: 320
ISBN: 9788379765287

"Lato koloru wiśni", "Zima koloru turkusu"- Carina Bartsch

"Lato koloru wiśni", "Zima koloru turkusu"- Carina Bartsch

 

    Dziś mam dla Was recenzję, jakiej jeszcze nigdy dla Was nie pisałam, a mianowicie recenzję serii. Dotychczas, zawsze każdy tom recenzowałam dla Was oddzielnie, jednak stwierdziłam, że książki, które chcę Wam zaprezentować, są zbyt ściśle związane ze sobą, więc nie byłoby najmniejszego sensu pisać dwóch recenzji, które byłyby niemalże identyczne. W końcu nie o ilość tutaj chodzi...

    Emely i Elyas znają się od dziecka, jednak zbieg niefortunnych wydarzeń i nieporozumień sprawił, że nie mieli ze sobą kontaktu od blisko ośmiu lat. Pech chciał, że oboje studiują w Berlinie, a do mieszkania chłopaka wprowadza się Alex- jego siostra, będąca jednocześnie najlepszą przyjaciółką Emily. Myślicie, że sytuacja nie może już być bardziej zagmatwana- owszem może, a to za sprawą faktu, że Alex zakochuje się w najlepszym przyjacielu swojego brata i nie wiedząc, jak rozwinąć znajomości, nieświadomie męczy zarówno Emely jak i Elyasa zmuszając ich to spędzenia wspólnie czasu, co szybko zmienia się w swego rodzaju wyrachowaną grę z ich strony, w której każde próbuje udowodnić swoją wyższość, jednak uczucia i emocje mają do to siebie, że nawet uśpione w najskrytszych zakamarkach duszy, łatwo dają się zbudzić, a od nienawiści do miłości droga bywa znacznie krótsza, niż można to sobie wyobrazić...

    „Lato koloru wiśni” i „Zima koloru turkusu” to dwutomowa seria autorstwa Cariny Bartsch utrzymana w konwencji new adults, jednak bohaterowie nie są nastolatkami, a studentami mającymi 24-25 lat, więc również ich perspektywa nie jest tak naiwna, jak bywa to często w podobnych powieściach. Dodatkowo zawsze cieszę się, kiedy bohaterowie są w przybliżonym do mnie wieku, gdyż podobnych powieści jest naprawdę niewiele.

    Największą zaletą serii i elementem, który absolutnie „robi robotę” jest kreacja bohaterów, dawno nie spotkałam postaci, które aż tak bym uwielbiała. Emely to absolutnie mój typ człowieka- sarkastyczna, złośliwa, niezdarna, a jednocześnie bardzo uczuciowa, natomiast Elyas... ach Elyas to po prostu Elyas, tego nie da się streścić w dwóch zdaniach. Początkowo pozujący na typ bad boy'a, z czasem odsłania się coraz bardziej i pokazuje swoje prawdziwe oblicze, cóż jeżeli wyobrazicie sobie współczesnego księcia na białym koniu- to właśnie byłby Elyas.

    Dużym atutem powieści jest zawarta w nim spora dawka humory, zarówno sytuacyjnego, jak i słownego, który idealnie uderzył w moje gusta i sprawiał, że co chwilę śmiałam się pod nosem.

    Jeśli czytacie mój opis i zastanawiacie się: „Ot kolejne naiwne romansidło, i co w tym takiego?” to powiem Wam szczerze: Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia, co takiego mają w sobie te książki, że nie mogłam się od nich oderwać i byłam absolutnie zafascynowana. Owszem jest to „romansidło”, chociaż nie tylko, bo znajdziecie tam również cięższe tematy, jednak nie oszukujmy się- główny wątek stanowi historia miłosna i to jej w większość poświęcona jest akcja, jednak Carina Bartsch sprawiła, że obie książki mają w sobie „to coś”, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie oderwać się od nich i absolutnie wsiąkamy w akcję, przeżywając każdy, najdrobniejszy jej zwrot.

    „Lato koloru wiśni” i „Zima koloru turkusu” to powieści, które mają w sobie magię nie do opisania. Pozornie ich akcja wydaje się być raczej prosta i oczywista, nieodbiegająca od podobnych przedstawicieli tego samego gatunku, a jednak potrafią zaczarować i sprawić, że niczym zahipnotyzowani kroczymy za bohaterami ulicami Berlina i przeżywamy wszystkie wydarzenia, emocjonujemy się, wzruszamy i denerwujemy razem z nimi i chyba właśnie na tym polega piękno literatury kobiecej- że wśród tysięcy podobnych powieści znajdzie się ta jedna, niepozorna, która potrafi chwycić czytelnika za serce i tak właśnie jest z tą serią...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...




zBLOGowani.pl

Copyright © 2014 Książkoholiczka94 , Blogger