"Morderstwo przy drodze krajowej 94"- Danka Braun

"Morderstwo przy drodze krajowej 94"- Danka Braun

"-Wiesz jakie jest lekarstwo na miłość od pierwszego wejrzenia? Spojrzeć drugi raz."

Tytuł: "Morderstwo przy drodze krajowej 94"
Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 07.11.2018r.
Ilość stron: 346
ISBN: 978-83-65897-47-3
     Dawno nie było tutaj Danki Braun, prawda? A no dawno, bo poprzednia książka autorki miała premierę prawie pół roku temu, a to oznacza, że czas na coś nowego! I coś nowego otrzymaliśmy. Zupełnie nowego, gdyż autorka postanowiła rozpocząć nową serię powieści obyczajowo-kryminalnych z Mirkiem Filerem w roli głównej. 

     Mirek Filer to prywatny detektywy, który nie cieszy się raczej wielką sławą, a jego najczęstszym zajęciem jest tropienie niewiernych małżonków, aż do czasu kiedy zostaje aresztowany jego księgowy- Leszek Szajna. Mężczyzna jest podejrzany o morderstwo gwałciciela- Kazimierza Kropa, który przed trzydziestoma laty zabił jego matkę. Żona Szajny, przekonana o jego niewinności, prosi Filera o pomoc w oczyszczeniu męża z zarzutów. 
     Mirek rozpoczyna własne śledztwo i odkrywa, że chętnych by pozbyć się  Kropa było znacznie więcej: Rodzina, która przeszła przez niego piekło, zgwałcone przez niego w przeszłości kobiety oraz ich najbliżsi, a także koledzy spod celi. Gdzie by się nie obejrzeć, ciężko spotkać kogoś, kto dobrze życzył Kropowi, a jak wiadomo chęć zemsty to jeden z najpopularniejszych motywów zbrodni... W śledztwie mężczyźnie pomaga Tadeusz Milewicz- emerytowany policjant, który przed trzema dekadami prowadził sprawę Kropa. Kto tak naprawdę ma krew na rękach? Tego Wam nie zdradzę, ale jedno jest pewne: Takiego rozwiązania zagadki, z pewnością się nie spodziewacie. 

     Nie jest żadną tajemnicą, że jestem absolutną fanką Danki Braun, ale muszę przyznać, że kiedy okazało się, że nowa książka, nie będzie kontynuacją losów rodziny Orłowskich, a początkiem nowej serii- trochę się zaniepokoiłam.Bo jak to tak- Danka Braun bez Orłowskich? Ale cóż... autorka może zmieniła bohaterów, ale zachowała swój charakterystyczny styl prowadzenia akcji, lekkość pióra i jak zawsze niebanalny pomysł na fabułę, jedyne czego mi zabrakło to tak charakterystycznego dla Danki Braun poczucia humoru, które uwielbiam, a którego tutaj było wyjątkowo mało. 
     Znalazłam też jeden aspekt wspólny dla obu serii, a mianowicie postawa Mirka Filera bardzo przypomina mi zachowania Roberta Orłowskiego i niestety obaj drażnią mnie w równym stopniu (chociaż chyba detektyw nawet bardziej, gdyż do Roberta jednak czułam większą sympatię), niemniej jednak obaj mają zapędy szowinistyczne, a ich kobiety tak naprawdę pełnią funkcję ich służących, co okropnie mnie denerwowało. Mam wrażenie, że Mirek to taki "Piotruś Pan", na dodatek z dwoma lewymi rękoma i absolutnym hitem są tutaj opisy poranków, kiedy to jego kobieta, która wychodzi do pracy na długo przed tym, zanim królewicz w ogóle wstanie z łóżka musi zostawić mu przygotowane śniadanie. Ba! Nawet torebkę herbaty mu wkłada do kubka, żeby jaśnie Pan się nie przemęczył. I tak sobie myślę, że mimo że jest on głównym bohaterem powieści to naprawdę ciężko go lubić. Zdecydowanie wolałam Marka Bieglera, który wyjaśniał kryminalne zagadki w sadze o rodzinie Orłowskich. Tutaj najbardziej zdecydowanie polubiłam Magdę, która wydaje się być zwyczajnie dobrą, troskliwą osobą, choć drażniła mnie jej naiwność i to, jak daje się wykorzystywać, ale ostatecznie pokazała swój charakter. 

      "Morderstwo przy drodze krajowej 94" to powieść inspirowana prawdziwą historią jaka miała miejsce w rodzinie autorki. Danka Braun po raz kolejny wzniosła się na wyżyny literackiego kunsztu łącząc fakty z fikcją literacką i jak zawsze jest niezawodna. To powieść, która wciąga czytelnika w wir zawiłych intryg i relacji, pokazuje prawdę o ludzkich wadach i słabościach, a przede wszystkim zaskakuje. Każda kolejna strona to nowy wątek, nowy motyw i ludzki dramat, których sprawca jest jeden- Kazimierz Krop. Polecam Wam tę lekturę z całego serca, bo zdecydowanie jest warta zarwanej nocy, a zakończenie wbije Was w fotel. 

PS: Co nie zmienia faktu, że nadal nie mogę się doczekać, aż autorka wróci do rodziny Orłowskich;)
"Nie ma nieba"- Jolanta Kosowska

"Nie ma nieba"- Jolanta Kosowska

"Kościoły to puste atrapy, w których nie mieszka nikt, a już na pewno nikt, kto nas kocha. Jak wytłumaczyć miłością te tysiące ludzkich krzyżowych dróg i ten ogrom panoszącego się wszędzie cierpienia?"

Tytuł: "Nie ma nieba"
Autor: Jolanta Kosowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 06.08.2015r.
Ilość stron: 289
ISBN: 978-83-7942-845-8
       Jeśli zaglądacie na mojego bloga regularnie, to z pewnością zauważyliście, że nie mam parcia na czytanie samych nowości, wręcz przeciwnie, lubię zaglądać do książek, które są już trochę zapomniane, dlatego też dziś mam dla Was recenzję powieści, która swoją premierę miała ponad 3 lata temu i już wówczas zrobiła niemałe zamieszanie, a mowa o książce Jolanty Kosowskiej- "Nie ma Nieba", która była  moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki, ale z pewnością nie ostatnim;)

     Akcja powieści toczy się wokół lekarzy i początkowo spodziewałam się raczej opisów codziennego funkcjonowania szpitala i poszczególnych przypadków medycznych, jednak szybko okazało się, że nie jest to wcale sednem powieści. Znacznie większy nacisk autorka kładzie na pokazanie zawiłych relacji, jakie łączą pacjentów z lekarzami oraz wewnętrznych dylematów z jakimi zmagają się lekarze. 

         Maciej- dobrze zapowiadający się młody lekarz, uwielbiany przez pacjentów, mający świetną intuicję, jednak z biegiem czasu i kolejnymi pacjentami, którym nie może pomóc, zrzuca lekarski kitel i zaczyna pracę w biurze podróży. Jednocześnie okazuje się, że jego narzeczona wychodzi za mąż, ale... za innego mężczyznę...
        Małgorzata- młoda lekarka o wielkiej wrażliwości, co w jej zawodzie staje się udręką. Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy zaprzyjaźnia się z jednym z nieuleczalnie chorych pacjentów.

      Nie zdradzę Wam szczegółowych losów Macieja i Małgorzaty, by nie zepsuć Wam zabawy, powiem tylko, że w ich historii nic nie jest oczywiste,  a odpowiedzialność za ludzkie życie, potrafi odbić piętno na życiu prywatnym lekarzy.

       Czytając "Nie ma nieba" odniosłam wrażenie, że autorka bardzo stara się przekonać czytelnika  do lekarzy, do ich misji, powołania i pokazać ich w samych superlatywach. Cóż... chyba żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach, bo takich lekarzy jakich przedstawia pani Kosowska: pełnych poświęcenia, życzliwości, prawdziwie przejmujących się losem pacjenta- nie spotkałam nigdy. Ani jednego. wręcz brzmi to dla mnie nieco utopijnie. Ale załóżmy na chwilę, że faktycznie tak jest, że tacy lekarze istnieją: lekarze, którzy przejmują się każdym pacjentem, zaprzyjaźniają się z nimi, przeżywają każdą przegraną z chorobą jak indywidualną klęskę... i tak przez całą karierę. I tak się zastanawiam ile jest w stanie wytrzymać człowiek z takim nastawieniem do życia 20 lat? 30? 40? 
Mam wrażenie, że ta książka wcale nie jest o lekarzach. Jest o ludziach, którzy wybrali w swoim życiu nieodpowiednią dla siebie drogę zawodową i z jakiegoś, niezrozumiałego dla mnie powodu postanowili pójść na medycynę. Może z poczucia misji? Chęci niesienia pomocy? Jednak prawda jest taka, że żadne z nich tak naprawdę nie nadaje się do tego zawodu. Praca ich wyniszcza, wykańcza psychicznie, a pacjenci bardzo chętnie wykorzystują ich słabości. 

     Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka kreuje bohaterów. Ich przeżycia, emocje i zachowania- nie zawsze odpowiednie, pełne wad i często irytujące sprawiają, że stają się oni bardziej prawdziwi. Choć tak naprawdę z trójki głównych bohaterów, ciężko powiedzieć, żebym naprawdę polubiła któregoś z nich. Najwięcej mojej sympatii, mimo wszystko, zdobył chyba Maciek, choć nie rozumiem wielu jego zachowań i denerwował mnie fakt, że przez tyle czasu uciekał przed konfrontacją. 
Małgorzata to dla mnie po prostu synonim naiwności i niezdecydowania. Kobieta, która sama chyba do końca nie wie, czego chce, za sprawą swojej ogromnej wrażliwości daje sobą manipulować na każdy możliwy sposób. 
Mamy jeszcze Roberta- młodego mężczyznę chorego na nowotwór. Zazwyczaj choroby powodują, że patrzymy na bohatera nieco łaskawszym okiem, jednak w tym przypadku, kompletnie nie potrafiłam z siebie wykrzesać ani krzty sympatii dla jego osoby. Dla mnie do jedynie komplety egoista, widzący tylko i wyłącznie czubek własnego nosa i żerujący na ludzkiej wrażliwości. Bez skrupułów wykorzystuje ludzkie współczucie i nie przeszkadza mu nawet fakt, że swoim zachowaniem niszczy komuś życie.  

     Po całość lektury, raczej nie mam wiele do zarzucenia autorce w kwestii jej pracy słowem, ale jest rzecz, która regularnie, przez większość książki przeszkadzała mi w lekturze: Opisy. O ile rozumiem i lubię opisy przeżyć, emocji, uczuć czy konkretnych sytuacji, o tyle czytanie po pięć razy niemalże tego samego opisu Dolomitów doprowadzało mnie do szewskiej pasji:D

    Podsumowując: "Nie ma nieba" to powieść bardzo nieoczywista, w której znajdziecie wszystko to, czego absolutnie się nie spodziewacie. To nie tylko historia lekarzy i pacjentów, to przede wszystkim opowieść o relacjach międzyludzkich, pełna sprzecznych emocji i uczuć, a także tajemnic, które potrafią przewrócić życie 180 stopni. Mimo delikatnych niedociągnięć, jest do zdecydowanie lektura warta polecenia.




     "

       
"Lissy"- Luca D'Andrea

"Lissy"- Luca D'Andrea

Tytuł: "Lissy"
Autor: Luca D'Andrea
Wydawnictwo: W.A.B
Tłumaczenie: Andrzej Szewczyk
Data premiery: 3.10.2018r.
Ilość stron: 400
ISBN: 9788328060241

    A gdyby tak zacząć wszystko od nowa? Uciec od teraźniejszości, zapomnieć o przeszłości?Powiedzieć sobie „tabula rasa” i zacząć budować swoje życie na nowo, od podstaw w innym miejscu, z innymi ludźmi? Zostawić wszystko i ruszyć w nieznane? Decyzja ciężka, ale nie niemożliwa. Na taki krok decyduje się Marlene- bohaterka najnowszej książki Luki D'Andrei pt. „Lissy”.
   Marlene Wegener- młoda, dwudziestodwuletnia dziewczyna, która, na pierwszy rzut oka, złapała Pana Boga za nogi. Z biednego gospodarstwa wiejskiego trafia do miejskiej elity za sprawą ślubu z dwadzieścia lat starszym Robertem Wegenerem. Herr Wegenerem- mężczyzną z tajemniczą przeszłością i równie obrzydliwą teraźniejszością, przed którym ludzie nie czują respektu, a czysty strach.

   Piękny dom, wystawne przyjęcia, wszechogarniający luksus- brzmi trochę jak bajka o kopciuszku? Tylko, że klatka, nawet ta ze złota nadal pozostaje klatką. Dlatego Marlene postanawia uciec. Obmyśla precyzyjny plan, który wprowadza w życie, jednak nie wszystko układa się tak jak powinno i w wyniku nieprzewidzianych okoliczności zamiast zagranicę, kobieta trafia do górskiej chaty Bau'ra- Simona Kellera. Szybko okazuje się, że krok który miał być dla niej wybawieniem, staje się dopiero początkiem jej problemów, a z raz obranej ścieżki, nie da się zawrócić, a Herr Wegener nie wybacza. Nigdy.

   Herr Wegener- twardy, brutalny, bezwzględny. Nie cofnie się przed niczym by osiągnąć swój cel, siejąc postrach w całym Tyrolu. Mroczna przeszłość Wegenera sięga czasów drugiej wojny światowej, kiedy to zaczął budować swoje imperium i kiedy pierwszy raz... stał się panem życia i śmierci.

  Najbardziej tajemniczą postacią w całej powieści jest Simon Keller, początkowo niepozorny, skromny baur, z biegiem czasu poznajemy jego drugą, bardziej mroczną stronę i od tego momentu nic już nie będzie takie jak dotychczas...

  „Lissy” to bardzo nieoczywista powieść, pełna mrocznych tajemnic, i trzymająca czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony, jednocześnie budząc strach brutalnością scen i opisów. Ale pod grubą warstwą przemocy, żądzy krwi i tajemnic kryje się drugie dno tej powieści: psychologiczna gra, która pozwala czytelnikowi niejako przeniknąć do wnętrza postaci i przez chwile patrzeć na świat oczami poszczególnych bohaterów i zgłębić sekrety ich zawiłych psychik.
To książka, w której zatraca się granica między dobrem a złem, w której nic nie jest jedynie czarne lub białe, a każdy bohater, każde wydarzenie jawi się całą paletą szarości, bo nikt nie jest w stu procentach dobry, ani w stu procentach zły.

    Nieco rozczarowało mnie zakończenie książki, które z decydującej akcji nagle przenosi czytelnika kilka lat do przodu przez co omijają nas kolejne kluczowe wydarzenia z życia bohaterów. Co prawda dowiadujemy się jaki finalnie los ich spotkał, ale nie mamy możliwości śledzić ich zmagań i drogi jaką muszą pokonać by znaleźć się w miejscu swojego przeznaczenia.

   „Lissy” to coś więcej niż tylko kolejny krwawy thriller, to pełne spektrum uczuć i emocji: miłość, nienawiść, chęć zemsty, poczucie dumy i wyższości, troska, bezsilność, brutalność, bezwzględność... a to dopiero początek, bo za każdym razem kiedy będzie Wam się wydawać, że zrozumieliście już wszystko, wydarzy się coś, co zupełnie odwróci Wasze postrzeganie bohaterów i całej historii i pamiętajcie, zło ma zawsze najbardziej niepozorne oblicze.
"Wczorajsza róża"- Daria Rajda

"Wczorajsza róża"- Daria Rajda

"-Nie doceniasz mnie, kochany- odpowiedziałam pewna siebie- nie jesteś w moim typie.
- A jaki jest Twój typ?- Spoważniał jeszcze bardziej. 
- Miły, szczery, troskliwy...-zaczęłam wymieniać rozmarzona- ale przede wszystkim wierny i niegrający na wiele frontów jak ty.
-Marzysz o czymś nierealnym, wiesz."

Tytuł: "Wczorajsza róża"
Autor; Daria Rajda
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 19.09.2018r.
Ilość stron: 307
ISBN: 978-83-8147-056-8

     Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają. Być może, ale czy może wyniknąć z tego coś dobrego? Czy różnice, które początkowo wydają się pociągające, nie stają się z biegiem czasu zgubne i w rezultacie, czy nie staramy się upodobnić się wzajemnie do siebie i zatrzeć te sprzeczności?
Jedno jest pewne: relacje oparte na przeciwnościach zawsze budzą zainteresowanie i właśnie tej tematyce jest, w dużej mierze, poświęcona debiutancka powieść Darii Rajdy- „Wczorajsza róża”

Magda- młoda, ambitna, samodzielna kobieta zaraz po studiach. Jej świat runął w gruzach gdy narzeczony zostawił ją dla „długich nóg w czerwonych szpilkach”.

Krzysiek- Lokalny playboy. Nieziemsko przystojny i równie bogaty wzbudza zachwyt płci pięknej i zazdrość ich drugich połówek. Wiecznie wolny, bawiący się życiem i kobietami.

     Dwoje ludzi, których dzieli w zasadzie wszystko, a łączy jedno uczucie: wzajemna niechęć. Ona gardzi typem macho, który nie potrafi zaangażować się żadną relacje. On widzi w niej kolejną panienkę, która powinna patrzeć na niego maślanym wzrokiem i dziwi go, a zarazem pociąga fakt, że jest inaczej.

     Co stanie się gdy w wyniku zbiegu nieprzewidzianych okoliczności będą zmuszeni spędzić ze sobą noc? Zaczną patrzeć na siebie nieco przychylniejszym okiem? A może nauczą się czegoś od siebie? Jedno jest pewne, skutki, jakie będzie niosło za sobą te wydarzenie będą nieodwracalne, a zmiany jakie zajdą w tej dwójce okażą się absolutnie nieprzewidywalne.

„Wczorajsza róża” to debiut Darii Rajdy, muszę przyznać, bardzo udany debiut. Początkowo miałam mieszane uczucia, gdyż bohaterowie to ludzie świeżo po studiach, którzy właśnie wkraczają w prawdziwe, dorosłe życie, a chwilami sytuacje i opisy przypominały mi bardziej poczynania licealistów, którzy ledwo odebrali dowód osobisty i wydaje im się, że są „dorośli”. Na szczęście autorka dość szybko przeszła do właściwej części akcji i tutaj już bohaterowie prezentują się jak na swój wiek przystało. Z mojej strony duży plus dla autorki za właśnie taki przedział wiekowy bohaterów, bo obecnie w literaturze jest ich bardzo mało. Zazwyczaj mamy albo powieści typowo new adults gdzie królują nastolatkowie, którzy za wiele o życiu jeszcze nie widzą, a później przeskakujemy w przedział czterdziestolatek, którym życie już dało w kość i z jakiś przyczyn muszą poukładać swój świat na nowo. A pomiędzy? Pustka. I Daria Rajda właśnie w tę pustkę się idealnie wpisała, za co dla niej duży plus.

Bardzo podoba mi się kreacja bohaterów, opis ich przeżyć, emocji i przemiany jakie w nich następują. Zarówno Magda, jak i Krzysiek to bohaterowie z krwi i kości, ze swoimi wadami, słabościami, czasami irytują i ciężko czytelnikowi zrozumieć ich decyzje, ale dzięki temu wydają się bardziej prawdziwi i bliscy przeciętemu, szaremu człowiekowi.

Początkowo historia sprawia wrażenie, kolejnej wersji bajki o Kopciuszku, ale nic bardziej mylnego, a jeśli już chcecie rozpatrywać akcję tych kategoriach, to jest to naprawdę bardzo abstrakcyjna aranżacja Kopciuszka z jeszcze bardziej nieprzewidywalnym zakończeniem.

„Wczorajsza róża” to niezwykle wciągająca historia o przeciwieństwach, które przyciągają do siebie ludzi i przeciwnościach losu, które ich od siebie oddalają. Pełna emocji i sprzecznych uczuć. To książka, którą chwilami macie ochotę spalić ze złości, ale jednak chęć przeczytania kolejnego rozdziału jest silniejsza i tak dotrwacie do zakończenia, które okaże się jeszcze bardziej nieprzewidywalne niż wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Na tych nieco ponad trzystu stronach autorka funduje czytelnikom emocjonalny rollercoaster, więc przygotujcie się na sporą dawkę emocji, a książka z pewnością Was nie zawiedzie.

"Zagubione życie"- Piotr Podgórski

"Zagubione życie"- Piotr Podgórski

"Ludzie uciekają przed sobą, przed tymi, których kochają. Nie dają sobie szansy na miłość. A tak nie wolno. Nie można jej, ot tak, od siebie odepchnąć."

Tytuł: "Zagubione życie"
Autor: Piotr Podgórski
Wydawnictwo:Lucky
Data wydania: 21.09.2018r.
Ilość stron: 335
ISBN: 978-83-65351-73-9
     

     Jesteście pewni Waszego życia? Bliskich? Rodziny? Przyjaciół? Znacie ich na wylot i ufacie bezgranicznie? A może nie raz okazało się, że ludzie, za których dalibyście uciąć sobie rękę w rzeczywistości wcale nie są tymi, za kogo ich uważaliście? Jeżeli tak, to z pewnością świetnie zrozumiecie Jolę- bohaterkę najnowszej książki Piotra Podgórskiego pt."Zagubione życie". 
"Wiedźmy na gigancie"- Małgorzata Kursa

"Wiedźmy na gigancie"- Małgorzata Kursa

"Jeżeli ze wszystkich mediów wyłażą bezmózgie kmiotki, które nie znają własnego języka, to czego oczekujesz od ich słuchaczy i widzów? Inteligencja sporej liczby naszych rodaków zaczyna się i kończy na Pudelku"

Tytuł: "Wiedźmy na gigancie"
Autor: Małgorzata J. Kursa
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 320
ISBN: 978-83-65351-71-5

      Literacki światek od zawsze budzi podziw i kojarz się z wysoką kulturą, wszak jak mogłoby być inaczej w środowisku pisarzy, którzy "popełniają" kilka książek rocznie i rodzimy język powinni mieć opanowany do perfekcji, a tak się składa, że sprawne operowanie słowem automatycznie kojarzy nam się z kulturą. Tylko czy rzeczywiście tak jest?
     Osobiście wcale nie czuję się specjalną znawczynią jeśli chodzi o autorów i wydawnictwa i znajdzie się całe gro blogerek, które z pewnością mogą na ten temat powiedzieć znacznie więcej i które dużo bardziej wsiąknęły w ten nieco hermetyczny świat. Ja sama, mimo początkowego zachwytu, szybko zaczęłam dostrzegać ciemne strony zarówno autorów, wydawnictw, jak i samej blogosfery i wycofałam się nieco z tego towarzystwa wzajemnej adoracji, choć oczywiście nadal współpracuję z wydawnictwami i autorami, co do których mam pełne zaufanie, jednak niestety biorąc pod uwagę liczbę osób, z którymi miałam styczność- obecnie zostawiłam sobie zaledwie garstkę z nich, na resztę zwyczajnie szkoda mi czasu i nerwów. Bo literacki światek moi drodzy, wcale nie jest tak idylliczny jak się wydaje i w rzeczywistości wszyscy są dla Ciebie niesamowicie mili pod warunkiem, że spełniasz wszystkie ich oczekiwania. Wydawnictwa dadzą Ci wszystko czego zapragniesz pod warunkiem, że najlepiej od ręki będziesz publikować recenzje ICH książek, bo dla każdego z nich to właśnie ICH tytuły są absolutnym priorytetem i ani waż się myśleć o własnym blogu, bo recenzje MUSZĄ pojawić się na pierdyliardzie stron wszystkich możliwych księgarni internetowych, o jakich tylko wydawca słyszał. Nie lepiej z resztą wyglądają często współprace z autorami, którzy są przemili, cudowni i ozłocą Cię, jeśli tylko publikujesz życzliwą im recenzję pełną "Ochów" i "Achów". Gorzej sytuacja wygląda jeśli w książce, którą dostajesz do recenzji coś Ci się nie podoba, wtedy przestaje być miło, bo niestety moi drodzy o ile spora część polskich autorów potrafi głosić piękne tyrady o tym, jak cenna jest konstruktywna krytyka, o tyle niewielu jest takich, którzy są w stanie ją znieść i o ile ograniczają się jedynie do ich ignorowania- nie jest źle, ale są i tacy, którzy zaczynają z owymi recenzjami polemizować- i wtedy jest już gorzej, bo recenzja, choćby najbardziej profesjonalna, zawsze będzie miała w sobie ten subiektywny pierwiastek oceniający, a jak powszechnie wiadomo  "de gustibus non est disputandum", więc zazwyczaj kończy się na tym, że autor nie rozumie krytyki i uważa, że jeżeli książka nie przypadła mi do gustu to mogłam po prostu ją odłożyć i przemilczeć zamiast czytać do końca i pisać recenzję.  I właśnie o tym, w dużej mierze jest książka, którą chciałabym Wam dzisiaj pokazać. Autorka postanowiła z lekkim dystansem pokazać czytelnikowi blaski i cienie literackiego światka, a co z tego wyszło? Przekonajcie się sami, ale zacznijmy od fabuły...

TERCET to świetnie prosperująca agencja literacka składająca z trzech, a właściwie od niedawna już czterech wiedźm:
"Wiedźma odpowiedzialna, czyli naczelna- Maja Potoczek;
wiedźma kryminalna, czyli Anna Klejnik;
wiedźma pyskata, czyli Małgorzata Knypek
oraz wiedźma rozsądna, czyli Ida Złotowska."
nad którymi zapanować próbuje Piotr- sekretarek i osobisty ochroniarz w jednej osobie. I w zasadzie, na tym mogłabym poprzestać, bo te określenia idealnie opisują każdą z nich. Każda inna, wszystkie zwariowane i oddane agencji, przy takiej wybuchowej mieszance charakterów, nie da się nudzić o czym niejednokrotnie przekonał się sekretarek, a i wy przekonacie się, kiedy sięgniecie po książkę. 
Życie agencji płynie swoim rytmem do czasu, kiedy wiedźmy wchodzą na wojenną ścieżkę z Adasiem- początkującym autorem komedii kryminalnych, słynącym z niesamowicie nadmuchanego ego i braku dystansu do własnej "twórczości", która niestety pozostawia wiele do życzenia. Wschodząca "gwiazda" literatury zrobi wszystko by stać się numerem jeden i wyprzedzić konkurencję, jednak kiedy wiedźmy dyskredytują go na swoim portalu, mężczyzna poprzysięga zemstę, a musicie wiedzieć, że u Adasia wszystkie chwyty są dozwolone...

Ci z Was, którzy spotkali się wcześniej z twórczością Małgorzaty J. Kursy, wiedzą, że słynie ona ze specyficznego stylu, który albo się kocha, albo nienawidzi. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej grupy, dlatego początkowo byłam książką nieco rozczarowana. Czytałam, czytałam, czytałam, poznałam wiedźmy i współpracujących z nimi autorów i zastanawiałam się "no dobra, ale właściwie o co chodzi?", początek książki bardzo mi się dłużył. Nie mogłam wciągnąć się w fabułę, miałam wrażenie, że ilość opisów jest absolutnie nieproporcjonalna do akcji, która według mnie stała w miejscu i w pewnym momencie poczułam się naprawdę rozczarowana, bo po książki pani Małgorzaty zawsze sięgałam w ciemno i jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Na szczęście kiedy już minęłam wszystkie opisy i wprowadzenia akcja nabrała tempa i przez resztę powieści uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy, bo bawiłam się naprawdę świetnie. Błyskotliwe dialogi, cała masa gagów i charyzmatyczni bohaterowie- to elementy, które zawsze kojarzyły mi się z autorką i to dla nich warto sięgnąć po tę książkę.

"Wiedźmy na gigancie" to kolejna świetna pozycja w dorobku Małgorzaty J Kursy. Autorka w charakterystyczny dla siebie, lekko prześmiewczy sposób obnaża wszystkie grzeszki literackiego świata odzierając go z tej nieco mistycznej otoczki. Co prawda już na wstępie autorka zapowiada, że bohaterowie powieści są postaciami fikcyjnymi i nie mają odzwierciedlenia w świecie rzeczywistym, jednak ja od początku do końca widziałam przy każdym z bohaterów konkretne osoby z literackiego światka, czy trafione? Nie wiem. Ale tego kogo miałam przed oczami czytając o kolejnych autorkach, czy przede wszystkim o Adasiu, tego już Wam nie zdradzę, niech pozostanie to moją słodką tajemnicą. Jedyne do czego się przyczepię to początek. Mniej opisów-więcej akcji i byłoby idealnie.
Zdecydowanie polecam, bo "Wiedźmy na gigancie" to gwarantowana porcja dobrej, lekkiej rozrywki dla każdego książkoholika. 


                                           

                                                  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lucky








"Lato z ciotką spirytyską"- Danuta Korolewicz

"Lato z ciotką spirytyską"- Danuta Korolewicz

Tytuł: "Lato z ciotką spirytystką"
Autor: Danuta Korolewicz
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 384
ISBN: 978-83-65351-72-2

 
        Lato w pełni, sezon urlopowy trwa w najlepsze, więc każdy kto tylko ma taką możliwość stara się wyrwać choć na kilka dni z dala od domu. Z takiego założenia wyszła również Magda- studentka z Torunia, której życie przewróciło się do góry nogami po tym, jak zostawił ją chłopak. Mając w perspektywie długie, samotne wakacje w mieście, niemalże z nieba spada jej propozycja jej ciotki- Walerii, która zaprasza ją do siebie i proponuje wakacyjną pracę w miejscowej bibliotece, w małej miejscowości, jaką jest Warba. 

     Lato w bibliotece, w dodatku w małej mieścinie. Zapowiada się niezwykle spokojnie (o ile nie nudno). Cóż, nic bardziej mylnego. Już na wstępie zwariowana ciotka zapowiada swojej siostrzenicy obowiązkowe uczestnictwo w jej cotygodniowych seansach spirytystycznych, jeśli do tego dodamy odwiedziny Doroty-najlepszej przyjaciółki Magdy, podejrzaną szajkę działającą w mieście i nowego mężczyznę w życiu Magdy, który szybko okaże się być niedostępny dla dziewczyny, a to za sprawą widniejącej na jego szyi koloratki, szybko okaże się, że nie ma tu miejsca na nudę, a Warba nie będzie wcale tak spokojnym miasteczkiem, na jakie się zapowiadała.

     Kiedy dostałam książkę w swoje ręce prawdę mówiąc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością Danuty Korolewicz, więc była to dla mnie absolutna zagadka. Spodziewałam się lekkiej, humorystycznej lektury ze zwariowaną ciotką w tle. A co dostałam? Ciekawie skrojoną powieść obyczajową z wątkami humorystycznymi i... kryminalnymi.

     Autorka posługuje się bardzo prostym, lekkim językiem, co sprawia, że całość czyta się bardzo szybko, choć przy tego typu powieściach chciałoby się trochę więcej humoru, zwłaszcza, że tematyka aż się o to prosiła, dlatego w tym miejscu mały minus z mojej strony.

     Kilka słów należy się również bohaterom, gdyż są to niesamowicie barwne postacie.

Magda- główna bohaterka to dziewczyna o dwóch twarzach, pozornie spokojna i odpowiedzialna, pod wypływem odpowiednich impulsów staje się zwariowaną i żadną przygód studentką, jednak w tym szaleństwie jest metoda, gdyż Magda bo postać, którą darzy się sporą sympatią od pierwszej do ostatniej strony. 
Waleria- zwariowana, nieokrzesana ciotka-spirytystka. Jej cotygodniowe seanse stały się słynne w całej Warbie, z czego kobieta jest niesamowicie dumna.  Mimo dojrzałego już wieku Waleria nie potrafi usiedzieć w miejscu i ma tysiąc pomysłów na minutę, z których każdy kolejny jest jeszcze bardziej zwariowany od poprzedniego.
Wikary Dominik- to zdecydowanie mój ulubiony bohater w całej historii. Swoją odpowiedzialnością stanowi swoistą przeciwwagę dla szalonych bohaterek. Niezwykle tajemniczy i mimo noszonej koloratki czarujący mężczyzna, wokół którego dzieje się wiele podejrzanych rzeczy.

"Lato z ciotką spirytystką" to lekka, przyjemna powieść z kryminalną historią w tle i pewną dawką humoru. Zwariowane bohaterki, seanse spirytystyczne, trup i podejrzana szajka rządząca miastem, a na domiar wszystkiego zamieszany w sprawę ksiądz- to i wiele więcej otrzymacie sięgając po najnowszą książkę Danuty Korolewicz, którą zdecydowanie polecam jako lekką lekturę na letnie wieczory.
 



                                          Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lucky.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...




zBLOGowani.pl

Copyright © 2014 Książkoholiczka94 , Blogger